Recenzja „Fat Princess”

Nadchodzą złe czasy! Moje dzieciństwo legło w gruzach! Skończyły się wyobrażenia o pięknych księżniczkach i dzielnych rycerzach. Gruba Księżniczka zmiażdżyła to wszystko swoim ciężarem pozostawiając masakryczny obraz rozlewającej się tu i ówdzie krwi, z domieszką odrąbanych bądź rozczłonkowanych kończyn. Gra dla dzieci? Pfff…

Nie jestem wielbicielem wydawania gotówki na wszelkie spinoffy, czy popierdółkowate gierki z PlayStation Store. Tym razem złamałem zasadę i zrobiłem wyjątek kupując grubą księżniczkę – szybko zyskała moją sympatię, mimo swej nieurodziwości. Gra na pierwszy rzut oka może wydawać się tytułem wprost skierowanym dla dzieci, lecz niech nie zmyli was ta komiksowa wizualizacja. Jeśli wasze dziecko/młodsze rodzeństwo/inne pociechy będące poniżej 18 roku życia, będzie was namawiało do kupna Fat Princess, najpierw dokończcie tekst, a dopiero potem podejmijcie ryzykowne kroki. I nie chodzi tylko o jej drastyczny przekaz, a raczej o możliwość wsiąknięcia na ładne parę naście godzin z możliwością utraty kontaktu ze światem zewnętrznym.

Trzy dni na suchym chlebie, trzy dni popijając wodę z Biedronki, trzy dni i minus trzy kilo wagi, właśnie do tego doprowadziła mnie paradoksalnie Fat Princess. Już nie pamiętam kiedy ostatnio tak dobrze się bawiłem. Teraz spoglądając na to z dystansem, uśmiecham się w myślach i tłumaczę sobie, że warto było. Mogłem w ciągu tych trzech dni zająć się czymś pożytecznym, mogłem, ale nie chciałem.

Zacznijmy od tego, że gra jest głównie skierowana na zabawę w trybie wieloosobowym. Brak połączenia z internetem może być dużym utrudnieniem, nie wspominając o nieświadomej rezygnacji ze zdobywania pucharków, zresztą kto je zbiera? Tylko Loth. Na szczęście twórcy nie przekreślili szans na zabawę w pojedynkę. Do wyboru jest tryb na rozgrywkę z komputerem, co powinno tych poszkodowanych, bądź unikających kontaktu z ludźmi, uszczęśliwić. Maksymalna liczba graczy jaka może wziąć udział w jednej kampanii to aż 32 potencjalnych ochotników. Być może liczba nie przeraża, jednak całkowicie wystarczy. Mapy nie są duże i przy takiej ilości żądnych krwi i zemsty graczy, zamieniają się one w istne pola walki, gdzie ustawki kibiców to przy tym zabawy w piaskownicy.

Na pierwszy kontakt z grą warto zaznajomić się z systemem, który jest dość nietypowy. Gra jest gatunkowo połączeniem strategii, przygodówki i akcji, co sprawia, że każdy wielbiciel tych trzech stylów znajdzie coś dla siebie. W czasie zabawy wcielamy się w naszego małego bohatera i od tej chwili sami już decydujemy, czy chcemy być drwalem, rycerzem, łucznikiem, magiem, bądź czarnoksiężnikiem, albo po prostu obijać się gdzieś w zaciszach zamku i od czasu do czasu faszerując księżniczkę rosnącymi wokół jego murów ciasteczek, które sprawiają, że nasza pociecha tyje stając się ogromnym ciężarem dla naszych oponentów. Każda z profesji ma swoje wady i zalety, a dzięki ich odpowiednio wyważonej strukturze, nigdy nie poczujemy się poszkodowani. Kolejnym ciekawym pomysłem jest ulepszanie maszyn w zamku, przez co nasi dzielni rycerze stają się silniejsi i bardziej niebezpieczni. Jednak by tego dokonać, najpierw samemu trzeba się namęczyć w zbieraniu drzewa i metalu, a przy okazji ratując od czasu do czasu swój własny tyłek od czyhających w pobliżu wrogów.

Tryby są cztery, Rescue the Princess (zdobądź swoją księżniczkę, nie pozwalając przy tym odbić księżniczki wroga), Snatch ‚N Grab (zdobądź i zaprowadź trzy razy do zamku swoją księżniczkę), Team Deatchmatch oraz Invasion (zwykły Capture the Flag). Jest też ukryty tryb, czyli piłka nożna, gdzie jak w starych grach z serii Nekketsu, nawalamy się na boisku walcząc o zdobycie gola. W każdej grze możemy bawić się i w pojedynkę, i z pozostałymi graczami. Map do zabawy jest kilka i według autorów, od czasu do czasu mają pojawiać się kolejne, więc na pewno nie powinniśmy się nudzić.

Nie spoilerując wam reszty gry, skieruję swoje wypociny na tematy bardziej przyziemne, czyli na to bez czego gra się nie obejdzie i zarazem to od niej zależy połowa sukcesu. Tak! Chodzi o grafikę, która w dzisiejszych czasach tak zawładnęła umysłami graczy, jak ilość mega pikseli w aparatach. Pod względem wizualnym gra nie robi furory, zastosowano w niej cel-shading, dzięki temu sprawia wrażenie ręcznie malowanej kreskówki. W tym przypadku pasuje ona idealnie, a dobrze dopasowana brutalność dodaje jej charakteru, przez co nieźle zdziwią się wszyscy ci, którzy uważali, że bajki powinny być tylko dla dzieci. Oczywiście wylewającą się z ekranu przemoc możemy wyłączyć, jednak tak czy siak gra nie jest skierowana dla młodszych graczy.

Muzyka została wrzucona na dalszy plan, przez to w czasie gry usłyszymy tylko kilka utworów, które bez problemu będziemy mogli zliczyć na palcach jednej dłoni. Mimo to nie jest źle, pasuje do średniowiecznego klimatu, dodając niewątpliwie uroku.

Jak każda gra, tak i Fat Princess nie jest idealna. Największym jej problemem to kłopoty z trybem online, które nie powinny mieć nawet miejsca. Bardzo często gra laguje, nie wspominając o trudności w dołączeniu do założonych gier. Nawet gra na dwóch, przy łączu 2 Mb/s może sprawiać kłopoty. Kolejnym minusem jest system trofeów, który sprawia, że pierwsze kilka otrzymujemy z dosyć dużym opóźnieniem, co może zniechęcić do ich zdobywania. Głupota botów w grach wieloosobowych również daje się we znaki, przez to cały urok zabawy zaczyna irytować i bez problemu odbijamy księżniczkę, bądź wygrywamy kolejną z rzędu grę. Nie postarano się w tym przypadku o dobrą inteligencję przeciwników. Jednak sporym wyzwaniem jest arena gladiatorów, której nadal nie udało mi się ukończyć, więc w tym przypadku przeciwnicy, potrafią być też wymagający. Kolejne informacje podają, że Titan Studios główkuje nad tymi wadami, tak by w jak najbliższym czasie wypuścić łatkę poprawiającą błędy. Ale jak zwykle, każą nam czekać.

Jak stworzyć grę, która swoją prostotą i przyjemnym gameplay’em przyciągnie do ekranu na wiele godzin rozrywki? Proste, wystarczy wygrzebać z dzieciństwa bajkę o księżniczkach i dzielnych rycerzach, dołożyć do niej trochę sadomasochistycznych fantazji pryskającej tu i ówdzie krwi, przyprawić przyjemną bajkową grafiką i dołożyć elementy strategii, w której sami bierzemy udział. Titan Studios wykorzystało pomysł i pewnie teraz cieszą się z sukcesu. Dla mnie bardzo przyjemna gra, która potrafi uprzyjemnić nudne chwile. Mimo swojej wysokiej ceny, warta poświęcenia.

Zostaw komentarz

Na tapecie
The Dark Pictures - Man of Medan