Recenzja „FIFA 11”

Ciężko jest pisać recenzje takich gier jak FIFA, bo z roku na rok gra nie przechodzi diametralnych zmian, co prawda dochodzi parę nowości, jednak szkielet rozgrywki jest zgoła podobny. Co odważniejsi mogą wręcz wysnuć tezę, że dopisując do recenzji poprzedniej FIFY opis nowości w jedenastce otrzymamy bardzo rzeczowy i poprawny merytorycznie tekst. Może i coś w tym jest, jednak ja nie mam zamiaru tego czynić – po pierwsze recenzji FIFY 10 na kikoo – o, dziwo – nie było, a po drugie – warto jednak napisać trochę nowych słów na temat kolejnej odsłony najlepszego symulatora piłkarskiego na rynku.

Od mniej więcej 2008 roku FIFA z każdą kolejną edycją się rozwija, dochodzą licencje, nowe tryby oraz zmiany w rozgrywce. Nie chcę wysuwać tutaj odważnych tez, ale w mojej opinii kopanka od EA przegoniła już Pro Evolution Soccer a z każdym rokiem coraz bardziej go dystansuje. No, ale to moja opinia. Nie ulega jednak wątpliwości, że FIFA oferuje świetny gameplay, o którym chciałbym napisać najpierw.

Podczas rozgrywki w wirtualną kopankę od Elektroników mam wrażenie jakbym oglądał transmisję telewizyjną z prawdziwego widowiska. Pomijając na razie świetnie wyglądających zawodników czy głośny doping kibiców, akcja na boisku jest bardzo zbliżona do tego, co można oglądać na szklanym ekranie (no, nie licząc wybryków naszych „Orłów”). Za pomocą pada można wykonać dowolne zagranie – podać prostopadłą piłkę górą czy dołem, dośrodkować ostro lub wrzucić balonik w pole karne, strzelić „bombę” z woleja lub oszukać bramkarza puszczając piłkę po ziemi. A co więcej, aby stosować te wszystkie zagrania wcale nie trzeba przesiadywać przed konsolą miesięcy – wystarczy dosłownie godzinka, dwie, żeby opanować większość zagrań, potem już odrębną kwestią jest fakt, że aby przeprowadzać piękne i szybkie akcje potrzeba praktyki. Praktyki polegającej na odpowiednim ustawieniu piłkarza w momencie podania czy dobrania odpowiedniej siły strzału przy podaniu lub wykonywaniu wolnego, tak aby nie trafić w mur, ale również aby nie przestrzelić piłki dziesięć metrów nad bramką. A propos wspomnianych w poprzednim zdaniu podań. Autorzy w tej edycji wprowadzili Pro Passing przez co podania z większym trudem docierają do adresata, bo nie wystarczy już jedynie wciśnięcie guzika a właśnie ustawienie zawodnika oraz siła podania. Jest o na pewno rozwiązanie bardziej symulacyjne, jednym się spodoba, drugim mniej. Jednak oprócz zwinnych palców, dość istotny element to taktyka (choć bez majstrowania przy niej też można wygrać, żeby nie było), który może się przydać w stwarzaniu sytuacji bramkowych. Nie mówię tu jedynie o ustawieniu zawodników na murawie, ale również o wybraniu stylu gry (neutralny, ofensywny czy defensywny lub skrajne – superofensywny i superdefensywny) i ustawieniu priorytetów, tzn. czy drużyna ma stosować pressing, częściej grać długie, górne piłki czy raczej szukać szczęście przy kontratakach. To wszystkie jednak było w takiej czy innej formie w poprzednich częściach gry. W jedenastce doszło coś, co nazywa się Personality Plus, czyli specjalne umiejętności poszczególnych zawodników. Innymi słowy, część zawodników otrzymało atrybuty związane z prezentowanymi umiejętnościami w rzeczywistości, i tak np. Christiano Ronaldo jest specjalistą od strzałów z dystansu, dlatego też takie uderzenia będzie miał celniejsze i piłka częściej lądować będzie w siatce, natomiast jego kolega z drużyny – Higuain – ma atut „Perfekcyjnego wykończania akcji” przez co czuje się w polu karnym jak ryba w wodzie i często kontakt z piłką kończy golem. Dlatego warto przed meczem zapoznać się z atutami swojej drużyny i bezlitośnie je wykorzystywać.

Jeśli chodzi o inne zmiany w samej piłkarskiej rozgrywce są to niuanse – gra bramkarzy została poprawiona, co skutkuje tym, że trudniej się przebić i go okiwać. Odniosłem również wrażenie, że łatwiej przeprowadzić akcje skrzydłem, które po dośrodkowaniu kończą się umieszczeniem piłki w siatce – jakoś piłka częściej wpadała mi po uderzeniu główką niż w poprzednich częściach. Natomiast cały czas trudno jest dryblować przeciwnika, a ten na wyższych poziomach trudności wciąż daje popalić – nie daje odebrać sobie piłki i przeprowadza składne, trudne do zatrzymania akcje. Nowością na minus jest system wykonywania rzutów karnych, żywcem zerżnięty z FIFY poświęconej ostatnim Mistrzostwom Świata w Afryce. Pasek siły lata z lewej do prawej, a drążek można trzymać w odpowiednim kierunku tylko przez chwilę, bo inaczej zwykle kończy się przestrzeleniem. Ja przestrzeliłem całą pierwszą serię rzutów karnych, i to w meczu rankingowym! Całe szczęście jest samouczek, który wyjaśnia co nieco, ale i tak nie jest łatwo strzelić mocnego karniaka.

Kiedy gameplay mamy już za sobą, czas skupić się na trybach, w których można rozgrywać mecze. Faktem jest, że nie przeszły one gruntownej zmiany, dodano jedną większą i jedną mniejszą nowość. Tą drugą jest możliwość rozegrania kariery nie tylko z pozycji trenera, ale również jako konkretny zawodnik lub grający trenera, co jest de facto połączeniem dwóch pierwszych opcji. Sam tryb kariery – albo jak ktoś woli: menadżerski – został trochę uszczuplony, usunięto nadmiar statystyk i cyferek i teraz polega przede wszystkim na dokonywaniu transferów i ustawianiu drużyny do meczu. Oprócz tego można też rozgrywać kolejne mecze z kalendarza (sparingi, liga, puchary), ale to chyba oczywiste. Drugi tryb zabawy dla pojedynczego gracza to możliwość zagrania turnieju (np. o Puchar Polski, można również stworzyć własny turniej, np. rozgrywki Ligi Mistrzów).

Czas teraz jednak na tę większą nowość, czyli możliwość rozgrywania całych meczy wyłącznie bramkarzem. Tak, w tej edycji po raz pierwszy można samemu wykonywać bramkarskie parady. Podczas rozgrywki bramkarzem (kamera zza pleców) należy cały czas obserwować lot piłki, tak aby dobrze się ustawić w momencie oddania strzału przez przeciwnika. Powiem jednak szczerze – granie bramkarzem jest po prostu nuuuuuudne i szczerze podziwiam osobę, która przejdzie choć jeden sezon trybu Zostań Gwiazdą na pozycji bramkarza, bo taka możliwość się pojawiła.

Oprócz trzech wyżej wymienionych trybów, dużą popularnością cieszy się też rozgrywka sieciowa, gdzie dzięki dodaniu sterowalnego bramkarza mecz może rozegrać 22 graczy, a każdemu przyporządkowany jest inny zawodnik. Ponadto, nie ma problemu w tworzeniu sieciowych turniejów, przesiadywania w lobby czy po prostu w rozegraniu szybkiego meczu rankingowego z graczami z całego świata. Jedynym nierozwiązanym do tej pory problemem – praktycznie od zawsze – jest kwestia opuszczania meczów przez gracza, który przegrywa, ponieważ nie ma z tego tytułu żadnych konsekwencji: przerwany mecz jest traktowany jakby w ogóle się nie rozpoczął. W każdym razie funkcje sieciowe działają bardzo sprawnie, w końcu zawsze lepiej jest grać z żywym przeciwnikiem niż z konsolą. Ostatnim trybem, na który chciałbym zwrócić uwagę jest tryb Virtual Pro, czyli możliwość stworzenia własnego zawodnika i rozwijania jego umiejętności. Kustomizacja jest chyba bardziej rozbudowana niż w Simsach, gdyż można edytować wszystko, od fryzury poczynając na rozstawie oczu kończąc. Poza tym, swojemu graczowi wybieramy imię, nazwisko, narodowość, klub i podstawowe cechy. Do tego dochodzą specjalne wyzwania do wykonania, które dodatkowo motywują do rozwijania wirtualnego piłkarza, szczególnie, że można pochwalić się nim w sieci, rozgrywając mecze przeciwko innym.

Szata graficzna jest zdecydowanie mocną stroną FIFY, do tego z roku na rok kopanka od Elektroników staje się coraz ładniejsza. W tej edycji znacznej poprawie uległy modele piłkarzy, szczególnie tych bardziej rozpoznawalnych. Dlaczego napisałem rozpoznawalnych: wiadome jest, że praktycznie niemożliwe byłoby przeniesienie do gry twarzy i cech fizycznych wszystkich piłkarzy ze wszystkich lig, bo tych są tysiące (piłkarzy, nie lig) i ci mniej znani wrzucani są do gry na zasadzie szablonu – np. w Legii Warszawa znalazłem kilka tak samo wyglądających twarzy, zawodnicy też raczej nie przypominają ich rzeczywistych odpowiedników. Ale to drobiazg, bo tak naprawdę nie zwraca się na to uwagi. Ważne, że wszyscy wirtualni piłkarze poruszają się jak należy, bo doskonale oddano ich ruchy na boisku w różnych sytuacjach – czy to złożenie się do strzału, kopnięcie z woleja czy zwykła przewrotka, wszystko wygląda bardzo realistycznie. Stadiony wyglądają doskonale a atmosferę panującą na stadionie oddano bardzo przekonywująco. Jest zresztą możliwość nagrania własnych stadionowych przyśpiewek czy piosenek, które lecą w momencie wchodzenia drużyny na stadion – łapcie więc wuwuzele w dłoń i nagrywajcie. Najładniejsze akcje z kolei można zapisać po meczu, bo gra zapamiętuje i pozwala odtworzyć najlepsze sytuacje z każdego spotkania. Jeśli zaś chodzi o strefę audio, to w tle – szczególnie w menusach – jak zwykle przygrywają miłe dla ucha kawałki. Podczas meczów w roli komentatorów niezmiennie usłyszeć można Szpakowskiego i Szaranowicza, jednak odniosłem wrażenie, że mylą się częściej niż zwykle. Tzn. nie nasi komentatorzy się mylą a gra, która puszcza nieodpowiedni komentarz do akcji – np. dośrodkowuję a z głośników słyszę, że nie wykorzystali tego rożnego. Podobnych wpadek jest więcej, ale nie występują często i na pewno nie psują wrażenia z rozrywki, szczególnie że jakość polskiego komentarza stoi na wysokim poziomie. Czasem da się usłyszeć ciekawostki na temat klubów czy piłkarzy, co jest bardzo miłym akcentem ze strony twórców i pozwala dowiedzieć się nieznanych faktów na temat słynnych klubów.

FIFA 11 jest bez wątpienia doskonałym tytułem, w swoim gatunku niemalże idealnym. Cieszy fakt, że każda kolejna edycja zawiera jakieś nowości i poprawki, po których wyraźnie widać, że autorzy dążą do stworzenia wirtualnej kopanki idealnej. Tego im życzę. Jeśli jesteście fanami piłki nożnej i chcecie pobiegać trochę na wirtualnym boisku, bierzcie FIFĘ 11 w ciemno – lepszej gry nie znajdziecie. Jest tu wszystko co być powinno: świetna symulacja, stadionowa atmosfera wylewająca się wręcz z ekranu i ogromna ilość trybów rozgrywki. Niech tylko poprawią występujące sporadycznie idiotyczne zachowania innych piłkarzy z drużyny, wrócą do starego systemu rzutów karnych i poprawią wpadki komentatorów a będzie dycha – na razie pół oczka mniej.

Zostaw komentarz

Na tapecie
God of War Ragnarök