Recenzja „FIFA 13”

Euro w Polsce zniknęło równie szybko, jak się rozpoczęło. Jedynie osamotnione znaki pozostawione na warszawskich ulicach przypominają o masowej sportowej imprezie jaka odbyła się w kraju kilka miesięcy temu. Skończył się chleb, skończyły i igrzyska i przeciętny Kowalski może spokojnie powrócić do tradycyjnego narzekania na szarą rzeczywistość życia w nadwiślańskiej krainie. Dla wielu jednak, zorientowanych trochę w świecie piłki kopanej, to dopiero początek piłkarskich emocji. Wraz z końcem wakacji ponownie ruszyły największe europejskie ligi, w których podziwiać można prawdziwych wirtuozerów futbolowego rzemiosła, a Electronic Arts, jak to ma w zwyczaju każdego roku, postanowił wypuścić do sklepów kolejną edycję FIFY.

Rewolucji nie ma. Przynajmniej nie na taką skalę, jak miało to miejsce w ostatnich latach. Kanadyjski deweloper nie pokusił się o żadne znaczące zmiany w rozgrywce. Jednak jeśli jeszcze gry nie zakupiłeś i właśnie chowasz ponownie do portfela sumkę przeznaczoną na nową produkcję Elektroników, wyjmij gotówkę z powrotem na stół. EA to nie pierwszy lepszy wydawca, a poważny i doświadczony gracz na rynku elektronicznej rozrywki, który doskonale wie, w jaki sposób manipulować rozwojem produktu. Rok temu gracze otrzymali tytuł kompletny, dopasowany do wymogów generacji. Wzbogacona w stosunku do poprzedników min. o nowy silnik fizyczny gra na nowo zdefiniowała klasyczne i mocno już archaiczne obliczę FIFY. W przypadku „trzynastki” trudno jest mówić o przełomie. Powód takiego stanu rzeczy jest prozaiczny – idealnie funkcjonującego mechanizmu po prostu nie warto zmieniać, a opracowywanych w pocie czoła schematów – wyrzucać bez sentymentów do kosza.

Na pierwszy rzut oka nowości jest niewiele. Pomijając odświeżone menusy, co do których cały czas nie mogę się przekonać, graficzne jest to cały czas poziom dwunastej FIFY. Nie ma w tym nic złego. Na prześlicznie odwzorowanych stadionach, po zielonej murawie, biega dwudziestu dwóch niemal identycznych facetów. Powód takiego stanu rzeczy prozaicznie prosty – jak ma to seria w zwyczaju, poza kilkoma piłkarskimi wybrańcami, których wirtualne wcielenia nie odbiegają zbytnio od oryginałów (oczywiście, wiąże się z tym pewien odpowiednio wysoki poziom umiejętności kopania piłki), wciąż ma się do czynienia z armią klonów, gdzie jedynym wyróżnikiem staje się odpowiednie nazwisko na koszulce.

Oprawa audio, a komentarz w szczególności, to także powtórka z rozgrywki. Dobrze znany duet panów Szpakowski-Szaranowicz mocno już trąci myszką. Z głośników dobywają się te same frazy i wyrażenia, z którymi fani są oswajani od kilku już edycji piłkarskiej gry od EA. Najbardziej doskwiera jednak brak jakichkolwiek zmian w kodzie, które byłyby reakcją na ciągłe, pojawiające się od trzech lat błędy. Wesołej parze komentujących cały czas zdarzają się mniejsze i większe pomyłki, których powodem jest po prostu nieodpowiednie dopasowanie kwestii do wydarzeń mających miejsce na boisku.

Obeznany więc z piłkarską serią gracz, po szybkim spojrzeniu na telewizor z odpaloną „trzynastką”, będzie się zapewne głowił, o co to cało zamieszanie towarzyszące premierze najświeższej odsłony. Diabeł jednak tkwi, jak ma to zwykle miejsce, w szczegółach.

Pierwsze plusy w rubryce opisanej „FIFA 13″ należy postawić już przy okazji trybów gry. Całkowitą nowością, może nie do końca oryginalną, jest opcja treningu. Nie ma on bynajmniej wymiaru typowo RPG-owego, gdzie po serii ćwiczeń podskakują statystyki postaci. Ot, jest to seria minigier piłkarskich, nagradzanych punktami, które nie mają jednak realnego wpływu na zabawę. Czy to wybierając odpowiednią zakładkę w Menu Głównym, czy też w oczekiwaniu na załadowanie się meczu (bo i taka opcja istnieje, jeśli ktoś ma już serdecznie dość tradycyjnej areny treningowej) gracz ma możliwość wskoczenia w buty ulubionego piłkarza w celu wykonania kilku szkoleniowych zadań pokroju trafienia ze stojącej piłki w odpowiedni punkt bramki, poprawnego oddania rzutu karnego czy przedryblowania pachołków. Tryb ten powinni docenić zarówno starzy wyjadacze, dla których jest to ciekawa odskocznia od tradycyjnej rozgrywki, możliwość sprawdzenia swoich umiejętności i skonfrontowania ich ze znajomymi, oraz początkujący użytkownicy, którzy w przyjemniejszy sposób zapoznać się mogą z niuansami sterowania.

Zmian, nie tylko w warstwie kosmetycznej, doczekały się także wszystkie tryby prowadzenia kariery, czy to piłkarskiej, czy menadżerskiej.

Świeżość do skostniałych już nieco opcji zabawy, które niemal modyfikacji pojawiały się w kolejnych odsłonach FIFY, wprowadzają reprezentację. Zarówno kierując poczynaniami trenera zespołu, jak i przyszłej football’owej gwiazdki, gracz ma sposobność wkroczenia do świata piłki międzynarodowej. Nie jest to jednak rzecz łatwa, zważając na to, iż po byle kogo reprezentacja nie sięga. Trzeba być po prostu lepszym od reszty wirtualnych piłkarzyków, pragnących trafić do panteonu narodowych bohaterów. Selekcjoner łaskawszym okiem spojrzy na wykreowaną przez gracza postać, jeśli tylko ta, biegając po zielonej trawce wykaże odpowiednie zaznajomienie z football’owym fachem. Podobnie zresztą, kiedy mecz obserwuje się z poziomu ławki. Dopiero osiągnięcie jakichś bardziej znaczących sukcesów wraz z prowadzonym zespołem gwarantuje, iż jakaś egzotyczna ekipa, np. z Burkina Faso, wyślę wiadomość z prośbą o objęcie nad nią kontroli.

Tak… FIFA 13 pozwala poczuć się docenionym. Każdy następny sezon wirtualnej kariery piłkarskiej stawia przed graczem kolejne, co raz bardziej wyśrubowane, cele. To za sprawą świetnie rozwiązanej kwestii rozwoju wykreowanej gwiazdy. Wybierając bowiem za swój pierwszy klub potęgi piłki kopanej pokroju FC Barcelony, Realu Madryt, czy Manchesteru United, nie ma się żadnej gwarancji, iż będzie nam dane wystąpić w barwach rzeczonego zespołu. Nikt przecież o zdrowych zmysłach nie wypuści na murawę w wyjściowym składzie żółtodzioba, który dzień wcześniej postanowił wkroczyć do świata profesjonalnego football’u. W taki oto sposób gracz zostaje wypożyczony do niższych lig, aby tam udowodnić swoją przydatność i szlifować umiejętności z przeciwnikami własnego pokroju. Dopiero, gdy wkroczy on na odpowiedni piłkarski poziom, stanie przed możliwością spełnienia swych sportowych ambicji i marzeń.

Tak jak miało to miejsce w przeszłości, kolejny mecz to kolejna dawka punktów doświadczenia, służących do zwiększania umiejętności naszego zawodnika. W tegorocznej edycji wprowadzono także monetki, służące za walutę potrzebną do odblokowywania nowych cieszynek, strojów dla drużyn, czy kart Ultimate Team. Skoro mowa o wprowadzonej jakiś czas temu do FIFY karciance, zabawa zyskała na przejrzystości. Ultimate Team wydaje się być bardziej klarowny i przewidywalny (w pozytywnym sensie), a przez to dostarczał mi naprawdę solidną dawkę funu.

Jednak nie tylko tryb w którym piszesz historię przyszłej piłkarskiej gwiazdy został dopieszczony. Miłośnicy menadżerskiego rzemiosła nie powinni narzekać, gdyż najbardziej chyba uproszczony element zabawy – transfery, zyskał na atrakcyjności. Electronic Arts podjęło próbę, udaną przyznaję, wprowadzenia do trzynastej odsłony FIFY fragmentów rozgrywki inspirowanych rzeczywistym działaniem rynku transferowego. Gracz, w celu wzmocnienia zespołu, czy sprzedania bezużytecznego już piłkarza, może się licytować, zbijać oraz windować ceny w górę. Koniec końców nie ma to aż tak dużego wpływu na rozgrywkę, gdyż wirtualne kluby nie są zbyt przedsiębiorcze i potrafią zgodzić się na naprawdę ekstremalne warunki, byle tylko opchnąć lokalną gwiazdę do innego zespołu, ale konkretnie podkręca klimat i ożywia okres ruchów transferowych. Podobnie jak zwiększona aktywność wirtualnych zespołów, które aż do ostatniego dnia „handlu” starają pozyskać nowych zawodników. Każdy sezon „menadżerki” żyje przez to własnym, nieskrępowanym życiem, tworząc alternatywną wersję piłkarskiej przyszłości.

Swoistą świeżość wprowadza także tzw. Match Day. Odpalając tą opcję gracz ma okazję do zagrania ligowego spotkania drużynami, które w nadchodzącym tygodniu zmierzą się ze sobą w realnym świecie. W każdym takim meczu uwzględniona zostaje rzeczywista forma drużyny.

Najważniejsze w każdej piłkarskiej grze jest jednak boisko i sposób odwzorowania zasad piłki nożnej na wirtualnej murawie. Tryby, niezależnie od tego nawet jak bardzo zróżnicowane, stanowią jedynie otoczkę dla właściwej rozgrywki. W tym aspekcie nowa FIFA nie zawodzi. EA po raz kolejny dostarczyło konsumentom świetny kawał kodu, idealny do długich posiedzeń przed konsolą.

Zacznę od defensywy, bo to od jej zachowania zależy przyjemność płynąca z rozgrywki. Nawet najbardziej rozbudowane opcje ofensywne schodzą na dalszy plan, kiedy gra obroną przypomina ciosanie pieńka za pomocą plastykowego długopisu. W poprzedniej edycji przeszkadzało mi zachowanie AI wobec biegnącego z piłką przeciwnika. Członek zespołu kierowany przez komputer potrafił dopuścić się bezsensownych, kompletnie niepotrzebnych i niezwykle groźnych fauli, najczęściej we własnym polu karnym. W obliczu pędzącego z futbolówką przy nodze gracza przeciwnej drużyny sztuczna inteligencja zdawała się zachowywać w taki sposób, aby jak najdotkliwiej przeszkodzić własnemu klubowi w zwycięstwie. Nie muszę chyba mówić, że przegrana meczu spowodowana wyjątkowo idiotycznym zachowaniem komputera do najprzyjemniejszych nie należała. W trzynastej odsłonie serii poprawiono ten jakże istotny element. Sterowani przez SI piłkarze dużo lepiej się ustawiają, asekurują i w ogóle zachowują w obliczu odbioru piłki. Nie są przede wszystkim bierni i nie patrzą ze spokojem, jak przeciwnik szarżuje w stronę bramki ich drużyny. Cały czas jednak zdarza im się podjąć błędne decyzje i sprokurować faul, gdy jest to akurat najmniej potrzebne.

Electronic Arts zwrócił także uwagę na grę obronną prowadzoną przez samego gracza. Postanowiono urzeczywistnić zachowanie defensywy na boisku. Wreszcie nie potrzeba idealnego ustawienia i nadzwyczajnego timingu przy wślizgu, aby efektywnie wyłuskać piłkę biegnącemu przeciwnikowi. Obrońcy, tak jak to ma zazwyczaj miejsce w prawdziwej piłce, są potężniejsi i dużo silniejsi od graczy ofensywnych. Walka ciałem i przepychanie wreszcie nabrały znaczenia i stały się użytecznymi narzędziami, ułatwiającymi działania mające na celu niedopuszczenie do straty bramki.

Poukładana obrona, która funkcjonowała nie do końca prawidłowa w FIFIE 12, to jednak nie wszystko, co przygotował dla użytkowników kanadyjski deweloper. Bo kiedy z tyłu gra się prawidłowo, dobrze jest jeszcze strzelić gola, albo dwa i zwyciężyć mecz. Z tym nie będziesz miał chyba większych problemów, bo postanowiono solidnie podkręcić strzały z dystansu, a właściwie te z nich, które oddawane są bezpośrednio zza pola karnego. Piłkarz, niezależnie od klasy i poziomu umiejętności, potrafi posłać prawdziwą bombę w stronę bramki, niezwykle celną i zabójczo skuteczną. To delikatne przegięcie w wyważeniu rozgrywki to odpowiedź twórców na „balonowate” uderzenia z poprzedniczki, kiedy piłka po kopnięciu frunęła dostojnie z prędkością przeciętnej emerytki wprost w ręce bramkarza. Z dwojga złego, wolę poczucie siły w każdym oddanym strzale.

Inne zmiany w ofensywie to zdecydowanie kosmetyka. Warto nadmienić, iż zaadaptowano znany z FIFA Street system precyzyjnego dryblingu za pomocą dwóch gałek, oczywiście odpowiednio uproszczony – aż tak dobrze nie ma. Osobiście bardzo mnie to ucieszyło. Swego czasu giercując w uliczny odpowiednik recenzowanego tytułu zastanawiałem się, ile frajdy sprawiłoby graczom to właśnie sterowanie, gdyby wprowadzono je do „profesjonalnej” FIFY. Dodatkowo, nowość stanowi też tzw. holowanie piłki z twarzą zwróconą w stronę bramki. Naciskając jednocześnie oba triggery ma się możliwość wyjścia z niejednej opresji.

Oklepane powiedzenie mówi: nie ma róży bez kolców. Jak to zwykle bywa, ludowe porzekadło znów się sprawdza. Electronic Arts, począwszy od dwunastej odsłony serii, postanowił zwrócić się ku losowości i nieprzewidywalności football’u. W tym celu właśnie wprowadzono przecież nowy silnik fizyczny. W tegorocznej FIFIE trochę z tym przegięto. Przede wszystkim animacje postaci, które żywo reagują na boiskowe wydarzenia, wielokrotnie prowadzą do zabawnych sytuacji, czasami wręcz uniemożliwiając zamienienie klarownej akcji na bramkę. Piłkarze blokują się często o niewidzialne modele innych postaci, bezsensownie przewracają o nogi nieruchomego rywala, czy postanawiają zrobić fikołka w najmniej odpowiednim momencie. Nie doskwiera to jednak tak bardzo, jak wydumany i doprowadzony do skraju absurdu system przyjmowania piłki. Ja rozumiem, że dzisiejszy football jest szybki, dynamiczny i czasami po prostu trudno jest utrzymać okrągły przedmiot z syntetycznych materiałów przy nodze po silnym podaniu. Dlaczego jednak sytuacja, w której piłka po przyjęciu odskakuje od gracza na kilka metrów, ma miejsce za każdym razem, gdy ten odbiera ją w czasie biegu? Nawet Messi w oczach EA nie ma wystarczających umiejętności by nie pozwolić jej odskoczyć od buta. Najlepsi nawet zawodnicy na świecie przyjmują niczym amatorzy z B klasy.

Na szczęście, gra cały czas premiuje miłośników pięknego i pomysłowego futbolu, w którym akcje są dziełem nie przypadku, a wynikiem przemyślanych i pomysłowych zagrań kolejnych członków drużyny. Wreszcie strzały w krótki słupek przynoszą wymierne efekty, loby nad bramkarzem częściej zamieniane są na bramki, a gra w powietrzu zyskała na atrakcyjności. Każdy mecz stanowi niezwykłą, piłkarską ucztę, pełną sportowego piękna i rozmachu. Dzieje się tak nawet pomimo faktu, iż tegoroczna edycja jest jeszcze szybsza od poprzedników, tempo akcji niemal szalone, a prędkość zmiany sytuacji na boisku przyprawia wręcz o zawrót głowy. Wystarczy jednak tylko kilka minut by przestawić myślenie, załączyć mózg na wyższe obroty i dać się całkowicie pochłonąć trzynastej FIFIE.

Podsumowanie

Jak zacząłem, tak też zakończę. Rewolucji nie ma, ale jest piłkarska rewelacja. Electronic Arts nie musiało nadmiernie dłubać przy tytule, aby dostarczyć graczom najlepszą grą o sporcie kopanym 2013 roku. Tegoroczna FIFA to „tylko” odpicowana poprzedniczka. Zmiany są drobne, ale przemyślane, umilające rozgrywkę i ułatwiające świeżakom wkroczenie do świata wirtualnego futbolu. W różnorodności rozbudowanych trybów, niesamowitym tempie meczu i próbie oddania realizmu światowych boisk tkwi metoda na kasowy sukces tytułu. Kolejny sezon i kolejne drobne kroczki w odpowiednim kierunku. Pora spędzić z FIFA 13 następna kilka miesięcy.

Zostaw komentarz

Na tapecie
MediEvil