Recenzja „God of War Ragnarök”

Przygody Kratosa na mroźnej północy początkowo miały być trylogią, tak samo jak przygody tego popularnego bohatera w starożytnej Grecji. Twórcy z Santa Monica zmienili jednak zdanie i ostatecznie opowieść o nordyckich wojażach Boga Wojny składać się będzie z dwóch odsłon – recenzowany tutaj Ragnarök jest drugą, a więc i ostatnią, częścią. Autorzy widocznie uznali, że nie chcą za bardzo rozwlekać historii (czyli nie popełnić błędu, jak chociażby Peter Jackson z filmowym Hobbitem), a tym samym zapewnić graczom ciągłą, dynamiczną akcję i kalejdoskop wrażeń oraz emocji – czyli istny… ragnarök!

Czy się udało? Oczywiście, że tak! Od razu jednak uprzedzę osoby, które spodziewają się stuprocentowego powrotu Kratosa, jakiego znaliśmy właśnie ze Sparty i okolic, czyli bezwzględnego i wiecznie wściekłego – twórcy są konsekwentni i nie porzucają z dnia na dzień nowej osobowości bohatera, jaką mieliśmy okazję obserwować w odsłonie sprzed czterech lat. Jasne, Kratos cały czas potrafi wpaść w szał, przelewa krew swoich przeciwników, potrafi miażdżyć im głowy i wyrywać kończyny, jednakże cały czas jest przede wszystkim ojcem, czyniącym wszystko by obronić swojego syna, Atreusa oraz go wychować. No, po prostu nieco „zdziadział”. Z drugiej strony, sam Atreus dorósł i stara się nie odstawać ojca na krok, chyba że akurat włącza mu się młodzieńczy bunt…

Historia w Ragnaröku jest bezpośrednią kontynuacją opowieści z jedynki, choć mamy do czynienia z kilkuletnim przeskokiem czasowym. Kratos wraz z Atreusem nadal zamieszkują mroźny jak nigdy Midgard, mroźny tym bardziej, że panuje właśnie fimbulvinter – tzw. „wieczna zima”. Bohaterowie, oprócz tego, że mierzyć się muszą z ciągłym brakiem pożywienia i nieprzyjaznymi warunkami atmosferycznymi, cały czują na plecach oddech bogini Freji, z którą ostatnimi czasy się… nie dogadują i która chce za wszelką cenę zdobyć głowę Kratosa. Na domiar złego, chwilę po rozpoczęciu rozgrywki do chatki protagonistów przychodzi Thor, czego zresztą zajawkę widzieliśmy pod koniec pierwszej części. Jak się możecie domyślić, spotkanie to trudno określić gościnną wizytą przy kawie i ciasteczkach (choć Thor przynosi ze sobą pitny miód) i jest to początek łańcucha zdarzeń prowadzących do tytułowego ragnaröku. Pomiędzy jednak na gracza czeka mnóstwo przygód, emocji, zwrotów akcji i to we wszystkich dziewięciu światach – tak, tym razem odwiedzamy wszystko, co drzewo Yggdrasil ma do zaoferowania! Fabuła najnowszego God of Wara jest naprawdę znakomita, wydarzenia z jednej strony potrafią rozbawić, a z drugiej chwycić za serce, przede wszystkim za sprawą całej plejady doskonale napisanych postaci. Ducha Sparty nikomu nie trzeba przedstawiać, natomiast Atreus to już nie ten dzieciak sprzed czterech lat – chłopak dojrzał, ma swoje zdanie i przekonania, na tyle silne, że potrafi przeciwstawić się ojcu, dzięki czemu my – jako gracze – mamy okazję poznać Kratosa z kolejnej strony, jako starającego się zrozumieć w pełni czym jest tacierzyństwo. Dwójce protagonistów towarzyszy oczywiście zdekapitowany Mimir, nieszczędzący rad oraz dzielący się swoją wiedzą o odwiedzanych miejscach i spotykanych postaciach. Usługi kowalskie ponownie świadczą Brok i Sindri, których wieczne przepychanki obserwuje się z pewną dozą satysfakcji oraz wysłuchuje się ich kąśliwych uwag. Wspomniana Freja również w ogrywa swoją dużą rolę, a poza nią cała plejada innych mitologicznych postaci, w tym Asów i Wanów, z Odynem na czele – wszak nie trudno jego obecności się domyślić, skoro wszystko zmierza do ostatecznego rozwiązania, którego – wbrew pozorom – Kratos chce uniknąć i po prostu żyć w spokoju… Innymi słowy, studio Santa Monica dostarczyło kolejną mocarną opowieść dla posiadaczy zarówno PS5 i PS4, przedstawianą nie tylko za pośrednictwem przerywników filmowych (kręconych na silniku gry i jedną kamerą!), ale także przy pomocy ciągłych dialogów pomiędzy towarzyszącymi nam bohaterami oraz dziennika zawierającego mnóstwo informacji o wszystkim, co nas otacza i co spotykamy na swojej drodze. A fabuła to przecież tylko jeden z aspektów produkcji.

Drugim, kluczowym, jest oczywiście rozgrywka. Tutaj – w zestawieniu z poprzednią odsłoną – autorzy nie pokusili się o rewolucyjne zmiany. Kratos wciąż dzierży swój topór – Lewiatan oraz nieśmiertelne Ostrza Chaosu, którymi sieje zniszczenie. Obie bronie można naturalnie ulepszać, zarówno zwiększając ich poziom, jak i dodając do nich słabsze i mocniejsze ataki specjalne (runy) czy wykupując za zdobywane w trakcie rozgrywki punkty doświadczenia nowe kombosy. Nowością są żywioły – to znaczy, iż Lewiatana można tymczasowo wzmocnić mrozem, a Ostrza podpalić i tym samym zadawać jeszcze większe obrażenia. Ponadto, bohater ma też do dyspozycji tarczę, która tym razem odgrywa o tyle większą rolę, że można ją modyfikować, w zależności od stylu rozgrywki – np. czy tarczą nacieramy na przeciwników czy bardziej kontratakujemy. Całości osprzętu dopełniają zestawy pancerzy, których jest kilkadziesiąt, i każdy posiada inne cechy oraz poprawia różne statystyki (atak, obronę, witalność czy szczęście) – je również można modyfikować oraz ulepszać. Ogólnie rzecz biorąc, przebierać protagonistę jest w co, ubiór dopasować można do preferowanego stylu rozgrywki, ale nie jest to konieczne – grę można spokojnie ukończyć w każdej z dostępnych zbroi, a przebieranki mają istotne znaczenie przede wszystkim na wyższych poziomach trudności, kiedy walki potrafią stanowić wyzwanie. System walki jest naprawdę rozbudowany, daje sporo możliwości i tyle samo satysfakcji, szczególnie brutalne i bezkompromisowe finiszery.

Twórcy wzięli sobie ponadto do serca uwagi graczy, co do różnorodności przeciwników, jakich spotykamy na swojej drodze i ich wachlarz w Ragnaröku jest zdecydowanie bardziej szeroki – jasne, czasem na swojej drodze spotkamy kilka razy tego samego, większego wroga, w tylko nieco odmiennej wersji, ale nie jest to aż tak widoczny recykling, jak sławetne trolle sprzed czterech lat. Podczas przeprawy przez dziewięć światów mierzymy się zarówno ze „zwykłymi” mieszkańcami Midgardu, jak i einherjarami z Asgardu, czarnymi i jasnymi elfami czy oponentami większego kalibru – wspomnianymi trollami, ale też smokami czy innymi mitycznymi bestiami. Jak na serię przystało, nie zabrakło też przedstawicieli Asgardu, jako bossów, ale w tym przypadku nie zdradzę o kogo chodzi.

Całkowitą nowością są natomiast etapy, w których wcielamy się… w Atreusa. I myślę, że nie jest to jakiś nadmierny spojler, a jest to na tyle istotny element rozgrywki, że wymaga recenzenckiego komentarza. Jak już wspomniałem, chłopak nieco dojrzał i widać to właśnie w tych fragmentach, kiedy mamy okazję nim pokierować – w walce radzi sobie naprawdę dobrze, pomimo tego, iż jego styl różni się od stylu ojca. Głównym orężem Atreusa jest bowiem łuk, a więc walka dystansowa, a broń biała jest bronią pomocniczą, co nie znaczy, że nie potrafi zaboleć. Atreus ma również dedykowane drzewko umiejętności. Etapy, w których wcielamy się w syna Kratosa są tez bardziej dynamiczne, gdyż on sam jest bardziej zwinny, tak w walce, jak i podczas fragmentów zręcznościowych – szczególnie jedna wspinaczka może zapaść na dłużej w pamięci. Co jednak należy zaznaczyć, etapy Atreusa to jedynie etapy fabularne – swobodna eksploracja możliwa jest wyłącznie w skórze Kratosa, a syn wtedy wyłącznie mu towarzyszy i wspiera w walce oraz zagaja rozmową, tak jak zresztą poprzednio. W każdym razie, etapy Atreusa to ciekawa odskocznia od głównej rozgrywki, możliwość poznania historii z nieco innej strony, natomiast miałem wrażenie, że jeden czy dwa fragmenty są delikatnie zbyt przydługie. Ale naprawdę delikatnie.

Jeśli z kolei o eksploracji mowa to w Ragnaröku jest jej sporo – wszak nie samą opowieścią człowiek żyje. Struktura światów w grze jest półotwarta – to znaczy, że poza ścieżką fabularną są też obszary całkowicie opcjonalne, gdzie do zebrania czeka mnóstwo znajdziek, zresztą te są też na głównej ścieżce, na którą w dowolnym momencie możemy wrócić. Odkrywamy nawet skróty, które ułatwiają zwiedzenie. W nim przydatna jest także mapa, do której jednak (znów delikatnie) się przyczepię, ponieważ jest ona troszkę nieczytelna, tak samo jak wyświetlany na górze ekranu kompas, który potrafi czasem zachowywać się dość chaotycznie. Nie przeszkodziło mi to jednak zebrać wszystkiego, co jest do zebrania i ostatecznie zdobyć platynowego pucharka. A zbierać jest co – od skrzyń Norn zawierających ulepszenia paska zdrowia i szału, przez ciekawostki na temat świata, poukrywane kruki Odyna, które trzeba strącić z dystansu, po walki z niesamowicie potężnymi Berserkami i… kwiaty do zerwania. Eksploracja jest o tyle ciekawsza, że nie wszystkie poboczne aktywności dostępne są od tak sobie – czasem trzeba rozwiązać jakąś łamigłówkę, by uruchomić mechanizm, rozwiązać zagadkę środowiskową, innym razem trzeba odnaleźć runy, by otworzyć wspomnianą wcześniej skrzynię. Podobne zagadki czekają także podczas poznawania historii, a ich rozwiązanie konieczne jest, by pchnąć fabułę dalej. Dziewięć światów to jednak nie tylko zbieractwo i wyzwania – na Kratosa czeka bowiem prawie pięćdziesiąt zadań pobocznych, czasem krótszych, a czasem naprawdę rozbudowanych, z nierzadko zaskakującym – i wzruszającym – zakończeniem, które to zadania w doskonały sposób uzupełniają główną oś fabularną oraz przedstawiony, nordycki świat. Myślę, że poziom misji dodatkowych można spokojnie zrównać z tymi z Wiedźmina 3 – po prostu żal ich nie przejść. W końcu, osoby, które chcą się sprawdzić muszą koniecznie odwiedzić Muspelheim – twórcy przygotowali bowiem szereg wyzwań walki, który skutecznie weryfikuje zdolności bojowe. W Ragnaröku jest więc co robić, wystarczy, że napiszę, iż odkrycie wszystkich sekretów to przynajmniej czterdzieści godzin zabawy i to się spiesząc. Co jednak ważniejsze, widać, że wszystkie aktywności poboczne – czy to zadania, czy znajdźki – są przemyślane, dzięki ich różnorodności nie można mówić o monotonii, a wszystkie współgrają z wykreowanym światem i wzbudzają ciekawość gracza oraz zachęcają do zajrzenia w każdy kąt każdego z dziewięciu światów. Eksplorację – czy to pieszą, czy chociażby wiosłując łodzią – umilają komentarze oraz dyskusje towarzyszy, przez co w grze po prostu nie można się nudzić, a czym bliżej końca tym coraz większy żal kończącej się, wspaniałej przygody i podróży.

Przygody nie tylko epickiej, ale też i pięknej. Nowy God of War, pomimo, że jest tytułem cross-platformowym (PS5 i PS4), na obu konsolach wygląda przepięknie i działa płynnie. Na PS4 oczywiście w mniejszej rozdzielczości i 30 klatkach, natomiast na PS5 obserwujemy płynne sześćdziesiąt klatek, chyba, że zdecydujemy się na rozdzielczość 4K – wtedy także animacja płynie w 30 klatkach. Grafika ogólnie to top topów, modele postaci, wszelkie efekty, animacje, mimika, kreacja przeciwników to najwyższy możliwy poziom. Na ekranie wyświetla się pełna paleta barw, bowiem światy są różnorodne – mroźny Midgard, słoneczny, górzysty Svartalfheim, zalesiony Wanaheim czy mroczny Helheim. Przemierzając wszystkie lokacje widać przywiązanie do najdrobniejszych detali i są one naprawdę zachwycające. Jak to w grach od Sony bywa, nie zabrakło również pełnej, polskiej lokalizacji – z którą tuż po premierze były jednak problemy – i wypada ona świetnie, zarówno, jeśli chodzi o jakość tłumaczenia, jak i dubbing (w roli głównej ponownie Artur Dziurman).

Podsumowanie

Bigger, better and more badass – ta znana sentencja idealnie pasuje do najnowszej odsłony serii God of War. Niektórzy złośliwcy określają co prawda Ragnaröka „wersją 1.5” czy „rozbudowanym dodatkiem”, ale trzeba im zadać pytanie: po co na siłę zmieniać coś, co działa? Ok, zgodę się, że nie mamy do czynienia z rewolucją w rozgrywce i na pierwszy rzut oka gra rzeczywiście jest mechanikami zbliżona do swojego pierwowzoru sprzed czterech lat. Ragnarök poprawia jednak wszystkie mankamenty poprzedniczki, dodaje kilka nowości i ponownie zapewnia niesamowite wrażenia i niesamowitą przygodę. Scenariusz nie dość, że jest dłuższy to jeszcze oferuje całą gamę emocji, a aktywności dodatkowe kolejne drugie tyle zabawy, zaś rozgrywka jest mięsista, a widoki przepiękne. I gdyby do Was to jeszcze nie dotarło – to koniec kolejnego, po starożytnej Grecji, rozdziału w życiu podstarzałego już nieco Kratosa. Nie ma potrzeby martwić się jednak na zapas, wszak trochę tych bogów jeszcze zostało…

SERDECZNIE DZIĘKUJEMY PLAYSTATION POLSKA (SCEP) ZA MOŻLIWOŚĆ ZRECENZOWANIA TYTUŁU!

Zostaw komentarz

Na tapecie
God of War Ragnarök