Recenzja „Grand Theft Auto V”

Dwa lata temu, na przełomie października i listopada, duża część growego świata wpadła w ekstazę. Wtedy po raz pierwszy zobaczyliśmy logo kolejnej odsłony Grand Theft Auto, a chwilę później pierwszy zwiastun. Skąpane w słońcu Los Santos, otaczające miasto tereny górskie, a na balkonie tajemniczy gość mówiący o przejściu na emeryturę. Tym gościem – jak się później okazało – był Michael De Santa, a emerytura polegająca na siedzeniu przed telewizorem od rana do nocy nie do końca się udała…

TRZECH WSPANIAŁYCH

Michael de Santa, Franklin Clinton i Trevor Philips. To trzech głównych bohaterów GTA V i bez wątpienia rewolucja w serii, gdyż do tej pory kontrolować mogliśmy tylko jedną postać – czy był to niemowa Claude, czy rządzący na dzielni CJ, czy serbski imigrant Niko. Po bardzo dokładnym ograniu mogę stwierdzić jedno – aż dziwne, że w poprzednich odsłonach serii grać mogliśmy tylko jednym bohaterem. Rockstar spisał się na medal, a mechanizm przełączania się pomiędzy postaciami działa perfekcyjnie i intuicyjnie.

Poza misjami, podczas swobodnej jazdy po mieście, zmiana postaci dostępna jest w każdej chwili. Zmiana bohatera dokonuje się w kilka sekund, kamera oddala się, przenosi na kilka kilometrów dalej, a następnie zniża się i pokazuje co dany bohater akurat robi. I tak na przykład Michael gra z synem na konsoli lub wychodzi pijany z baru, Franklin jest podczas meczu koszykówki z ziomalami, zaś Trevor… nie, to musicie sprawdzić sami. Wszystko wygląda bardzo naturalnie i stwarza wrażenie, że nasza trójka naprawdę żyje w czasie gdy nie mamy nad nimi kontroli. Jedną postacią jednak historii ukończyć się nie da, gra nieraz wymusza wcielenie się w konkretnego bohatera, ale jest to doskonale umotywowane fabularnie i gracz nie pomyśli nawet przez chwilę, aby zmienić postać, bo wie co się z nią aktualnie dzieje.

Drugi sposób przełączania występuje podczas misji fabularnych, które niejednokrotnie wykonujemy w dwójkę lub w trójkę (choć oczywiście typowe dla GTA misje wykonywane przez jednego bohatera są). Pozwala to oglądać i uczestniczyć w akcji z różnych perspektyw. Przełączanie jednak nie jest w stu procentach dowolne, niekiedy jesteśmy zmuszeni do wcielenia się w daną postać, aby być w centrum wydarzeń, niekiedy swobodnie możemy wybierać protagonistę, np. podczas strzelanin (jeden ściąga na siebie ostrzał, drugi przyczajony jest na pobliskiej platformie, a trzeci na dachu eliminuje wrogów ze snajperki), zaś czasami gra sugeruje, że warto przełączyć się na jakąś postać, bo znajduje się na skraju śmierci lub w lepszym położeniu. Cały system jest bardzo płynny i bez cienia wątpliwości wykonywanie misji jest dynamiczniejsze niż w poprzednich odsłonach serii.

Kim jednak są nasi bohaterowie? Michael, o czym już wspominałem, to bohater premierowego trailera. Gangster na emeryturze, który złapany po nieudanym skoku, zgodził się na objęcie siebie i rodziny programem ochrony świadków i zażywa uroków życia w wypasionej willi w najbogatszej dzielnicy Los Santos. I choć z materialnych rzeczy ma tak naprawdę wszystko, gorzej wygląda jego sytuacja rodzinna – żona co chwilę znajduje sobie nowych kochanków w postaci instruktorów tenisa lub jogi, rozpieszczona córka marzy o wielkiej karierze i dla sławy zgodzi się na wszystko (jeśli wiecie o co mi chodzi), zaś syn całymi dniami siedzi przed konsolą, od czasu do czasu pożyczając od starego brykę lub testując różne środki psychotropowe. Zmusza to Michaela do wizyt u psychoterapeuty, który, co jakże zaskakujące, z każdą wizytą podnosi stawkę za spotkanie.

Franklin to ukłon w stronę fanów San Andreas. Na pierwszy rzut oka to typowy ziomek z dzielni zamieszany w konflikty gangów i pracujący dla nie do końca uczciwego dilera samochodowego. Po bliższym poznaniu jednak okazuje się, że takie życie nie do końca mu odpowiada i chciałby wyrwać się ze świata ulicznych strzelanin i spróbować w życiu osiągnąć więcej. Trevor z kolei to prawdziwy szaleniec, który zaszył się na pustyni, nie za bardzo obchodzą go jakiekolwiek zasady, a do realizacji celów stosuje najprostsze, czytaj: najbardziej brutalne, metody. Jest to nieprzewidywalna postać, a kiedy wpada w szał lepiej nie wchodzić mu w drogę – o czym przekonujemy się już przy okazji pierwszego poznania.

Więcej pisać nie będę z wiadomych względów – chciałbym, abyście sami poznali okoliczności, w których trójka się spotyka i abyście sami odkryli wszystkie relacje jakie między nimi zachodzą. Przed premierą pojawiły się obawy, że wielu bohaterów nie pozwoli utożsamić się z każdym z nich, że straci na tym historia, która nie będzie już tak spójna. Niepotrzebnie – Michael, Franklin i Trevor to zupełnie inne osobowości, znajdujące się w innym miejscu swojej przestępczej kariery i bez problemów każdego można polubić z miejsca, dzięki świetnemu zarysowaniu tych postaci przez Rockstar.

Historia opowiedziana w Grand Theft Auto V także stoi na bardzo wysokim poziomie, do czego zresztą seria nas już przyzwyczaiła. Doskonałych i humorystycznych dialogów jest tutaj cała masa, postacie poboczne nieraz potrafią zaskoczyć swych zachowaniem (i są równie doskonale zarysowane), a fabuła cały czas gna do przodu, nie zwalniając nawet na chwilę. Jest to zdecydowana zmiana w porównaniu z GTA IV, gdzie fabuła opowiedziana była w sposób bardziej stonowany, a zadania potrafiły stworzyć wrażenie schematyczności. Tutaj, przez dwadzieścia godzin wątku głównego, nie ma czasu na nudę, wszystkie misje są emocjonujące, a większość dokłada dozę szaleństwa. Główną atrakcję stanowią jednak wielkie, ówcześnie odpowiednio zaplanowane i przygotowane, skoki.

CZAS OBROBIĆ JAKIŚ BANK

Skoki na banki mieliśmy już w poprzednich odsłonach, choćby w Vice City czy GTA IV, jednakże tam były tylko jedną z kolejnych misji. Tutaj proces jest bardziej złożony. Najpierw wybieramy sposób wykonania napadu – na ogół po cichu lub z użyciem bardziej bezpośrednich środków, decydujemy kogo wziąć do ekipy, następnie wykonujemy kilka drobnych przygotowań, aby ostatecznie dokonać skoku wybraną metodą i uciec z łupem. Przedstawię to na przykładzie pierwszego dokonywanego napadu, tego na jubilera, znanego z kilku oficjalnych materiałów przedpremierowych. Najpierw musimy udać się do sklepu, gdzie za pomocą ukrytej w okularach kamerki robimy zdjęcia strategicznych punktów, czyli szybu wentylacyjnego czy kamer, poznajemy też ilość ochroniarzy przebywających w środku. Następnie decydujemy się czy wpuścić do środka gaz usypiający czy z kopniaka otworzyć drzwi i zastraszyć klientów i obsługę karabinami maszynowymi. Warto też dobrać sobie ekipę – informatyka, który shakuje kamery, kierowcę, który pomoże w ucieczce, przyda się też jeden człowiek do pomocy w rozbijaniu gablot z drogocennymi klejnotami. Wybieramy z kilku dostępnych pomocników posiadających swoje własne statystyki – czym gorsze tym mniejszy udział w ewentualnym zysku, jednak istnieje ryzyko, że słabszy kierowca nie da rady uciec ze zgarniętym łupem, a słabszy haker na krócej wyłączy kamery, co poskutkuje mniejszą ilością czasu na satysfakcjonujące obłowienie się. Kiedy plan już jest gotowy, trzeba się do skoku przygotować. W przypadku cichszego rozwiązania trzeba ukraść odpowiednią ilość gazu oraz zdobyć furgonetkę i stroje do przebrania, a także maski gazowe. Kiedy i to już mamy czas przystąpić do wykonania planu – wrzucić gaz przez szyb wentylacyjny na dachu, szybko przełączyć się na drugą postać, zrobić swoje, a następnie uciec przed policją miejskimi kanałami. Na sam koniec zostaje podział łupów w zależności od ilości osób, które przeżyły akcje i od ilości zgarniętych kosztowności.

A to tylko pierwszy wykonywany przez nas napad i najbardziej niewinny. Kolejne są coraz bardziej szalone i ryzykowne, ale potencjalny zysk większy. Całość jest naprawdę świetnie zorganizowana, a po jednym napadzie aż chce się już przeprowadzać następny.

ŻYĆ I UMRZEĆ W LOS SANTOS

Nie odkryję Ameryki, jeśli napiszę, że GTA V to sandboks, co pozwala nam na zwiedzanie świata gry bez żadnych ograniczeń. Istotne jest jednak to, aby świat miał dużo do zaoferowania – a Los Santos i okoliczne tereny w postaci Blaine County zdecydowanie mają. Nie będzie przesadą, jeśli napiszę, że zrobienie dosłownie wszystkiego, co jest do zrobienia zajmie przeszło 50 godzin. Niektórzy narzekali, że w Liberty City z 2008 roku nie było co robić po skończeniu wątku głównego – tutaj, pomimo że teren jest kilkakrotnie bardziej rozległy, na każdym kroku natknąć się może na coś, co przyciągnie naszą uwagę.

Autorzy przygotowali szereg dodatkowych misji dla każdej z postaci nazwanych jako misje dla nieznajomych i dziwaków. I rzeczywiście dziwaków w nich co niemiara. Nie są to jednak jakieś popierdółki, a pełnoprawne misje, które spokojnie można było wpleść do wątku głównego. Poznajemy chociażby parę angielskich staruszków, którzy zafascynowani amerykańskim show-biznesem kolekcjonują fanty lossantońskich gwiazd. Chwalą się, że w swojej kolekcji mają m.in. używany… tampon jednej z aktorek. Oczywiście proszą nas o dostarczenie kolejnych fantów i w ten sposób poszukać możemy złotego zęba gwiazdy muzyki czy obroży psa innej aktorki. W innej misji towarzyszymy paparazzi, który za wszelką cenę chce zdobyć kompromitujące fotki i filmy, w jeszcze innej oczyszczamy swoją duszę wstępując do sekty religijnej Epsilon, a w kolejnej dołączamy się do agitacji za legalizacją marihuany. Wszystkich jest w sumie prawie sześćdziesiąt, co w połączeniu z misjami głównego wątku daje nam wynik grubo ponad stu misji do wykonania w Grand Theft Auto V. A to przecież nie wszystko.

W samym Los Santos, ale także na terenach okołomiejskich, dostępnych jest mnóstwo atrakcji, zarówno tych znanych z poprzednich części, jak i nowych. Możemy pograć w tenisa lub golfa (świetne symulatory), odwiedzić sklepy z ubraniami, salon tatuażu czy fryzjera, a także salon tuningu, w którym możliwości modyfikacji fur jest zatrzęsienie – dodawać możemy spoilery, zderzaki, ulepszać silniki, hamulce, zawieszenie czy uzbroić nasz pojazd w wytrzymalszą karoserię lub kuloodporne opony. Nie zabrakło także klubu ze striptizem, gdzie panie mają na sobie jedynie stringi, a kiedy się do nich przymilimy, możemy zaprosić je do domu na bardziej intymny taniec. Z bardziej przestępczych aktywności możemy chociażby założyć maskę i napadać na stacje benzynowe i sklepy. Trevor może wziąć udział w powracających do serii rampage’ach, czyli zabijaniu przeciwników na czas.

Dostępnych jest też mnóstwo aktywności, dzięki którym możemy rozwijać statystyki naszej trójki bohaterów. Choć w grze brakuje siłowni, Michael, Franklin oraz Trevor posiadają szereg statystyk, jak umiejętność strzelania, jeżdżenia, latania, siła czy kondycja. Trevor dla przykładu, jako były pilot, ma najlepiej rozwiniętą umiejętność latania, Franklin z kolei jest świetnym kierowcą. Gra daje nam możliwość poprawienia poszczególnych zdolności, czy to przez częste wykonywanie danej czynności, czy właśnie przez wykonywanie zadań w szkole latania, zdobywanie medali na strzelnicy lub branie udziału w triatlonach lub kilku rodzajach wyścigów.

I w końcu są też inne możliwości relaksu – po ciężkim dniu możemy wrócić do domu i obejrzeć telewizję, wyskoczyć z kimś do kina (jajcarskie programy i filmy) lub urządzić sobie wycieczkę do wesołego miasteczka lub kolejką górską. Franklin może także pobawić się z psem, Chopem, idąc z nim na spacer i kazać mu aportować po piłkę, a jeśli ktoś nas zaczepi, psiak wymierzy mu sprawiedliwość. Skoki na spadochronie? Proszę bardzo – leć helikopterem w góry lub wjedź na ostatnie piętro wieżowca i skacz. Doskonałym patentem jest też giełda – za posiadane pieniądze możemy kupować i sprzedawać akcje spółek, a na ich cenę niejednokrotnie wpływają wydarzenia z gry – np. niszcząc stacje benzynowe jednej firmy jej akcje spadają, a wzrastają u konkurencji. Ogrom możliwości naprawdę przytłacza.

MOŻNA TEŻ JEŹDZIĆ I STRZELAĆ…

Model jazdy w Grand Theft Auto V uległ zmianie w porównaniu z poprzedniczką – jest bardziej arcade’owy, auto lepiej trzyma się drogi i nie kołysze pojazdem tak jak w GTA IV. Rockstar zdecydował się na taką zmianę z prostego powodu – różnorodność świata jest duża i to co sprawdzało się w mieście, niekoniecznie sprawdziłoby się podczas przejażdżki po górach czy pustyni. Dodano też arcade’owe opcje delikatnego sterowania autem podczas lotu czy odwrócenia auta, kiedy przewróci się na dach. Jeśli przywiązaliście się do modelu jazdy z czwórki to chwilę po rozpoczęciu gry możecie poczuć się delikatnie nieswojo, ale tylko przez chwilę – godzinka gry i nowy model jazdy będziecie mieli we krwi. A jeździ się naprawdę przyjemnie.

Jak na grę z wyrazem Auto w tytule, po raz kolejny możemy przebierać i wybierać w całej gamie przeróżnych pojazdów – w tej odsłonie serii jest ich najwięcej, widać również duże podobieństwo do rzeczywistych odpowiedników. Na ulicach miasta spotkać możemy zwykłe czterodrzwiowe osobówki, w biedniejszych dzielnicach i gettach dominują low-ridery, w bogatszych ukraść możemy jakieś sportowe autko czy kabrioleta (dach można zamykać i otwierać), a w przemysłowych mnóstwo przeróżnych dostawczaków czy ciężarówek. Na pozostałych obszarach więcej natomiast SUV’ów lub aut typu combi. Do wyboru jest też kilka rodzajów motocykli, powracają rowery (też kilka rodzajów), na wodach pływają skutery, motorówki i łodzie, a w powietrzu latamy helikopterami oraz samolotami – awionetkami, samolotami prywatnymi i pasażerskimi czy wojskowym odrzutowcem wyposażonym w działka i rakiety. A są też pojazdy specjalne jak wozy straży pożarnej, karetki, wózki golfowe czy wyczekiwany przez graczy czołg, którego zabrakło w GTA IV. Jest także batyskaf za pomocą którego możemy przemierzać bogaty w faunę i florę podwodny świat, w którym natknąć się możemy na wraki statków czy podwodne jaskinie. Brakuje chyba tylko promu kosmicznego…

Strzelanie natomiast jest najlepsze w serii dotychczas. Rockstar zdecydował się na lekkie zmodyfikowanie systemu znanego z ich poprzedniej gry, czyli Max Payne 3 i w GTA V sprawdza się on doskonale. Do wyboru mamy kilka kategorii broni, a w każdej kategorii po kilka pukawek – jest kilka rodzajów pistoletów, pistoletów automatycznych, strzelb, karabinów czy cięższych broni jak wyrzutnie rakiet lub granatniki. Do tego dochodzą narzędzia do walki wręcz lub te miotane jak granaty lub granaty dymne. Broń, którą chcemy używać wybieramy ze specjalnego koła, a podczas strzelanin czuć siłę trzymanych zabawek. Braki w nabojach lub nowy sprzęt uzupełniamy w obecnych w serii od dawna sklepach Ammu-Nation. Nasz trójka otrzymała także specjalne zdolności, inne dla każdej postaci – Michael może uaktywnić bullet-time podczas strzelanin, Franklin spowalnia czas podczas jazdy, zaś Trevor wpada w szał i zadaje dwa razy większe obrażenie, a jednocześnie jest dwa razy bardziej odporny na pociski wystrzeliwane przez przeciwników. Oczywiście czas trwania danej zdolności jest ograniczony.

GRAFIKA, MUZYKA I PARODIA

Powiedzmy sobie szczerze – od strony graficznej GTA V nie jest najlepszym tytułem tej generacji, niektóre tekstury są słabiutkie, aliasing jest widoczny, gra w pewnych momentach potrafi minimalnie zwolnić, ale… co z tego? Gra, jak na wielkość świata, jest piękna i piękniejsza być już nie mogła. Podziwiać możemy niesamowitą szczegółowość miasta zawierającego w sobie masę miejscówek z rzeczywistego Los Angeles. Przejazd terenami pozamiejskimi o zachodzie słońca potrafi zachwycić, a widok ze szczytu Góry Chiliad jest fenomenalny. Grand Theft Auto V to na pewno najładniejszy z dotychczas wydanych sandboksów, gra świateł czy animacje (przy pomocy silnika Euphoria) to mistrzostwo świata. Jestem także pod wrażeniem dbałości o najdrobniejsze szczegóły. Rockstar dokonał wprost niemożliwego.

Niemożliwego też dlatego, że świat nie jest statyczny tylko cały czas żyje, jest w ciągłym ruchu. Co chwila natknąć się możemy na ludzi relaksujących się na plaży, turystów na górskich szlakach, osoby tankujące paliwo na stacjach benzynowych czy pijących drinki w pobliskim pubie. Zastosowano też system znany już z Red Dead Redemption, czyli przypadkowych zdarzeń, na które natknąć się możemy podróżując po świecie. Co chwila natykamy na kogoś komu ukradziono torebkę czy rower, mamy też możliwość obrabowania pancernego vana czy podwiezienia autostopowicza lub pijanego. Są też śmieszniejsze – przykładowo w lesie możemy wyeliminować dwóch porywaczy, którzy mają zamiar zakopać jakąś kobietę; jeśli ją uratujemy, okaże się, że jest to córka szefa mafii, który w późniejszym czasie sowicie wynagrodzi nas za dobre serce. Takich randomowych zdarzeń jest sześćdziesiąt.

Ścieżka dźwiękowa to kolejny majstersztyk, ale do tego Grand Theft Auto nas już przyzwyczaiło. Słuchać możemy siedemnastu stacji radiowych (w dwóch są jedynie rozmowy), a kawałków muzycznych jest ponad setka z przeróżnych gatunków – hip-hop, rock, pop, country i są to kawałki zarówno starsze jak i młodsze. Nowością jest natomiast wprowadzenie muzyki pogrywającej podczas wykonywania misji czy aktywności pobocznych. Jest ona dynamiczna i świetnie pasuje do wydarzeń na ekranie podnosząc dodatkowo poziom adrenaliny we krwi.

Nie wypada nie wspomnieć o polonizacji gry – wszak jest to pierwsze GTA, które doczekało się oficjalnej wersji kinowej. Ta jest także doskonała, tłumacze zrobili wszystko, aby utrzymać klimat kwestii wypowiadanych przez postacie – nieraz napisy nawiązują także do naszych realiów – na czele z brałbym jak rolnik dotacje. W każdym razie nie powinniście mieć oporów przed zagraniem w GTA V w polskiej wersji językowej, a błędy zdarzają się naprawdę sporadycznie – przy zawartości tej gry było to nieuniknione. Jedyne co mnie zdziwiło to nieprzetłumaczenie niektórych stron w growym internecie.

Twórcy nie oszczędzili także otaczającego nas na co dzień świata i w grze znalazło się miejsce dla wielu parodii. Pośmiać się możemy z Facebooka, który w produkcji przybiera postać LifeInvandera, dostało się też Twitterowi (Bleeper) czy iPhone’owi, który w GTA V występuje pod nazwą iFruit i jest reklamowany jako 3% cieńszy, 3 razy szybszy, 30 godzinna kolejka. Podobnych podśmiewek jest naturalnie więcej, zarówno w dialogach, jaki i w przeróżnych scenach sytuacyjnych czy we wspomnianym internecie, do którego mamy dostęp za pomocą telefonów komórkowych naszych bohaterów.

Podsumowanie

Grand Theft Auto V to gra kompletna i wybitna. Pomimo, że jest to piąta pełnoprawna odsłona serii, a dwunasta w ogóle (nie liczę dodatku London 1961 oraz Epizodów z Libery City) cały czas bawi tak samo, co więcej – bawi jeszcze lepiej niż gry poprzednie. Od pierwszej wizyty w Los Santos w ten świat się po prostu wsiąka i sprawia wrażenie rzeczywistego. Doskonale zarysowane postacie, świetne mechanizmy rozgrywki, idealnie zaprojektowany i przemyślany świat oferujący na każdym kroku coś nowego, w końcu piękna oprawa audiowizuwalna, a wszystko to polane charakterystycznym dla serii humorem i satyrą. GTA V to prawdziwe zwieńczenie obecnej generacji konsol, ostatni tak wielki tytuł, który pozwoli wytrwać do listopada, kiedy na rynku pojawi się PlayStation 4. A przecież pierwszego października zadebiutuje jeszcze GTA Online… Rockstar, dziękuję.

W opinii Hevira…

Krótko napisać coś o wielkiej grze jaką jest Grand Theft Auto V nie jest zadaniem prostym. Mógłbym opisać morze zadań jakie są w grze, świetne dialogi, przywiązanie do drobiazgów, świetną satyrę współczesnej Ameryki czy nowość w postaci napadów, która dodaje trochę nieliniowości. Bez wątpienia ta gra jest jedną z najlepszych gier tej generacji. Ale o tym wszystkim pewnie wiecie z recenzji Marcina. Ja dodam od siebie parę drażniących mnie osobiście elementów. Najgorszym jest historia Franklina. Prosta, pusta, w połowie gubiąca sens. Szkoda, bo historia zioma wychodzącego ze swojej dzielni zapominającym o swoich korzeniach poprzez zasmakowanie w nowym lepszym życiu miała potencjał. Niestety, autorzy za bardzo skoncentrowali się na Michaelu i Trevorze. Reszta problemów jak sporadyczne spadki animacji czy brak niektórych zadań pobocznych z poprzednich części (nie ma misji policjanta – lubiłem je) nie zmienia faktu, że GTAV jest grą grzechu wartą niczym stanie 30 godzin w kolejce po nowego iFruita. 9+/10

Zostaw komentarz

Na tapecie
Final Fantasy VII Remake