Recenzja „Gripshift”

Gripshift zadebiutowała po raz pierwszy na PSP we wrześniu 2005, dostając całkiem niezłe noty. Kilka miesięcy temu, Sidhe Interactive zdecydowało się na konwersję i tak gra wylądowała w PS Store. Bez bicia przyznaję się, że w Gripshifta na przenośnej konsolce Sony nie grałem (i zapewne grać nie będę), dlatego o jakichkolwiek porównaniach obu wersji możecie zapomnieć. W tym tekście szczegółowo opiszę wersję gry na konsolę PS3 – i tylko ją.

Gripshift to gra specyficzna. Rzadko kiedy spotyka się połączenie samochodówki z platformówką, a tak właśnie w tym przypadku jest. Tryb singleplayer podzielono na dwie części: „Challenge Mode” oraz „Race Mode”. W tym pierwszym występuje pięć poziomów trudności. Na 'beginnerze' znaleźć można 18 plansz, na poziomie 'easy' 24 itd. Sama przeprawa przez kolejne levele do skomplikowanych nie należy… przynajmniej na początku. Chodzi bowiem o to, aby w wyznaczonym czasie dojechać do mety, co w samo sobie nie jest ciężkie – trzeba pamiętać tylko o zahaczenie o checkpointy. Gorzej, gdy nasza ambicja sięga dalej i nakaże zaliczenie wszystkich zadań na planszy. A misje są trzy i wszędzie takie same: zebrać wszystkie gwiazdki, przejechać tor w określonej ilości czasu oraz zebrać tzw. 'GS Token', ukryty gdzieś na mapie. Oczywiście, czym dalej, tym trudniej, więc przy końcowych poziomach nieźle się napocisz, opracowywując odpowiednią trasę i wykonując super precyzyjne skoki, z platformy na platformę przy użyciu nitro. Występują też 'przeszkadzajki' w postaci skał wystających w podłożu, magnesów czy wentylatorów spychających auto w przepaść. Jeśli nie możesz poradzić sobie z przejściem jakiegoś poziomu, zawsze istnieje możliwość zastartowania następnego. W trybie „Race Mode” po prostu ścigasz się (z użyciem różnych akcesoriów jak miny czy rakiet samonaprowadzające) z komputerowymi przeciwnikami czy pokonujesz tory na czas. Pojawia się tu „Single Race”, „Time Challange”, „Practice” oraz „Championship”. Oba tryby – „Challenge” jak i „Race” – łączy jeden cel: zdobywanie kredytów. Wszystkich jest ponad 2000, za określoną ilość odblokowywują się pewne extrasy – utwory muzyczne czy nowe bajery do samochodu, jak nalepki czy opony. Smakowicie to brzmi, ale 'tunning' nie powala (o ile można go tak nazwać). Przed wgraniem trasy, każdej z sześciu fur można wybrać kierowcę, zmienić opony czy kolor lakieru – tyle. Należy również pamiętać, aby przed danym poziomem, wybrać odpowiednią brykę – każda z nich różni się od siebie parametrami: jedna ma dużą prędkość maksymalną, a małą przyczepność, inna wręcz przeciwnie.

Oprawa audio-wizualna to kawał solidnej roboty. Tekstury oczywiście odpowiednio przystosowano do rozdzielczości HD, ale same w sobie nie zachwycają i nie powodują szczękopadu. Modele samochodów też są ok., jednak widać na nich „ząbki”. Otoczenie wokół zawieszonych w powietrzu torów, a ściślej – to co jest pod nimi – nie budzą zastrzeżeń. Warto wspomnieć, iż same tory położone są w różnych miejscach: pustyni, dżungli czy na lodowcu. Utwory w grze zarówno nie przeszkadzają, jak i nie wyróżniają się niczym specjalnym. Po prostu są. Kiedy do końca zostało mniej niż 10 sekund, dany kawałek zaczyna przyspieszać, co zdecydowanie dodaje odpowiedniego napięcia.

Ostatnia sprawa godna uwagi to tryb online. Polega on na ściganiu się wraz z osobami z całego świata, choć najlepiej jest to robić ze znajomymi z wiadomej listy – zapraszanie do gry to nic trudnego, a i potem jaka satysfakcja jak ustrzelisz kumpla rakietą tuż przed metą. :) Niestety, na kilkadziesiąt minut dobra, potem jeżdżenie 'w kółko' trochę nuży.

Podsumowując, Gripshift to solidna pozycja, wart polecenia i poświęcenia łącza na ściągnięcie jej z PS Store. Gra nie ma rażących wad, zarzucić mogę jej lekką schematyczność, bo levele na najtrudniejszym poziomie 'Insane' po prostu już mnie odrzucają. I nie dlatego, że nie mogę ich przejść. Po prostu to już było, dołożono tylko dodatkowe zakręty i wyskocznie. Nie będę jednak ukrywał, że przez kilka dni bawiłem się wyśmienicie, używając nie tylko palców, ale też głowy. :)

Zostaw komentarz