Recenzja „Guitar Hero III: Legends of Rock”

Seria Guitar Hero lubiana jest przez sporą rzeszę Graczy, szczególnie, że wielu z nich właśnie dzięki Guitar Hero może poczuć się jak członek jakiegoś zespołu muzycznego. Wszystko za sprawą nietypowego kontrolera, imitującego gitarę, jednak w wersji znacznie uproszczonej (choć wzorowanej na gitarze Les Paul) – brak tu strun, gra odbywa się de facto poprzez naciskanie różnokolorowych przycisków oraz ‚wajchy’ strunę imitującą (tzw. ‚Strum bar’). Opanowanie całego mechanizmu nie zajmuje dużo czasu, a radość płynąca z grania jest naprawdę spora. Za trzecią odsłonę GH (nie licząc przeróżnych dodatków, które ukazały się na PS2) odpowiedzialny jest zespół Neversoft, bo Harmonix – producent dwóch poprzednich odsłon – zajął się inną grą muzyczną, Rock Band.

Trzecia odsłona Guitar Hero posiada podtytuł ‚Legends of Rock’, co od razu z grubsza pozwala zorientować się jaki gatunek muzyczny gra sobą reprezentuje – i owszem, znaleźć tu można 42 rockowe piosenki, nie tylko te najnowsze. Neversoft postarał się o licencje i każdy poczuć może się jak Santana, grając utwór ‚Black Magic Women’ czy jako gitarzysta The Sex Pistols. Pojawia się też m. in. Guns’n’Roses ze świetnym ‚Welcome to the Jungle’, jest też Pat Betnar, The Rolling Stones i… wiele, wiele innych. Istnieje też możliwość ściągania dodatkowych piosenek z Playstation Store (za opłatą), więc grać jest naprawdę co. Fani rockowego brzmienia na pewno będą usatysfakcjonowani, zaś pozostali z pewnością nie wyrzucą gry po pierwszej zagranej piosence – po prostu nie sposób nie poczuć tego ‚feelingu’ towarzyszącego szarpaniu na plastikowym instrumencie.

Rozgrywka jest bardzo prosta. Na ekranie pojawia się gryf z pięcioma strunami, po którym od góry ekranu przesuwają się kolorowe nutki, które odpowiadają barwom guzików na gitarze. W odpowiednim momencie należy po prostu przydusić odpowiedni przycisk (a czasem dwa naraz) i ‚pociągnąć’ za strunę, aby zagrać dany dźwięk. Niby nic trudnego, ale nutki układają się w różne kombinacje i czasem jest naprawdę ciężko. Aby w grę bawili się dobrze wszyscy, zarówno Ci dopiero zaczynający przygodę z serią, jak i starzy wyjadacze, istnieje możliwość wyboru poziomu trudności rozgrywki (są cztery). Różnią się one szybkością pojawiających się nutek oraz potrzebną ich ilością do zagrania danego kawałka – na najłatwiejszym potrzeba naciskać jedynie trzy przyciski, zaś na trudnym i najtrudniejszym już wszystkie, czyli pięć. O ile poziom ‚Easy’ naprawdę nie jest skomplikowany i po kilku minutach każdy czuć się będzie jak ‚w domu’, tak poziom ostatni – ‚Expert’ – to coś nieprawdopodobnego. Nutki lecą na ekranie tak szybko, że praktycznie ich nie widać, a żeby zagrać pojawiające się kombinacje potrzeba chyba 10 palców u jednej ręki. Uf. Warto nadmienić, że zrobienie zbyt dużej ilości błędów spowoduje wyśmianie przez publikę oraz konieczność zaczynania utworu od nowa. Sposób oceniania piosenki jest bardzo prosty. Za bezbłędne granie kolejnych dźwięków podnosi się mnożnik punktów (maksymalnie x4), które są przyznawane za poszczególne nutki. Popełnienie błędu powoduje, że mnożnik znika i ponownie trzeba zagrać kilkanaście nutek pod rząd, aby się pojawił. Po drodze zdobyć można tzw. ‚Moc gwiazdy’ (‚Star power’), która po odpaleniu mnoży posiadany mnożnik jeszcze razy dwa. Po piosence wszystkie punkty są zliczane, a Gracz otrzymuje ocenę za swój występ – czym publiczność głośniej zawodziła (przy nieudolnej grze), tym ocena będzie stosunkowo niższa.

Autorzy proponują grę w kilku zupełnie standardowych trybach. Tryb Kariery polega na przejechaniu trasy koncertowej składającej się z ośmiu lokacji – aby przejść dalej należy zagrać trzy z czterech proponowanych piosenek.

Dla urozmaicenia wprowadzono walki z bossami, czyli sławnymi gwiazdami rocka. Gracz zmierzyć się może m. in. z osławioną gwiazdą Guns’n’Roses, Slashem. Pojedynek polega na tym, że zarówno Gracz jak i oponent grają ten sam kawałek, co jakiś czas łapiąc bonusy, które mają na celu uprzykrzyć życie przeciwnikowi – jest to choćby zerwanie struny (którą należy naprawić poprzez wciskanie ‚Whammy bar’), zwiększenie poziomu trudności czy odwrócenie kolorów. Starcie kończy się w momencie, kiedy któryś z gitarzystów zostanie wyśmiany przez publikę. Za kasę wygraną w zawodach można zaopatrzyć się w odpowiednim miejscu w nowe gitary, stroje, naklejki oraz… samych gitarzystów. Jednak to jaki sprzęt posiadamy w żaden sposób nie wpływa na samą rozgrywkę.

Oprócz ‚Kariery’ dostępny jest też co-op dla dwóch Graczy (dwie gitary nie są potrzebne – kumpel grać może na padzie) oraz tryb online, który na pewno przedłuża żywotność gry – mierzyć się bowiem można z Graczami z całego świata w kilku trybach (Face-off, Pro Face-off, Battle oraz co-op). Do tego Neversoft udostępniło rankingi, w których sprawdzić można swoją pozycję, zarówno w trybie singleplayer jak i w multi. Chętnych go gry jest wielu, więc zawsze znajdzie się ktoś z kim można zmierzyć się na gitary.

Jeśli chodzi o stronę wizualną produkcji to jest w porządku. Włączając grę czuć od razu luźne podejście do tematu chłopaków z Neversoftu, więc wszystko jest tutaj przedstawione raczej w sposób karykaturalny i z tzw. ‚jajem’. Szczególnie godne polecenia są scenki przerywnikowe, wykonane w sposób bardzo groteskowy i zabawny. Jeśli chodzi o wygląd sal koncertowych oraz publiki to pomieszczenia są wykonane bez zarzutów, zaś publika to po prostu powtarzające się modele, w zależności od rodzaju lokacji – może większej inwencji w tym aspekcie nie włożono, ale z drugiej strony nie jest ona konieczna, szczególnie, że w tej produkcji chodzi przede wszystkim o grę, a nie podziwianie osób skaczących w rytm muzyki…

Guitar Hero III to gra dla każdego i każdy będzie bawił się przy niej świetnie – nie ma różnicy czy ubierasz się w skórę, nosisz łańcuchy i długie włosy czy jesteś niedzielnym Graczem, który chce się po przyjściu z pracy po prostu rozerwać (choć jedno oczywiście nie wyklucza drugiego :). Poza tym grę warto zakupić chociażby dla samych utworów, szczególnie tych starszych, bowiem jest to przykład naprawdę dobrej muzyki. Let’s rock!

Zostaw komentarz

Na tapecie
Star Wars Jedi: Upadły zakon