Recenzja „Ice Age 3: Dawn of the Dinosaurs”

Trzecia część Epoki Lodowcowej to świetny film i czasu spędzonego w kinie nie można nazwać straconym. analogicznie zresztą do tego jak to miało miejsce w przypadku pierwszych dwóch części. Czy jednak gra ma szansę powtórzyć sukces filmu i stać się kasowym produktem? W pewnym sensie tak – nie jeden bowiem fan zdecyduje się na kupno gry, licząc na to, że bawić się będzie tak samo dobrze jak w kinie. I będzie to jego bardzo duża pomyłka.

Na początku ustalmy jedno – gra skierowana jest do najmłodszych graczy i tylko przez takich powinna być kupiona. Świadczy o tym chociażby oczywisty brak przemocy, ogólna prostota rozgrywki, dlatego też nawet pięciolatek powinien przejść tę grę bez większych trudności. Inna sprawa, że jest ona niemiłosiernie krótka – składa się bowiem z kilkunastu zaledwie poziomów, a przejście każdego z nich to kwestia maksymalnie 15 minut (niektóre udało mi się zaliczyć w czasie trzykrotnie krótszym!). Jeśli chodzi o sam przebieg rozgrywki, doszukać się można pewnych urozmaiceń. Poszczególne poziomy przechodzi się w inny sposób i innymi postaciami, i tak dostępny jest standardowy widok 3D zza pleców sterowanej postaci, ale również etapy, na których uciekamy w dół planszy przed ogromnym dinozaurem, namiastka wyścigów, a nawet można łyknąć trochę oldschoola, przechodząc planszę w 2D, poruszając się naturalnie do prawej krawędzi. Wszystkie poziomy wypełnione są owocami, za które potem w sklepie można kupować pewne ulepszenia dla postaci (choć grę naturalnie można skończyć i bez kupowania czegokolwiek) oraz tryby gry dla dwóch osób, które i tak odblokują się po napisach końcowych. Fabuła naturalnie powiązana jest z fabułą filmu, choć oczywiście niektóre dialogi i sceny uległy pewnym modyfikacjom na potrzeby gry.

No dobra, gra skończona i co dalej? Dla ambitnych, twórcy przygodowali kilkanaście wyzwań, które zwykle są wyciętymi fragmentami kolejnych poziomów, z tą różnicą, że tym razem trzeba nabić określoną ilość punktów, czy przejść dany fragment w określonym limicie czasu. Nagrodami są trofea, a wbicie wszystkich sreberek za wyzwania to żaden problem. Jeśli posiada się z kolei drugiego pada i chętnego do gry (preferowane młodsze rodzeństwo lub dziewczyna nie obcująca z grami na co dzień) można zagrać we wspomniany już przeze mnie tryb dla dwóch graczy. Możliwości rozgrywki jest naprawdę sporo – można wziąć udział w wyścigach, walkach na śnieżki czy błoto, a także podkradanie jedzenia z siedliska dinozaura. Tryb na pewno w jakimś stopniu przedłuży zabawę z tytułem.

Jeszcze kilka słów o stronie technicznej gry. Będę brutalny – z pewnością niektóre tytuły z PS2 wyglądały lepiej. Grafika jest po prostu brzydka (choć kolorowa) i HD z pewnością nie dodaje jej uroku, wręcz przeciwnie. Zarówno design postaci, jak i pozostałych obiektów naprawdę pozostawia sporo do życzenia. Ale skoro to gra dla dzieci, po co się wysilać. Strona dźwiękowa jest jak najbardziej w porządku, dostarczając te same brzmienia, które można usłyszeć w kinie. Przyczepię się za to do pracy kamery, która czasem może spłatać niezłego psikusa.

Ok, tak jak pisałem na początku – Epoka Lodowcowa 3 to gra dla dzieci i tylko dzieci powinny w nią grać. Dorosłemu – i bardziej wymagającemu – graczowi ta pozycja z pewnością nie zapadnie w pamięci i nie dostarczy żadnych emocji, a te trzy godziny (bo tyle zajmuje przejście gry) można wykorzystać o wiele bardziej efektywnie. Za to młodszy brat czy siostra na pewno z przyjemnością wyrzuszą w świat  Epoki Lodowcowej. Osobiście żałuję jedynie, że teraz to pieniądz żądzi światem i nie ma szans, aby tzw. gry na licencji dorównały swoim poziomem platformowym grom sprzed dekady, jak choćby pierwszym częściom przygód Spyro. No, ale jak się nie ma co się lubi…

Zostaw komentarz

Na tapecie
Dragon Ball Z: Kakarot