Recenzja „Knack 2”

Knack. Z jednej strony bardzo pocieszna postać, z drugiej – bohater gry, która miała być pokazem mocy PlayStation 4, a ostatecznie okazała się z platformówką niewykorzystanym potencjałem. Choć w podsumowaniu recenzji „jedynki” wyraziłem nadzieję, że jej kontynuacja powstanie, eliminując przy tym niedociągnięcia oryginału, z biegiem lat wydawało mi się to coraz mniej prawdopodobne, aż… do grudnia zeszłego roku, kiedy ogłoszono sequel. Czy Knack przez te cztery lata zmienił się na tyle, aby dać mu kolejną szansę?

Nie zrozumcie mnie źle – jeśli przeczytacie moją recenzję pierwszego Knacka, wyłania się z niej obraz dobrej gry, nawet dobrej platformówki, której jednak nieco zabrakło, aby zapisać się w annałach tego nieco zapomnianego gatunku na dłużej. Moje pozytywne nastawienie go produkcji wynikało z faktu, że godnych uwagi platformówek na PS3 było, jak na lekarstwo oraz, że w Knacka… po prostu miło mi się grało. Teraz gatunek, za sprawą chociażby zremasterowana Crasha czy Yooka & Laylee, przeżywa drugą młodość, a więc i oczekiwania wobec Knacka 2, chociażby z tego względu, są większe. Czy wchłaniający relikty bohater im sprostał?

Tego dowiecie się na końcu, ale innym wyzwaniem, któremu musiał sprostać, jest zagrożenie ze strony Starszych Goblinów, rasy znacznie bardziej rozwiniętej niż te zwykle, ale także wymarłej kilkaset lat temu z uwagi na przegraną wojnę z ludźmi. A przynajmniej tak się zdawało, bo Gobliny Starsze powracają, a wraz z nimi ich armia zaawansowanych technicznie robotów. Niebezpieczeństwo trzeba zażegnać, a kto się do tego lepiej nadaje, niż doświadczony już w walce z goblinami Knack i jego przyjaciel Lucas. W grze powracają także inni starzy znajomi, jak podróżnik Rider czy twórca protagonisty, Doktor, ale także antagoniści, choć w mniejszej ilości, przez co mierzymy się z nowym, i zaskakującym, niebezpieczeństwem. Na szczęście nie jesteśmy sami, bo wspomaga nas klasztor mnichów na czele z Xanderem i Evą. Historia rzuca nas po różnych miejscach, od znanej już willi Doktora po stolicę Newhaven czy starożytne miasto Starszych Goblinów. Biegamy także standardowo po lasach czy stepach, ale cały czas nie uświadczymy otwartych terenów, choćby takich jak w Uncharted 4. Fabuła ponownie opowiedziana została w pixarowskim stylu, sporo tutaj animacji pomiędzy kolejnymi rozdziałami, a poznanie całej historii zajmuje ok. 12 – 13 godzin. Nie jest może ona bardzo porywająca czy zaskakująca, ale przyjemnie się ją ogląda i poznaje, a w szczególności dzieciom.

Widać zresztą, że Knack 2 jest grą stworzoną z myślą o najmłodszych. Dialogi pomiędzy postaciami są nieskomplikowane (choć postacie je wypowiadający są jacyś tacy zbyt sztywni i nawet trochę nudni), nie ma tutaj krwi, a dodatkowo na łatwym poziomie trudności pominąć można całe sekcje platformowe czy logiczne i przejść grę bez najmniejszego wysiłku. Można ją przejść także w kooperacji na jednym ekranie, która to została usprawniona w stosunku do oryginału. Drugi, niebieski, Knack cechuje się tymi samymi umiejętnościami, co protagonista, a nie tylko snuje się za bohaterem, nie mogąc korzystać chociażby ze specjalnych umiejętności. A co dwa Knacki, to nie jeden.

Największa zmiana dotknęła jednak rozgrywki, która została rozbudowana i bardziej zróżnicowana. Knack zyskał sporo ruchów – może walić pięścią, kopać czy rzucać się tworząc falę uderzeniową, ale także potrafi przebijać pancerze i tarcze, łapać wrogów ze sporej odległości, rzucać bumerangiem obezwładniając przeciwników czy zadawać ciosy z prędkością światła. Rozwijać umiejętności bohatera można za sprawą drzewka umiejętności, zwiększając jego zdolności bojowe, szybkość czy zręczność. Ponadto, Knack rozbija kryształy, które dają mu większą odporność na obrażenia czy pozwalają wyprowadzać ataki specjalne, a od czasu do czasu napotka super-kryształ dający mu kilkusekundową nieśmiertelność i pozwalający na zrobienie istnej, reliktowej pożogi. Walka jest więc ciekawa, zmusza do używania konkretnych ciosów do konkretnych, gorzej lub lepiej, opancerzonych przeciwników, wymaga też nieco zręczności, a starcia z większymi przeciwnikami czy bossami mogą sprawić na wyższych poziomach drobne trudności.

Przekornie jednak, mimo iż walka została ubogacona w stosunku do oryginału, jest jej… mniej, zapewne z tego względu, że część graczy narzekała, że oryginalny Knack jest tak naprawdę bardziej slasherem niż platformówką, bo sekcji skakanych był zbyt mało. W dwójce sytuacja się zmieniła i twórcom udało się zrównoważyć oba te elementy. Są oczywiście fragmenty czy nawet całe podrozdziały polegające głównie na mierzeniu się z przeciwnikami, szczególnie, kiedy jesteśmy w formie bardzo dużego, kilkumetrowego Knacka, który wręcz wgniata ziemię napotkane gobliny czy roboty, ale są też sekcje wyłącznie platformowe, gdzie nie tylko musimy odpowiednio wymierzyć skoki i unikać przeszkód, ale czasem także nieco pogłówkować, np. poprzełączać dźwignie w odpowiedniej kolejności. Inne urozmaicenia rozgrywki to miejscami ustawianie kamery z innej perspektywy (z boku), sekcje, w których strzelamy z działa czy sterujemy wielkim robotem czy w końcu charakterystyczne dla Knacka momenty, kiedy wchłania leżące tu i ówdzie relikty lub inne substancje. Dzięki tym pierwszym może się, o czym już wspomniałem, powiększać, dzięki czemu przeciwnika, który do tej pory sprawiał mu problemy, powala jednym ruchem dłoni, zaś wchłaniając np. fragmenty metalu czy lód zyskuje nie tylko nowe ataki, ale także umiejętności, np. może przewodzić prąd czy zamrażać elementy otoczenia, torując sobie tym samym dalszą drogę. Oczywiście, tak jak w poprzedniku, i w Knacku 2 wszystkie te sekcje są z góry przez twórców zaplanowane i nie można przybrać zbyt dużych rozmiarów w planszy, w której autorzy tego nie przewidzieli i czego nie przewiduje konstrukcja samego poziomu. W końcu nie zabrakło także TajKnacka, czyli bohatera, który staje się przeźroczysty i tym samym przechodzi przez promienie lasera, ale musi być też znacznie uważniejszy, bo w tej postaci nie ma szans z napotkanymi przeciwnikami. Autorzy przemyśleli rozgrywkę i pod tym względem więcej graczy będzie na pewno usatysfakcjonowanych, szczególnie, że oprócz przejścia kampanii, można dodatkowo zdobywać medale za wymyślone przez autorów wyzwania (np. zrobienie konkretnej czynności czy przejście poziomu z określoną liczbą punktów), a także wziąć udział w próbach czasowych czy walkach na arenach.

Graficznie gra wygląda nieco lepiej od jedynki, cały czas znakiem firmowym są efekty cząsteczkowe, ale gra prezentuje się dobrze jedynie z bliska. Kiedy kamera się oddala, pokazując np. horyzont – co ma miejsce wyłącznie podczas scenek przerywnikowych – świat wygląda na pusty, a tekstury również nie zachwycają. Na szczęście o wiele lepiej sprawuje się animacja, przede wszystkim Knacka, choć postacie podczas cut-scenek zachowują się lekko sztywno, w sumie identycznie, jak w części pierwszej, ale taki jest już styl tej serii. Polski dubbing to natomiast ponownie wysoki poziom.

Podsumowanie

Knack 2 to gra, która wyciągnęła naukę z braków poprzedniczki, dzięki czemu rozgrywka została usprawniona w kilku elementach – walki, jej zrównoważenia z sekcjami platformowymi czy kooperacji (choć szkoda, że cały czas nie można współpracować przez sieć). Fabułę poznaje się z przyjemnością, szczególnie, jeśli podczas przechodzenia gry towarzyszy nam nasza mniejsza pociecha lub niegrająca druga połówka. W porównaniu z częścią pierwszą nie zmieniła się zanadto oprawa, która od 2013 roku lekko się zestarzała (szczególnie, że już wtedy tytuł, mimo kolorowej oprawy, nie prezentował się next-genowo), do tego cały czas zabrakło mi pewnej swobody, choćby w kwestii wchłaniania kolejnych reliktów przez bohatera – za bardzo to wszystko oskryptowane. W ogólnym rozrachunku, grając w Knacka 2 bawiłem się równie dobrze, a nawet lepiej, niż przy okazji części pierwszej. Tytułowi pomogła poza tym data wydania, przed premierami jesiennych hitów, oraz cena, która oscylowała w granicach 150 zł.

Odpowiadając natomiast na pytanie z początku niniejszej recenzji, czyli czy Knack stanął na wysokości zadania, to raczej nie. Cały czas nie ma szans zapisać się kronikach najlepszych gier platformowych w historii, ale wśród tych solidnych na pewno i jest nieco lepszy od swojego pierwowzoru. Poza tym, Knack to po prostu fajny gość i fani platformówek powinni go poznać, a dopiero później ocenić. Nadziei na powstanie trzeciej części jednak tym razem nie mam.

Zostaw komentarz

Na tapecie
Okami HD