Recenzja „Lair”

Redakcja serwisu, choć w świecie gier nie jedno widziała, obeszła ten tytuł szerokim łukiem. Jednak na horyzoncie pojawił się człowiek, który na przekór wszystkiemu postanowił zagłębić się w świat mistycznych smoków.
To przejaw odwagi, czy może głupoty ? Trudno orzec, ale nie zmienia to faktu, że recenzja Lair nareszcie wylądowała na łamach serwisu…

Gra przed premierą zyskała sobie ogromne rzesze fanów, traktujących ją jako murowany must-have i jeden z największych tytułów roku 2007. Trudno było takiej opinii nie podzielać po screenach prezentujących ogromne przestworza, oszałamiającej jakości smoki i wielkie bitwy tychże bestii. Fakt, że za produkcję odpowiadało studio Factor 5, które stworzyło legendarnego Rogue Squadrona jeszcze pogłębiał przekonanie o potędze tego tytułu. Tuż przed premierą zaczęły napływać pierwsze niepokojące informacje na temat gry – osoby które miały okazję ją testować skarżyły się na wiele rzeczy, a gdy gra już wylądowała na półkach sklepowych została totalnie zjechana przez niemal wszystkie serwisy które podjęły się jej zrecenzowania. Jednak niedawno Factor 5 wypuściło patcha który usunął największą bolączkę podstawowej wersji gry – sterowanie jedynie przez wychylenia pada. Czy gra zmieniła przez to swoje oblicze ?

Menu gry jest dosyć ubogie – kampania, opcje, „Lair Network” i to koniec rozrywek. Niestety ostatnia z wymienionych rzeczy nie jest bynajmniej trybem sieciowych potyczek, a miejscem, gdzie można porównać swoje wyniki z tymi osiąganymi przez innych graczy. W opcjach jedyną rzeczą wartą wzmianki jest opcja, która pozwala na sterowanie smokiem dzięki gałkom analogowym, poza tym ilość opcji jest dosyć ograniczona. Kampania składa się z czternastu misji. Czas wymagany do ich przejścia nie jest wybitnie długi – z większością można sobie poradzić w trochę więcej niż kwadrans. Wiele jednak zależy od założeń gracza, gdyż zdobycie w misjach złotych medali będzie wymagało zdecydowanie więcej niż jednej próby. Świat gry klimatem przypomina trochę „Władcę Pierścieni” i jest dobrze pomyślany. Gracz wciela się w Rohna, członka elitarnej grupy strażników krainy Asylii, których główną bronią są ogromne smoki. Stworzenia te nie są tylko narzędziami do siania popłochu w szeregach wroga, ale traktowane są przez jeźdźców jako równorzędnych partnerów – coś jak astromechy dla pilotów X-wingów. Historia przedstawia konflikt wspomnianej Asylii z rasą agresorów – Mokai. Fabuła, chociaż na pierwszy rzut oka klasyczna, podczas rozgrywki potrafi zainteresować i jak na grę ograniczającą się do strzelania i latania widać, że nie jest włożona do niej na siłę.

Graficznie gra prezentuje się bardzo nierówno. Z jednej strony zachwyca rozległością terenu i wykonaniem niektórych jego elementów (np. nocne niebo i oświetlenie), a z drugiej jest niesamowicie ponura i monotonna. Rozumiem, że gra rozgrywa się w klimatach średniowiecznych, więc żadnych Gwiezdnych Niszczycieli nie ma prawa być, ale mózgi z Factor 5 mogłyby bardziej postarać się podczas projektowania poziomów. Zdarzają się wyjątki, takie jak więzienie otoczone zawieszonymi w powietrzu skałami, ale to zdecydowanie za mało. Projekty smoków są wspaniałe – ostre tekstury, dopracowane modele, naturalna animacja. Niestety tak jak wcześniej wspomniałem – nie wszystkie rzeczy w grze zasługują na pochwały. Pozostałe jednostki znajdujące się na placu boju wykonane są o wiele słabiej. Żołnierze to brzydkie, proste modele (w niektórych grach RTS te elementy wykonane są lepiej), nawet większe jednostki nie doczekały się dopracowania. Żenująco prezentują się wszelakie sceny destrukcji – wybuchy okrętów zasługiwałyby na oklaski, gdyby gra pojawiła się na PS2. Ze zniszczeniami struktur miejskich wcale nie jest lepiej. Wydawałoby się, że ograniczenie jakości obiektów sprawi, że animacja będzie płynna jądro gwiazdy. Nic bardziej mylnego, animacja szarpie się bardzo często. Nie są to ogromne spadki, ale o 60fps, lub choćby zbliżonym do tego wyniku mowy nie ma. Bardzo ładnie wyglądają przerywniki filmowe, niestety nie pracują one na silniku gry, tylko są renderowane. Dźwięki w grze stoją na dobrym poziomie. Można je odtwarzać nawet na ośmiu głośnikach (7.1), obsługują standard THX. Kwestie dialogowe wygłaszane przez postacie brzmią bardzo dobrze, podobnie jak różne odgłosy dobiegające z placu boju. Muzyka…jest. Utwory przypominają trochę Gwiezdne Wojny, lecz nie zapadają w pamięć, ani wyjątkowo nie motywują do walki.

Czas przejść do samej rozgrywki. Tutaj grze oberwie się najbardziej. Sterowanie, pomimo zaimplementowania obsługi gałek analogowych nie jest precyzyjne, często smok nie wykonuje tego, o co go prosimy, przez co dochodzi do wielu frustrujących sytuacji, gdy nasze działania niweczone są przez złą reakcję stwora. Rzeczy które dzieją się przy sterowaniu wychyleniami lepiej przemilczę. Zadania podczas misji są bardzo typowe – zniszczyć określone jednostki wroga, zburzyć jego struktury, eskortować transportowce (w tym przypadku wielkie stwory przypominające manty, oryginalnie nazwane przez twórców mantami). Podczas misji nie mamy czasu nawet na moment wytchnienia, ponieważ twórcy obwarowali graczy zadaniami do wykonania. Niekiedy nakładają się one na siebie, co zmusza nas do latania po lokacjach na złamanie karku, aby znaleźć cel, który określany jest tylko enigmatyczną strzałką, która często wariuje, szczególnie gdy celem naszego ataku ma być przemieszczający się obiekt. Nieraz nie wiadomo w co trzeba strzelać, aby nie ujrzeć napisu „Mission failed”. Wrogich potworów w przestworzach jest masa, a ponieważ bardzo często jesteśmy jednosmokową flotą cała uwaga skupia się na nas. Wrogie jednostki nie sprawiają dużych trudności (większość można strącić jednym ognistym strzałem), ale niezwykle irytują gdy jakąś konstrukcję trzeba oderwać od podłoża. Aby to zrobić, należy podlecieć do niej i zacząć machać jak oszalały padem w górę i w dół, a gdy wrogi smok strzeli w nas ogniem sekwencja zostaje przerwana i nasze monstrum odlatuje, co przy niezbyt precyzyjnym sterowaniu oznacza kolejne irytujące podejście, bo na rozprawienie się ze smokami nie ma czasu (nie są one celami misji). Warto zaznaczyć też, że podczas sterowania analogami niektórych momentów gry nie da się przejść (np. gdy lecimy twarzą w twarz jakimś potworem unikając jego ciosów), ponieważ gra każe nam machnąć padem np. w prawo, ale ruch ten nie działa, gałki też, więc trzeba wyjść do menu, zmienić na sterowanie wychyleniami i ukończyć etap. Koszmarnie frustrujące, zwłaszcza gdy o tym nie wiedziałem i zachodziłem w głowę czemu ciągle jestem zabijany w ten sam sposób. Istnieje możliwość wylądowania smokiem na ziemi – przydaje się to podczas eksterminacji wrogiej piechoty, która nie stanowi żadnego zagrożenia i setki żołnierzy gniecie się w kilka minut. Podczas walki w przestworzach bardzo przydaje się celowanie, które niestety rozwiązane jest makabrycznie. Część przycisków na padzie jest niezagospodarowana, ale przełączanie pomiędzy celami nie występuje. Przez to strasznie uciążliwe jest trafienie w konkretny cel, a jest to kluczowa sprawa dla powodzenia niejednej misji. Warte wzmianki są starcia smok vs smok. Rozgrywka opiera się wtedy na naciskaniu odpowiednich przycisków, albo machaniu padem, gdy bohater w efektowny sposób posyła wroga na tamten świat. Niestety starcia te szybko powszednieją, a znakomitą większość wrogów wykańcza się idiotycznie strzelając ognistymi bełtami.

Czas kończyć to narzekanie. Gra jest dla mnie ogromnym rozczarowaniem. Do niskich ocen podchodziłem z przymrużeniem oka – w końcu sterowanie nie każdemu musi się podobać. Okazało się, że to tylko wierzchołek góry lodowej. Gry nie polecam nikomu, gdyż to po prostu wielka strata czasu.

Zostaw komentarz

Na tapecie
Ghost of Tsushima