Recenzja „LEGO Harry Potter: Lata 5-7”

Harry Potter – któż nie zna tego wesołego koleżki. W końcu większość z nas po części wychowała się na poświęconych mu książkach brytyjskiej pisarki, J.K. Rowling. Niestety, tak się złożyło, że młody czarodziej nigdy nie miał specjalnego farta co do gier video – do chlubnych wyjątków zaliczyć można Quidditch World Cup i LEGO Harry Potter: Years 1-4. Czy kontynuacja tego drugiego, tym razem skupiająca się na latach 5-7 i ostatecznej konfrontacji z czarnoksiężnikiem Voldemortem, również prezentuje sobą godny Harry’ego poziom?

Bądźmy szczerzy: odkąd studio Traveller’s Tales wydało w 2005. roku LEGO Star Wars, forma gier o duńskich klockach nie przeszła żadnej większej ewolucji. Od sześciu lat dostajemy w zasadzie identyczne tytuły, polegające na pokonywaniu watah klockowych przeciwników, zbieraniu pieniążków i rozwiązywaniu nieskomplikowanych zagadek. Młodsze pokolenie graczy jest nimi wprawdzie zachwycone i to bez wątpienia dla nich owe gry są przede wszystkim kierowane; Niestety, dojrzałego gracza przebijanie się przez dziesiątki podobnych poziomów, szybko zaczyna nużyć, i nowy Harry Potter nie jest tu wyjątkiem.

Zacznijmy od tego, że ciężko nazwać lata 5-7 sequelem – dużo bardziej pasuje tu nazwa mission pack, gdyż gra bardzo niewiele różni się od poprzedniczki. Ponownie między misjami zwiedzamy te same miejsca – Hogwart, Ulicę Pokątną, czy King’s Cross i chociaż część z nich została nieco rozszerzona, zmęczenie materiału czuć na każdym kroku. Również mechanika rozgrywki nie zmieniła się bardzo od zeszłego roku, kiedy to premierę miały lata 1-4. Większości znanych nam czarów musimy uczyć się od nowa, a ich asortyment nie został za bardzo rozszerzony – godne wspomnienia jest głównie Aguamenti, pozwalające na gaszenie pożarów i ochlapywanie wodą naszych towarzyszy. Powracają przedmioty, których używać mogą tylko konkretne postaci, a więc drzwi, które otworzą się tylko przed wężoustymi, wymagające znajomości runów regały, czy rury, do których wejdą tylko małe zwierzątka. Nowością są przedmioty, których używać może tylko rodzina Weasleyów, zmiany są jednak ogólnie rzecz biorąc kosmetyczne.

Nowy Harry Potter, zgodnie z tradycją, podzielony został na cztery akty – dwa przydające na piąty i szósty rok nauki w Hogwarcie, oraz dwa opowiadające o poszukiwaniu tak zwanych Horkruksów. Daje nam to łącznie ponad 20 długich leveli, pomiędzy zaliczaniem których będziemy mieli okazję pozwiedzać trochę magicznego świata. Wykonanie samych misji wątku głównego to jednak dopiero początek zabawy, świat klockowego Pottera jest bowiem przepełniony miliardem sekretów, rzeczy do odblokowania i ukrytych zadań. Naturalnie lepiej wygląda to na papierze, niż brzmi w rzeczywistości – ja osobiście musiałem zmuszać się do grania już w połowie Zakonu Feniksa. Nie oznacza to oczywiście, że nowa gra z serii LEGO musi być nudna – młodzieży i dzieciom i tak się spodoba, a i starszy gracz, który wcześniej z tytułami LEGO nie miał do czynienia, powinien znakomicie się bawić.

Mówienie o warstwie audiowizualnej w grach LEGO to czysta formalność – jak zwykle dostajemy kolorowy świat, błyszczące klocki i pocieszne ludziki wydające dźwięki, które niewiele mają wspólnego z faktyczną ludzką mową. Sprawia to, że by w pełni rozumieć grę, wypada znać treść książek/filmów. To z resztą jedna z największych zalet produkcji od TT – umiejętność deweloperów do parodiowania dzieł popkultury nie ma sobie równych, co udowodniono już w przypadku Gwiezdnych Wojen, Indiany Jonesa, czy Piratów z Karaibów. I w nowym Potterze humor odgrywa ważną rolę, a balans między wywoływaniem dzikiego rechotu i ciepłego uśmiechu wyważony został wręcz znakomicie. Dostajemy więc znaną nam historię w zupełnie nowym wydaniu, okraszoną znanymi z kina nutami i niesamowitym dowcipem.

Czy LEGO Harry Potter: Lata 5-7 to gra dobra? Jest to niestety kwestia relatywna. Jak wspomniałem już wcześniej, młodzi gracze ucieszą z kolejnych kilkunastu godzin rozgrywki w świecie młodego czarodzieja. System kooperacji pozwalający na dowolne dołączanie się do rozgrywki i odłączanie od niej jest jedną z najmocniejszych stron produkcji, a technicznie nie można jej wiele zarzucić. Z drugiej jednak strony, po raz kolejny dostajemy dokładnie to samo. Nie wiem, kiedy Traveller’s Tales zamierza wymyślić coś nowego, ale uroczyście przysięgam, że jak dostanę jeszcze jedną taką samą grę LEGO do recenzji, napiszę tekst nawet nie wkładając płyty do napędu. Twórcy bardzo zręcznie zarabiają na swoim sukcesie sprzed sześciu lat i należą im się za to gratulacje. Doświadczeni gracze powinni natomiast wiedzieć, że choć nowy LEGO Potter jest idealnym prezentem dla młodszego brata, ich samych gra bardzo szybko znudzi.

Zostaw komentarz

Na tapecie
Marvel's Avengers