Recenzja „LEGO Harry Potter: Years 1-4”

Jak nie miałem jeszcze nastu lat, bardzo lubiłem bawić się duńskimi klockami, na które zresztą na początku lat dziewięćdziesiątych był w Polsce niemały boom. Teraz Traveller’s Tales daje mi możliwość powrotu do tamtych czasów, z tą tylko różnicą, że już nie namacalnie a wirtualnie.

Bo gry z serii LEGO, których wydano już całkiem sporo, mają w sobie to coś, że mimo iż skierowane są raczej dla młodszych, sprawiają też przyjemność takim starym koniom jak ja. Może to zasługa odprężającej rozgrywki, humoru wylewającego się z ekranu a może po prostu magia popularnych klocków? Albo po prostu wszystko razem wzięte…

Właśnie. Magia. W grze jest jej sporo, jak przystało na uniwersum Harry’ego Pottera. Autorzy udostępnili kilka rodzajów zaklęć, wzorowanych oczywiście na tych książkowych, czyli np. Wingardum Leviosa (unoszenie przedmiorów), Expecto Patronus czy Lumos Solem (cięcie roślin). Czary są niezbędne do przechodzenia kolejnych etapów, bo zawsze trzeba coś przenieść, złożyć, poruszyć, magią pokonuje się też przeróżnych wrogów, jak pająki, chocliki, demenotrów czy pod koniec nawet śmierciożerców. Jeśli więc graliście już kiedyś w klockowe przygody od Traveller’s Tales będziecie czuć się jak u siebie, gdyż rozgrywka praktycznie się nie zmieniła.

W grze są 24 poziomy (po sześć na każdy rok nauki) oraz spory Hogwart, który jest swoistym lobby, po którym można swobodnie biegać, aby np. uczyć się zaklęć, odkryć trochę sekretów czy po prostu rozpocząć kolejny etap. W samym zamku jednak jest tyle do zrobienia, że czasem minie kilkanaście minut zanim ruszysz historię do przodu. Można zapalać pochodnie, układać książki na półce, rozwiązywać proste zagadki, sprzątać (oczywiście ze pomocą magii), zbijać szyby za pomocą krzyku mandragory, zaczepiać postaci z magicznych obrazów. Nudzić się nie sposób. Poziomy – wzorowane na kluczowych filmowych scenach ekranizacji przygód młodego czarodzieja (bo gra obiera się głównie na wydarzeniach z filmu – w końcu wydawcą jest Warner Bros) – są przepakowane podobnymi atrakcjami. Wszędzie, zarówno w zamkowych korytarzach i etapach rozrzuconych jest mnóstwo różnokolorowych klockomonet (srebrne, złote, niebieskie, filoetowe), za które następnie kupować można różne bonusy, ofensywne czary (np. zmiana w lód, splątanie nóg, zmniejszenie głowy), nowe postacie. Żeby nie było za łatwo – a jakże – najpierw trzeba te postacie czy bonusy odkryć w trakcie rozgrywki (np. wykonując na kolejnych etapach pomniejsze zadania, jak ułożenie z klocków jakiejś figury, zapalanie kilku pochodni, uwarzenie mikstury z trzech porozrzucanych składników dającej siłę czy zmieniającej wygląd postaci etc). Uwierzcie mi, że zabawy starcza naprawdę na długie godziny.

Inną charakterystyczną cechą gier z postaciami z LEGO w roli głównej jest możliwość przejścia całej gry we dwóch i co ważne osoba towarzysząca może dołączyć się w dowolnym momencie, wystarczy, że chwyci pada i wciśnie start. Ten zabieg wymusił na autorach konieczność obecności na planszy przynajmniej jeszcze jednej postaci towarzyszącej Harry’emu, dlatego konieczna była też nieduża ingerencja w fabułę – np. z Quirellem walczy się u boku Hermiony a w starciu z Voldemortem na cmentarzu pomaga Cedrik. W razie, gdy kompana u boku brakuje, postaciami towarzyszącymi kieruje konsola. Bardzo ważne jednak jest to, że wystarczy wciśnięcie trójkąta, aby przełączać się pomiędzy dostępnymi postaciami i korzystanie z przypisanych im unikatowych umiejętności – np. Ron może wypuścić szczura, który zwiedzi wąskie korytarze, Hagrid ma nadludzką siłę a jego pies umie kopać w ziemi. Dlatego większej części gry wcale nie trzeba ukończyć Harrym, choć niektóre elementy wymagają kierowania tą postacią – tylko on może poparzyć Quirella, wbić bazyliszkowi miecz czy pokonać dementorów nad jeziorem. Dodatkowo, niektóre fragmenty wymagają ścisłej współpracy, np. jedna postać musi podnieść za pomocą magii jakiś przedmiot, aby druga mogła pod nim przejść i z drugiej strony aktywować dźwignię, umożliwiającą przejście pierwszemu bohaterowi.

Przy okazji wypada wtrącić jeszcze parę słów o fabule – wydarzenia są wierne filmowemu odpowiednikowi, przedstawione za pomocą krótkich filmików, choć maksymalnie uproszczonych i przedstawionych w sposób niesamowicie komiczny, a kilka żartów zrozumieją tylko dorośli. Polecam oglądać wszystkie wstawki, bo ubawicie się po pachy. Choć przyznam szczerze, że osoby, które z uniwersum Pottera nie mieli do tej pory żadnej styczności, raczej fabuły nie zrozumieją, bo z opisanych wyżej filmików trudno zorientować się, dlaczego po lochach biega troll, że Voldemort opętał Quriella, kim jest Riddle, jaki jest związek pomiędzy Harrym a Syriuszem albo dlaczego Harry bierze udział w jakimś turnieju. Do tego klockowe postacie nic nie mówią, artykułują jedynie proste dźwięki, więc zrozumiałe przedstawienie fabuły jest zadaniem tym bardziej trudniejszym. Nie oznacza to jednak, że nie-potteromaniacy nie będą się przy grze dobrze bawić, wręcz przeciwnie, a produkt może ich tylko zachęcić do sięgnięcia po film czy tym bardziej książkę.

Oprawa jest wyjątkowa, ale trudno się dziwić – w końcu duńskie klocki są jedyne w swoim rodzaju. Postacie, mimo że są to po prostu ożywione klocki, mają w sobie to coś i czasem dosłownie zapominałem, że nie steruje wirtualnym odpowiednikiem człowieka. Miło patrzy się też jak uniesione elementy obracają się w powietrzu i tworzą jakiś przedmiot, wydając przy tym charakterystyczny dźwięk. Zachowania postaci również są przystosowane do klockowej natury – np. postać trafiona śmiertelnym zaklęciem rozpada się na części, tak samo jak każdy inny zniszczony element otoczenia. Całości dopełnia muzyka pochodząca z filmowych ekranizacji oraz brak jakichkolwiek chrupnięć animacji (ale rym).

Dzięki intuicyjnemu sterowaniu, w tym również łatwemu wybieraniu i rzucaniu czarów, gra jest bardzo miodna i sprawia przyjemność zarówno starszym jak i młodszym graczom. Choć dla tych pierwszych może wydać się z grą zbyt łatwą, bo pojawiające się gdzieniegdzie układanki rozwiązuje się bardzo szybko, a w samej grze nie da się zginąć (kiedy postać straci wszystkie serduszka, rozpada się, po czym po chwili odradza bez żadnych konsekwencji), to jednak magia klocków nie pozwala przez długi czas odłożyć pada, choć przy dłuższych sesjach na pierwszy plan coraz bardziej wysuwa się schematyczność (po kilku godzinach ciągłej rozgrywki). Polecam więc ten tytuł zarówno dużym jak i małym, ale również tym, którzy od Pottera raczej stronią, bo gwarantuję, że będziecie bawić się znakomicie, zarówno za sprawą lekkiej rozgrywki jak i potężnej dawki śmiechu, który bez wątpienia czeka was od pierwszego momentu po rozpoczęciu gry. Ja już nie mogę doczekać się zakończenia klockowej sagi, nawet pomimo to, że książki znam prawie na pamięć.

Zostaw komentarz

Na tapecie
MediEvil