Recenzja „LittleBigPlanet 2”

Uroczy Sackboy powraca w drugiej odsłonie LittleBigPlanet. Od wydania pierwszej części gry, która swoją premierę miała w 2008 roku, sama szmacianka nie zmieniła się w ogóle, metamorfozie uległa natomiast koncepcja MałejWielkiejPlanety, przeobrażając się z platformówki z możliwością tworzenia własnych plansz w ogromny edytor, pozwalający na stworzenie własnej gry z praktycznie każdego gatunku i podzielenie się nią ze światem.

Zacznijmy może jednak nie od edytora, a od poziomów stworzonych przez Media Molecule, które tym razem – oprócz fajnej przygody – nastawione są również na prezentację nowych umiejętności i narzędzi Sackboya. Dzięki przechodzeniu kolejnych plansz, gracz ma okazję pobawić się grawitacją, przemieszczać się w pojazdach-zwierzętach, z których każdy ma inne zdolności – np. chomik taranuje wszystko na swojej drodze, a królik wykonuje wysokie ataki z powietrza. Jest również możliwość przejęcia kontroli nad wielbłądem wyposażonym w działko, który porusza się po wyznaczonym torze, a zadaniem gracza jest tylko strzelanie do pojawiających się na ekranie przeciwników i obiektów. W innym poziomie z kolei, gracz leci w górę planszy w statku kosmicznym i strzela do wyłaniających się wrogów, na wzór Space Invanders. Większą część rozgrywki stanowią jednak nadal poziomy platformowe, w których szmaciak skacze, przełącza przyciski i dźwignie a pomaga sobie w tym wszystkim nowymi narzędziami, w które wyposażyli go twórcy produkcji. Mowa tutaj o linie z hakiem, dzięki której można łapać się gąbczastych przedmiotów i huśtać się nad przepaściami, o rękawicach pozwalających na przenoszenie większych przedmiotów i ciskanie nimi oraz o hełmie strzelającym dużymi ciastkami, pozwalającymi dla przykładu sformowanie mostu umożliwiającego przejście na rozżarzoną lawą. Zwieńczeniem każdego z sześciu światów jest walka z dużymi i pomysłowym bossem.

Poziomów jest ogólnie trzydzieści sześć, a do tego dodatkowe mini-gry, jak wyścigi szczurów na wzór popularnego niegdyś Micro Mashines (jazda samochodzikami po różnych meblach, np. biurku) czy gra polegająca na szybkim wciskaniu pojawiających się na ekranie przycisków. Wszystkie gry są proste (nie prostackie) i – podobnie jak we wszystkich innych poziomach – zaprosić można do wspólnej zabawy trzech znajomych, czy to siedzących na kanapie obok czy tych wirtualnych. Kooperacja jest cały czas jednym z najsilniejszych punktów LittleBigPlanet 2, nie tylko za sprawą radości płynącej ze wspólnej gry, ale również prostoty działania – do gry można dołączyć w każdej chwili jedynie aktywując pada, a przed wybraniem poziomu gra pyta się czy chcemy dołączyć do kogoś, kto aktualnie gra w daną planszę. O ile przejście całego trybu fabularnego zajmuje około pięciu godzin, bardziej wymagający mogą pokusić się o zabranie wszystkich bąbelków z nagrodami (naklejkami, strojami), które potem wykorzystać można w edytorze, jak również o przejście wszystkich poziomów bez straty życia, co również jest nagradzane. Nowością są sackboty, czyli robociki, które po uwolnieniu podążają za bohaterem i pomagają w przechodzeniu planszy. Sackboy musi im się odwdzięczyć, umożliwiając im przejście dalej (np. opuszczając zaporę czy tworząc most). Jest to o tyle istotne, że ilość sackbotów, które dotrą do końca równa się większej ilości nagród, jakie wpadną na nasze konto. Ogólnie rzecz biorąc, tryb fabularny – jeśli chodzi o schemat rozgrywki – jest bardzo podobny do tego z części pierwszej. Nie uważam tego jednak za wadę, gdyż dostarcza on równie dużo radości co poprzednio.

Dużą – wręcz gigantyczną – metamorfozę przeszedł natomiast edytor poziomów, który stał się teraz prawdziwą machiną do tworzenia gier. Ma on tak duże możliwości, że pozwala niemal na wierne odwzorowanie każdej produkcji, oczywiście wszystko w szmacianej stylistyce. Już teraz, kilkanaście dni po premierze, można pograć w Dooma, Zeldę czy nawet przejrzeć… Windowsa. A to tylko naprawdę mały odsetek niesamowicie pomysłowych i rozbudowanych plansz, które udostępniają gracze z całego świata. Funkcje edytora są tak szerokie, że wśród milionów poziomów znaleźć można nie tylko proste platformówki, ale również strzelanki, wyścigówki, gry oldschoolowe, logiczne, bijatyki. Samo obejrzenie wszystkich filmów instruktarzowych zajmuje dwie godziny! Choć sam system jest prosty w obsłudze – tak jak obiecywali twórcy – jest jednak również rozbudowany, poza tym obejrzenie samouczków jest konieczne do odblokowania pełnych możliwości edytora. A tych jest naprawdę zatrzęsienie – oprócz podstawowych, jak budowanie obiektów w przestrzeni czy wstawiania różnych elementów, można też komponować muzykę, tworzyć wymagających przeciwników czy nawet kręcić cut-scenki. Prawdziwa frajda dla utalentowanych twórców, którzy mogą zaprezentować swój talent, ale również wykazać się cierpliwością i wytrwałością, gdyż stworzenie czegoś zapierającego dech w piersiach zajmuje sporo czasu.

Wisienką na torcie jest aspekt społecznościowy produkcji. Każdy opublikowany poziom można ocenić i napisać recenzję lub dodać do ulubionych. Wyszukiwarka poziomów jest rozbudowana, pozwala na znalezienie poziomów według konkretnych kryteriów, np. ze względu na najlepiej oceniane, najczęściej grane, najbardziej lubiane etc. Można też śledzić poczynania znajomych, podejrzeć w jaki poziom ostatnio grali lub grają, napisać do nich wiadomość z prośbą o możliwość dołączenia. Media Molecule zdecydowało się też na dodanie szpilek, które zdobywa się za konkretne osiągnięcia w trybie fabularnym, w edytorze czy podczas rozgrywki w poziomy społeczności. Część z nich pokrywa się z trofeami, jest jednak dużo z pucharkami nie związanych. Wszystkie widoczne są w profilu i każdy może podejrzeć twoje osiągnięcia = dodatkowy lans. Cały mechanizm działa i współgra ze sobą idealnie. Wspomnę jeszcze, że poziomy stworzone w części pierwszej, są również grywalne w sequelu.

Oprawa graficzna jest bardzo zbliżona do tej z poprzedniej części – czyli kolorowa i wesoła. Wiadomo, jak to zwykle bywa, wprowadzono pewne zmiany i ulepszenia, jednak są one kosmetyczne i mało zauważalne. Nawet kapsuła – czyli menu startowe – wygląda dokładnie tak samo, jak w jedynce. Muzyka jest miła dla ucha, choć brakuje niestety wpadającego w ucho motywu przewodniego, jak w przypadku LittleBigPlanet.

LittleBigPlanet 2 to gra bardzo grywalna, przystępna, a zarazem rozbudowana. Posiada swój unikalny klimat, którego nie sposób odnaleźć w żadnej innej produkcji. Sackboye powodują mimowolny uśmiech na twarzy i naprawdę trudno się z nimi rozstawać. A projekty tworzone przez graczy przedłużają żywotność produkcji, można rzecz, że do nieskończoności. Produkcja stworzona przez Media Molecule jest unikalna i każdy gracz, niezależnie od wieku, będzie się przy niej świetnie bawił. Sackboya po prostu trzeba poznać bliżej.

Zostaw komentarz

Na tapecie
Dragon Ball Z: Kakarot