Recenzja „LittleBigPlanet 3”

Popularny Sackboy – zwany szmaciakiem lub, bardziej pieszczotliwie, szmatkoszkrabkiem – skakał już na trzech konsolach PlayStation, a teraz debiutuje na PlayStation 4. Co więcej, debiutuje nie sam, bo do lubianego bohatera dołącza trzech znajomych, którzy mają mu pomóc w uratowaniu świata.

Miejscem zagrożonym zagładą jest planeta Bunkum, gdzie żarówkogłowy Newton postanawia z jakichś względów zabić kreatywność jej mieszkańców i uwalnia trzy potężne Tytany mające pomóc mu w zrealizowaniu tego złowieszczego planu. Dzielny Sackboy wyrusza więc na ratunek, a pomogą mu trzy legendarne szmacianki, którym już kiedyś udało się pokonać i zamknąć w pudełku po herbacie niebezpiecznych Tytanów.

Rzeczonymi szmaciankami są OddSock, Toggle i Swoop i stanowią one największą zmianę w rozgrywce w stosunku do poprzednich odsłon. Każda z nowych postaci posiada bowiem inne umiejętności, które wykorzystują w przygotowanych przez twórców poziomach. Szkoda jednak, że poziomów takich jest mało, do tego nowych postaci można używać jedynie w miejscach, które zaplanowali sobie twórcy, zaś cała czwórka współpracuje za sobą tylko jeden raz.

Kiedy jednak już wcielamy się w OddSocka, Toggle’a lub Swoopa zabawa jest przednia. Ten pierwszy to tak naprawdę szmaciany pies, który potrafi bardzo szybko biegać i wspinać się po pionowych ścianach. Toggle to 2 w 1 – masywny szmaciak przebijający ściany, który momentalnie potrafi się zmniejszyć i odchudzić, aby np. przecisnąć się przez szczelinę, przez którą większy brat nie mógł. W przypadku tej postaci sporo jest fragmentów plansz, gdzie trzeba dynamicznie przełączać się pomiędzy dużym/małym Togglem – kiedy tam pierwszy może chodzić po dnie zbiorników wodnych, ten mniejszy jest zbyt lekki i wypływa na powierzchnię. Ostatni szmaciany bohater to Swoop, który jest ptakiem i tak naprawdę jego jedyną umiejętnością jest… latanie. Na pochwałę zasługują też walki z bossami, które choć proste i krótkie, są pomysłowo zrealizowane.

Mimo że nowi bohaterowie są fajni i przyjaźni, nie można zapomnieć o tym pierwszoplanowym, czyli Sackboyu (lub Sackgirl w wersji żeńskiej). Szmaciak nadal jest w formie znanej z poprzednich odsłon. Nie nabył co prawda nowych umiejętności, ale dostał do rąk kilka interesujących gadżetów, które może w dowolnej chwili wybierać i się nimi bawić oraz – co oczywiste – przejść z ich pomocą kolejne poziomy. Do dyspozycji jest odkurzacz, który wciąga, ale i odpycha przedmioty; jest „piłkoport”, który wystrzeliwuje piłkę pozwalającą na teleportację, a także buty pozwalające na wyższe skoki i lewitację, hak do przemieszczania się po wyciągach czy latarka do rozświetlania ciemniejszych pomieszczeń. Gadżety zdobywa się stopniowo z postępem fabularnym i miejsca z początkowych plansz, które wydawały się niedostępne, po zdobyciu np. „migokapci” nagle stają przed nami otworem i możemy wyzbierać niezebrane za pierwszym razem bańki z naklejkami lub strojami dla naszego bohatera. Wzorem poprzednich część zbierać jest naprawdę co i nagrody wpadają co chwile do torebki bez dna noszonej przez Sackboya.

Na planecie zwiedzić można cztery różnorodne lokacje – trzy z nich stanowią bazy wypadowe, w których są rozmieszczone wejścia do poszczególnych poziomów. Oprócz plansz fabularnych, autorzy zadbali także o poziomy dodatkowe, z którymi wiąże się jakaś epizodyczna historia. Autorzy potrafią zaskoczyć kreatywnością – np. dając graczowi do kontroli ociężałego yeti’ego lub wrzucając Sackboya do wnętrza potwora – a co najważniejsze: poziomy nie nużą. Z wielką ochotą zaliczyłem je dwukrotnie, przy drugim podejściu próbując ukończyć poziomy bez straty życia, a także wyzbierać brakujące nagrody w trybie kooperacji – niektóre miejscówki są bowiem dostępne tylko podczas gry z kimś, co zresztą występowało już w poprzednich odsłonach. W ogólnym rozrachunku rozgrywka dostarcza tyle samo radochy co LittleBigPlanet 1 i 2, a nawet więcej, dzięki trójce nowych bohaterów. Szkoda tylko, że ich występ jest niedługi, tak jak sama gra, którą bez specjalnego pośpiechu da się ukończyć w 5 godzin.

Zabawa z LittleBigPlanet, czy to z recenzowaną częścią czy też z poprzednimi, nie kończy się tylko na fabule, gdyż do ogrania czekają tysiące plansz przygotowanych przez graczy. A warto podkreślić, że plansze stworzone w starych odsłonach są  pełni kompatybilne. Hasło obecne z serią od pierwszej odsłony, czyli Play. Create. Share., nie traci na znaczeniu i ponownie mamy dostęp do niesamowicie rozbudowanego kreatora plansz i możliwości udostępniania ich innym graczom. Kreator oferuje gigantyczną ilość opcji, która pozwala na tworzenie nie tylko prostych plansz platformowych, ale także wyścigówek, gier fabularnych czy nawet sandboksów. Oczywiście, aby stworzyć coś ambitniejszego, trzeba poświęcić na to sporą ilość godzin, bo – choć kreator jest prosty w obsłudze – jest jednocześnie niesamowicie rozbudowany. Najistotniejszą nowością jest większa głębia, co pozwala na kreowanie wielopłaszczyznowych etapów – z czego zresztą korzystali także deweloperzy przy projektowaniu poziomów z kampanii.

Trzecią z opcji rozgrywki jest tzw. Akademia Popitu, czyli zestaw etapów, w których poznajemy tajniki tworzenia poziomów przez zabawę i rozgrywanie plansz przygotowanych przez twórców. Przez plansze prowadzi gracza znany z LittleBigPlanet 2 Larry Da Vinci. Mnie Akademia Popitu troszkę wynudziła, bo konstruktor ze mnie niecierpliwy, ale osoby, które lubią budować i chcą poznać tajniki kreatora na pewno nie będą ziewać.

Od strony graficznej nie zauważyłem metamorfozy – jest tak samo ładnie, plastycznie i szmaciano jak w dwójce. W tle przygrywa wpadająca w ucho ścieżka dźwiękowa, a niektóre kawałki potrafią wywołać podrygiwanie. Polski dubbing zrealizowano na najwyższym poziomie i dzieciaki nie będą miały problemów ze zrozumieniem dialogów, a ponadto głosy pasują do oryginalnych postaci, które Sackboy spotyka na swojej drodze. Gra, niestety, nie ustrzegła się technicznych bugów – kilka razy zdarzyło mi się wypaść poza planszę, na szczęście pomagał restart etapu od ostatniego punktu kontrolnego; raz też nie doczytały mi się tekstury i parę obiektów. Na szczęście problemy te występowały sporadycznie, a wiem, że po ograniu przeze mnie tytułu pojawiła się łatka, która kłopoty techniczne powinna wyeliminować.

Podsumowanie

LittleBigPlanet 3 to tak naprawdę część druga z nowymi postaciami i nową kampanią – bawi tak samo, ale zmiana dewelopera nie przyniosła ze sobą zmiany koncepcji serii. Szkoda, że w pełni niewykorzystano nowych postaci, ale kiedy już wcielamy się w OddSocka, Toggle’a lub Swoopa to czuć powiew świeżości. Jeśli przegraliście dziesiątki godzin w poprzednie odsłony serii, to w trzeciej nic was nie zaskoczy – choć przechodząc tryb fabularny będziecie bawić się bardzo dobrze, tak jak ja. Musicie jednak zdecydować czy warto wydać 200 zł – bo, jeśli grać w LBP3 mają dzieciaki to na pewno.

RECENZOWALIŚMY WERSJĘ NA PLAYSTATION 4. GRA DOSTĘPNA JEST TAKŻE W WERSJI NA PS3.

Zostaw komentarz

Na tapecie
A Plague Tale: Innocence