Recenzja „Lord of the Rings: Conquest”

Władca Pierścieni to marka równie silna, jak małżeństwo Beckhamów, jak Flip i Flap, jak bracia Kaczyńscy i biały Michael Jackson. Na mnie również podziałała magia tego tytułu, jestem fanem zarówno książek, jak i filmów. Mało tego, jestem tak zachwycony Frodem, że postanowiłem zapuścić włosy na stopach, a dodatkowo żeby wyostrzyć uszy, codziennie wieczorem wieszam się za nie na linkach przywiązanych do sufitu. Ooo tak, kocham dzieło stworzone przez Tolkiena, ale to, co Pandemic zrobiło przy okazji Lord of the Rings: Conquest, przechodzi ludzkie pojęcie. Nie grałem w gorszą grę od czasów Golden Axe: Beast Rider, więc zapraszam do przeczytania tej rzeźni, bo recenzją to tego nazwać nie mogę.

W pierwszej kolejności pojadę po oprawie graficznej. Napiszę krótko, gra wygląda tak, jak średniaki za czasów PlayStation 2. O ile jeszcze modele postaci są całkiem, całkiem i prezentują się naprawdę spoko, tak cała reszta zasługuje na kartotekę w UOP-ie. Tekstury podłoża i budynków istnieją tylko w teorii, w rzeczywistości jest to jedna wielka plama, taka sama, jak to, co powstaje po włożeniu żabie do ekhmm, petardy. Żałosne naprawdę, ale to jeszcze nie koniec. Twórcom udało się wcisnąć tak zaawansowane efekty, jak: dławiąca się animacja, „cudowne” rozbłyski towarzyszące atakom magicznym, czy też matko kochana, oświetlenie! Naprawdę, raz jest ciemno, a raz jasno. No po prostu super. Jestem wniebowzięty.

Co do dźwięku niestety nie mam żadnych zastrzeżeń i jest to jedyny element tej produkcji, który trzyma naprawdę wysoki poziom. Jest majestatycznie i podniośle, a odgłosy walki są eleganckie. Fani pierścionków w tym i ja będą zachwyceni.

Koniec słodzenia, nadszedł czas na najlepsze rarytasy. Rozgrywka, oooo tutaj to się dopiero cuda wyprawiają. Matka Teresa z Kalkuty wysiada, a zamienianie wody w wino, przy tej grze wygląda, jak Tarpan, przy Ferrari. Głośno zapowiadane epickie bitwy, w których bierze udział multum wojowników. Nie wierzcie w te brednie, być może na ekranie znajduje się spora ilość postaci, ale co z tego skoro atakują wszystkich, oprócz nas. Pięciu, sześciu, góra siedmiu przeciwników interesuje się naszym bohaterem, cała reszta stoi w miejscu i czeka na swoją kolej, albo biorą się za naszych sojuszników.

Nic to pewnie myślicie, że zadania do wykonania są ciekawe i złożone. Nie tym razem. Biegamy od miejsca do miejsca i przejmujemy okręgi, które oznaczają niby strategiczne punkty. Fascynująca rozgrywka, godna pierwszych odcinków „M jak miłośc”. Po ukończeniu kampanii ludzi, odblokuje się kampania orków, nie różni się niczym. Wielki Brat jest pod wrażeniem.

Kolejna rzecz to system walki, mega skomplikowany. Krzyżówki w Pani Domu to prawdziwe wyzwanie w porównaniu z tym, co zaprezentowało niesławne Pandemic. Niby można robić jakieś proste combosy, ale po co, skoro wystarczy mashować przycisk odpowiedzialny za w miarę szybki i silny cios. Orki, a w późniejszych etapach ludzie padają, jak muchy. Na wyższych poziomach trzeba stosować blok, niesamowite prawda?

A teraz na odmianę fajna sprawa. Podział na klasy udał się całkiem znośnie. Jest więc silny rycerz, mag, zwiadowca, łucznik, a czasem zdarzy nam się wcielić w prawdziwego herosa typu Gandalf, Gimli, bądź Aragorn. W każdym bądź razie, klasy wzajemnie się uzupełniają i trzeba dobrać odpowiednią postać do danej sytuacji. Ja jednak najczęściej ganiałem wielkim zabijaką i dobrze mi z tym było, prawie tak dobrze, jak Radkowi z Dodą, ale, jak wiadomo trochę im nie wyszło i tak samo jest tutaj. SI to całkowite dno i nieporozumienie.

Rycerze blokują wejścia, nic nie pomagają, nie raz i nie dwa, sam przez kilka minut walczyłem z nacierającymi wrogami, a tu nagle po pięciu minutach, zjawiał się jeden pomagier, który i tak ginął po kilku sekundach. Dzięki za pomoc stary, miło było.

Zabawę urozmaicają takie atrakcje, jak jazda na koniu, lub Encie. Doprawdy, developer wysilił się, jak starsza Pani robiąca do nocnika. Podziękował.

Fabularnie jest dobrze, rozdziały poprzedzają wstawki filmowe, a my przedzieramy się przez kolejne wielkie starcia znane z filmów i książek. Wszyscy, którzy czytali/oglądali sagę Tolkiena, poczują się, jak „u babci na imieninach”.

Online jest tym, na co czekałem od wielu lat. Nie no żartuję, nie jest. Po pierwsze, jeśli nie masz znajomych, którzy posiadają ten tytuł, to od razu radzę sobie odpuścić. Gra jest stworzona do zabawy z kumplami, ale i tak kupią ją tylko najwierniejsi fani, więc nie ma, co liczyć na znajomych, a z amerykańską i angielską ekipą gówniarzy nie ma sensu grać. Zero współpracy, jest jeszcze gorzej niż w singlu, bo tam raz na ruski rok, ktoś przyszedł z odsieczą. Tutaj tego nie uświadczysz, każdy leci na pałę, by po chwili zostać zmasakrowanym. Kompletny bezsens i brak nawet śladowych ilości funu, chyba, że jednak skądś wynajdziesz znajomych, mnie się nie udało.

Trybów gry w multi jest kilka i nie wyróżniają się niczym spośród setki innych podobnych gier. Deathmatch, Team Deathmatch i wariacje na temat Capture The Flag. Jednak tak, jak wcześniej wspomniałem, nie ma to ładu i składu, co rusz byłem wywalany z gry, ale przynajmniej lagi nie dawały się we znaki. Do tego wszystkiego magiczna siła katowała moją postać za każdym razem, gdy próbowałem się trochę oddalić od miejsca potyczki, to samo tyczy się też historii dla jednego, więc uważajcie na niszczycielską moc. Mam nadzieję, że żona nie wprowadzi podobnego rozwiązania, bo nawet po fajki nie wyskoczę.

Nie chcę, nie mogę i nie wystawię tej grze nawet piątki. Crap to straszny, Undercover świeci się przy tej produkcji, jak jaja Bizona. Ocena końcowa jest i tak zawyżona z racji na świetną licencję, muzę i podział na klasy. Pandemic Studios to najgorsza inwestycja, jaka mogła się przytrafić Elektronikom. Zamykają Black Box, a twórcy największych gniotów w EA, będą zbijać kokosy, bo Conquest i tak się sprzeda, nazwa zrobi swoje. Ja szczerze odradzam zakup, mało tego, jeśli ktoś będzie chciał Wam podarować to w prezencie, to znaczy, że jesteście na celowniku i śmierć jest nieuchronna. Trzymajcie się z dala od tego chłamu, naprawdę szkoda czasu, zdrowia i pieniędzy.

Zostaw komentarz