Recenzja „Lost Planet 2”

Po trzech latach od wydania pierwszej części Lost Planet (wówczas jako exclusive na konsolę Microsoftu), Capcom udostępnia drugą odsłonę od razu dla obydwu wiodących na rynku konsol. LP2 przenosi nas ze śnieżnych zakątków planety E.D.N. III w jej cieplejsze fragmenty. Możemy podziwiać naprawdę piękne widoki, niezbadaną dżunglę, rozległe, pustynne tereny.

Jednym z ważniejszych elementów rozgrywki jest walka z ogromnymi potworami (niejakimi Akridami), od razu przywodzącymi na myśl Shadow of the Colossus. Jednakże monstra z LP2 nie są tak ogromne jak te z pamiętnego tytułu z peesdwójki, a my (kampanię przechodzimy w drużynie czteroosobowej – o nim za chwilę) nie jesteśmy tak bezbronni. Co więcej, słabe punkty Akridów żarzą się na pomarańczowo, co ma, zapewne, ułatwić nam ich eliminację.

Kampania podzielona jest na 6 epizodów, które dzielą się na rozdziały, a te na akty. Tu kryje się minus, który może być istotny dla kogoś, kto nie ma czasu na dłuższe posiedzenie przy konsoli i chciałby sobie jedynie chwilę postrzelać. Mianowicie, aby zapisać stan gry, należy przejść cały rozdział. Wiąże się to również z nieotrzymaniem punktów doświadczenia, nowych broni, tytułów i ciuchów bez ukończenia wszystkich aktów składających się na chapter.

Oczywiście można przejść LP2 grając samemu, jednakże gra stawia na potyczkę czteroosobową. Zdecydowanie ułatwia to konfrontację ze wspomnianymi Akridami. Podczas gdy kilku kompanów nie daje wytchnąć potworowi, reszta może odpocząć i zebrać energię na ponowienie natarcia. Możemy współpracować zarówno z żywymi graczami jak i botami. Jesteśmy ograniczeni jedynie liczbą 4. Gra z 3 bohaterami sterowanymi przez konsolę jest o tyle łatwiejsza, że gdy otrzymują oni obrażenia pasek energii drużyny nie skraca się. Niestety nie ma z nimi żadnej interakcji, a szkoda, gdyż możliwość wydawania im rozkazów pozwoliłaby zniwelować występujące od czasu do czasu błędy SI. Od gry ze znajomymi na jednej konsoli odrzuca jednak fakt, iż split screen jest słabiutki. Podzielony ekran jest bardzo nieczytelny, co zmniejsza przyjemność z rozgrywki. Pięćdziesięciocalowa plazma, na której było dane mi brać, nie poradziła sobie z udanym podzieleniem ekranu na 2 (!) części i bynajmniej nie była to jej wina. Boję się jak wygląda to przy podziale na 4, niestety (a może na szczęście) internet nie obfituje w obrazki prezentujące czteroosobowy split screen. Gdy zależy nam na zabawie z żywymi kompanami, polecam online.

Grafika stoi na bardzo wysokim poziomie. Możemy nacieszyć oczy licznymi wybuchami, wspaniałą roślinnością i imponującym oświetleniem, które w połączeniu ze zjawiskami atmosferycznymi dają naprawdę niezły efekt. Graficy Capcomu tuszują drobne niedociągnięcia częstym rozmywaniem obrazu, jednakże mimo to do strony graficznej nikt nie powinien mieć zastrzeżeń. Wszystkie lokacje, bronie i VS (Vital Siuts – różnorodne maszyny, do których mogą wejść sterowani przez nas bohaterowie, zdecydowanie zwiększające ich siłę rażenia) są wykonane są z wysoką precyzją. Nie zauważyłem też większych chrupnięć animacji, czy też przenikania się obiektów.

Mam jednak drobne zastrzeżenia do fizyki. Postacie wydają się być nieco ociężałe – w szczególności podczas biegania i skakania. Do gustu nie przypadła mi także praca kamery, która niejednokrotnie gubiła się, nie pozwalając mi na dokładną i skuteczną eliminację przeciwników.

Wiele ciekawych pomysłów czyni grę ciekawą i złożoną. Nie wkrada się tu dużo monotonni – tereny, na których przychodzi nam walczyć są zróżnicowane i rozbudowane, przeciwnicy potrafią być wymagający i niekiedy trzeba się sporo napracować, by osiągnąć pożądany efekt.

Pomimo wszelkich niedociągnięć kontynuacja Lost Planet jest naprawdę solidną strzelanką. Kilkanaście godzin ładowania ołowiu w ogromnych przeciwników cieszy i pozwala się odprężyć. A to wszystko na w miarę równym, wysokim poziomie. Nie jest to wyrafinowana rozrywka, jednak w tym gatunku nie chodzi o nic innego jak o niepohamowaną radość płynącą z nieustannego strzelania :) Sądzę, iż zadowoleni z gry będą zarówno fani serii (no tak, części pierwszej), jak i gracze chcący po prostu postrzelać.

Zostaw komentarz

Na tapecie
Marvel's Avengers