Recenzja „Marvel’s Avengers”

Avengersi to marka sama w sobie, która szerszą rozpoznawalność zawdzięcza kinowym hitom z ostatnich dziesięciu lat. Nic więc dziwnego, że każdy chce wycisnąć z Mścicieli ile się tylko da, także w branży gier. Licencję od Marvela postanowiło nabyć Square Enix i przygotowało grę o mało oryginalnym tytule „Marvel’s Avengers”, w której wcielić się możemy w ulubionych superbohaterów i po raz kolejny uratować świat, a wcześniej swoje dobre imię.

Przygodę rozpoczynamy jako utalentowana nastolatka, Kamala Khan. Dotarła ona właśnie do San Francisco, gdzie obywa się wydarzenie o nazwie Day-A, na którym Avengersi świętują otwarcie swojej drugiej siedziby oraz chwalą się swoim nowym, potężnym statkiem latającym, Chimerą, zasilanym mocą kryształu Terrigen. Kamala ma więc rzadko spotykaną okazję poznać z bliska swoich idoli, a także szansę na wyróżnienie w konkursie dla rysowników-amatorów za komiks z Avengersami w roli głównej. To właśnie dzięki temu, że jej praca dostała się do finału, otrzymała zaproszenie na Dzień-A. Niestety, wielką chwilę zarówno dla niej, jak i dla Avengersów przerywa pojawienie się Taskmastera, który powoduje niemałe zamieszanie i choć bohaterowie szybko się z nim rozprawiają, konsekwencje tegoż zamieszania są daleko idące. Chimera zostaje zniszczona, tak jak fragment miasta, a tajemnicza substancja obdarza część świadków zdarzenia nadprzyrodzonymi – i niechcianymi przez nich – mocami, nad którymi nie są w stanie zapanować. Cała wina i gniew opinii publicznej za zaistniałą sytuację spada oczywiście na Avengersów, którzy usuwają się w cień. W tym czasie do głosu dochodzi organizacja A.I.M. korzystająca z najnowszej technologii, zobowiązująca się chronić ludność i wyleczyć tych, których po Dniu-A spotkały przykre konsekwencje. Przynajmniej ta się przedstawiają, bo – jak się pewnie domyślacie – intencje mają zgoła inne…

To tak słowem wstępu. Właściwa gra rozpoczyna się pięć lat później po opisanych wyżej wydarzeniach. Cały czas wcielamy się w Kamalę, jednak już nieco odmienioną – nie tylko starszą, ale i… posiadającą moc rozciągania się, niczym guma do żucia. Dziewczyna – która w niedalekiej przyszłości przybierze pseudonim Ms. Marvel (nie mylić z Kapitan Marvel) – postanawia wykorzystać swoje zdolności, by odszukać niegdysiejszych herosów, ponownie ich zjednoczyć i pomóc im przeciwstawić się rosnącej w siłę organizacji A.I.M. Przygoda rozpoczyna się obiecująco, liniowo podążamy do kolejnych celów, ucząc się umiejętności, jakimi dysponuje protagonistka, skacząc po platformach i eliminując napotkanych wrogów. Po dwóch godzinach takiej rozgrywki docieramy ostatecznie do swoistego hub-u, z którego następnie wybieramy kolejne misje fabularne i dodatkowe rozlokowane w różnych zakątkach świata. I tutaj przyjemność z ogrywania trybu singleplayer trochę spada, bo choć kolejne misje poprzedzane są scenkami przerywnikowymi, same zadania mają miejsce w małych, zamkniętych lokacjach, częściowo na zewnątrz, częściowo wewnątrz jakichś budynków czy wrogich baz i polegają na wykonaniu prostych celów, typu obrona danego miejsca przed falami wrogów czy dotarcie do jakiegoś panelu i uruchomienie go. Celów, które bardziej pasują do gry wieloosobowej, kiedy kilku graczy współpracuje ku ich realizacji. I widać, że w zasadzie taki był zamysł twórców, single to taka raczej przystawka do zabawy sieciowej z innymi, poznanie możliwości każdej z sześciu dostępnych postaci, niż epicka, trzymająca w napięciu przygoda, którą zapamiętuje się na długo. Nie zrozumcie mnie jednak źle, bo grało mi się nawet przyjemnie, głównie dzięki systemowi walki, o którym dłużej za chwilę, historia ma swoje momenty, cut-scenki ogląda się nieźle, a starcia z bossami potrafią być efektowne. Z drugiej jednak strony, wkrada się monotonia, głównie za sprawą powtarzalnych lokacji, nawet na zasadzie kopiuj-wklej.

Oprócz wspomnianej Kamali Khan alias Ms. Marvel, w grze sterować możemy pięcioma innymi Avengersami – Iron Manem, Thorem, Kapitanem Ameryką, Hulkiem oraz Czarną Wdową. Na tę chwilę wiadomo, że do gry dodawani będą z upływem czasu kolejni, w najbliższym czasie mają to być Hawkeye oraz Spider-Man. Co ciekawe, twórcy nie skorzystali z licencji filmowej i growi bohaterowie mają nieco inny wygląd niż ci znani z dużego ekranu, mówią innym głosem, jednak zachowali swoje cechy charakteru, potrafią rzucić celną ripostą czy żartem w najmniej oczekiwanym momencie. Nowa bohaterka też da się lubić, o ile przymkniecie oko na jej delikatnie infantylne zachowanie, ale mieszczące się w komiksowej konwencji. Natomiast, jeśli chodzi o starcia to jest bardzo intensywnie, a każda z postaci dysponuje szerokim wachlarzem umiejętności. Oprócz słabego i mocnego ataku, bohaterowie posiadają indywidualne zdolności i ruchy. Iron Man potrafi latać, podobnie zresztą jak Thor, Hulk może się napiąć zwiększając moc swoich ciosów. Ms. Marvel wymachuje swoimi rozciągliwymi ramionami na wszystkie strony, może się powiększyć i wręcz deptać przeciwników, Czarna Wdowa staje się niewidzialna, zaś Kapitan Ameryka rzutem tarczą strąca kilku oponentów na raz. Nie zabrakło również biegania po ścianach, Tony Stark sieje spustoszenie laserami i rakietami, a nordycki bóg piorunów potrafi otworzyć Bifrost, by z pełnym impetem spaść na ziemię i powalić wszystkich w okolicy. To oczywiście nie wszytko, każdy z herosów ma po trzy zdolności specjalne (bohaterskie) aktywowane przyciskami L1, R1 i L1 + R1, do tego każdy z nich można ulepszać w specjalnym drzewku przy awansie na kolejne poziomy. Jest więc różnorodnie, każdą z postaci, mimo że podobnie, steruje się jednak inaczej i na pewno każdy wybierze swojego ulubionego herosa. To, że podczas przechodzenia fabuły co chwilę wcielamy się w kogoś innego, należy zaliczyć jak najbardziej in plus.

Po skończeniu historii, do wyboru mamy kilkadziesiąt innych misji i wyzwań do zaliczenia, które możemy nadal przechodzić sami – z kompanami sterowanymi przez sztuczną inteligencję – lub z innymi graczami, maksymalnie do trzech jednocześnie. W multi gra się przyjemnie, szczególnie, jeśli zadanie ma cel polegający typowo na współpracy. Wtedy warto mieć już wybranego swojego ulubionego herosa i ulepszyć jego zdolności do maksimum. Żeby się wyróżnić, twórcy przygotowali szereg kostiumów, zmieniać i ulepszać można też elementy wyposażenia, co wpływa na pewne atuty (mocniejszy atak etc.) lub dodaje pewne odporności. Elementy te masowo wypadają ze skrzynek, czasem lepiej ukrytych, dostępnych po wykonaniu prostej łamigłówki, można je też kupować za zdobywane kredyty. Do ulepszeń z kolei potrzebne są zasoby, również znajdowane w pojemnikach czy pozyskiwane z rozkładanego wyposażenia. Możliwości kustomizacji jest więc sporo, choć powiem szczerze, że w pierwszym kontakcie inwentarz jest dość nieczytelny, trudno się w nim połapać, a sprzętu wypada na tyle dużo, że nie wiadomo, co może być przydatne, a czego się pozbyć. Na szczęście, kampanię da się ukończyć bez zbędnego grzebania w ekwipunku, a jedynie koncentrując się na walce. Zabawę w strojenie i szukanie rzadkich elementów ekwipunku, zapewniających najlepsze premie do statystyk i dostosowane do danego zadania, można zostawić tym, którzy chcą z grą pobawić się trochę dłużej.

Graficznie gra wygląda ładnie, choć nieco sterylnie i pusto. Do dyspozycji mamy pięć regionów – zaśnieżoną tundrę, tereny na północnym-zachodzie Stanów Zjednoczonych, skandynawskie góry, puskowia Utah oraz nowojorski Manhattan, a także pochodzić możemy po pokładzie Chimery i wziąć udział w symulatorach walki. Czasem biegamy po pustyni czy po śniegu, jednak najczęściej szybko wskakujemy do środka jakiegoś ośrodka szkoleniowego, budynku czy laboratorium i przebijamy się przez kolejne, podobnie wyglądające pomieszczenia. Szału więc nie ma, choć niektóre skryptowane akcje potrafią zrobić wrażenie. Modele postaci czy przeciwników (ludzi, robotów) prezentują się bardzo dobrze, tak samo się ruszają, animacja też jest płynna. W modelach naszych herosów nie zabrakło dbałości o szczegóły. Wielki minus natomiast za czasy ładowania, poziomy potrafią ładować się 20 – 30 sekund, co jest czasem zdecydowaniem zbyt długim. Rodzimy wydawca zadbał o pełną lokalizację i polskie głosy brzmią w porządku.

Podsumowanie

Marvel’s Avengers to na pewno gra dla fanów uniwersum, ci powinni bawić się dobrze nawet, jeśli postanowią przejść wyłącznie dwunastogodzinną kampanię. Z pewnością sam fakt wcielenia się w ulubionych bohaterów, połączony z niezłą walką, powinien wystarczyć, a późniejsza współpraca z innymi graczami w misjach dodatkowych może przedłużyć frajdę, nawet biorąc pod uwagę pewną powtarzalność lokacji czy te przedługie loadingi. Pozostali muszą odpowiedzieć sobie na pytanie, czy chcą wydać ponad 200 zł na grę w stylu Anthem / Destiny, bo dla nich kampania będzie tylko swoistym wprowadzeniem, samouczkiem przed daniem głównym w postaci kooperacyjnej rozgrywki sieciowej, z rozwijaniem umiejętności poszczególnych bohaterów, dobieraniem wyposażenia itd. W ogólnym rozrachunku, na pewno gra mogłaby być trochę lepsza, przede wszystkim zaoferować kampanię fabularną z prawdziwego zdarzenia, ale mimo jej mankamentów superbohaterski klimat jest odczuwalny, a gra z każdym kolejnym miesiącem będzie coraz lepsza i większa. Na razie growi Avengersi zasługują na czwórkę w szkolnej skali ocen.

Zostaw komentarz