Recenzja „Mass Effect 3”

Wojna z Reaperami rozgorzała na dobre, a jedyną nadzieją ludzkości jest komandor Shepard. Czy warto udać się wraz z na pokład Normandy ten ostatni raz? Z całą pewnością tak. Mass Effect 3 to kolos, zarówno pod względem graficznym, jak i fabularnym. Niestety, to również jedna z tych gier, która jest skierowana tylko i wyłącznie do fanów serii – osoby, które będą chciały po raz pierwszy podejść do przygód Sheparda, srodze się zawiodą, bo nie będą w stanie zrozumieć nawet rozmów między członkami drużyny. Odniesienia do poprzednich części serii są jednak nieuniknione – historia Mass Effecta to w końcu zamknięta całość, a stałe przypominanie graczom o tym, co działo się w poprzednich grach mijałoby się z celem. Szczególnie, gdy historia chyli się ku końcowi.

Od strony fabularnej, Mass Effect 3 nie zawiedzie fanów. Pomimo straty Drewa Karpyshyna, głównego scenarzysty gry, ekipa BioWare poradziła sobie fenomenalnie. Wybory stojące przed Shepardem zawsze mają swoją drugą stronę, więc często będzie się zdarzać, że coś, co może być dobre dla jednej rasy, oznacza koniec drugiej. To niesamowite, jak BioWare potrafi wciągnąć gracza w te decyzje i związać go emocjonalnie z wirtualnymi postaciami. Sam złapałem się kilka razy na tym żeby nie poświęcać jednego z ulubionych NPCów tylko dlatego, że darzyłem go sympatią. I tylko i wyłącznie w mojej gestii leżało czy pozwolę mu zginąć, by uratować kilkanaście innych osób, czy uratować go i żyć z ciężarem śmierci całych rodzin. Takich wyborów w Mass Effect 3 jest zresztą dużo więcej – w końcu to Shepard ma zjednoczyć całą Galaktykę przeciwko Reaperom. Bez względu na koszty.

Jeżeli chodzi o rozgrywkę, Mass Effect 3 nie ma się czego wstydzić. Akcja stoi na poziomie równie wysokim, co sztandarowe tytuły TPP. Shepard nauczył się skakać na boki z gracją Marcusa Fenixa i walić omni-ostrzem swoich wrogów po dziobach z werwą, jaką posiadają jedynie bohaterowie Final Fantasy. Część osób może z tego powodu narzekać, ale nie ma powodów do obaw: jeżeli wolicie bardziej klasyczne podejście do gry, BioWare daje Wam taką możliwość. Wystarczy pokombinować tylko z opcjami gry – możliwe jest nawet całkowite wyłączenie dialogów (przez co Mass Effect 3 przypomina bardziej Modern Warfare 3, tyle że blisko 8 razy dłuższe)!

Zmiany nie ominęły również podnoszenia poziomu Sheparda. Wszystko zostało spłycone do kilku drzewek odpowiedzialnych za poszczególne moce naszego bohatera, a ponadto dostaliśmy szansę na noszenie ze sobą jedną z wielu ulepszonych przez nas ręcznie, broni. Proste w obsłudze, nietrudne do ogarnięcia i pozwalające na szybką modyfikację – to, czego gracze potrzebowali najbardziej. Mass Effect 3, pomimo tego, że przeznaczona jedynie dla fanów, jest najbardziej dostępnym dla graczy tytułem z serii.

Oprócz kampanii, przyjdzie nam również zmierzyć się z nowym trybem multiplayer, który BioWare postanowiło zainstalować w Mass Effect 3. Jest nim tryb kooperacji dla czterech osób maksymalnie, w którym będziemy bawić się w trybie survival, walcząc z kolejnymi falami wrogów. Pomimo mojego sceptycyzmu do tego trybu, siedzę już w nim od kilkunastu godzin! Jest niezwykle rozbudowany, pozwalając na stworzenie własnego bohatera dla multiplayerowej rozgrywki i odblokowywaniu tysięcy różnych rzeczy: od pistoletów i karabinów, po ulepszenia do zbroi, nowe kolory, wzory, aż wreszcie rasy i tymczasowe boostery. Poza tym, rozgrywka jest szybka, efektowna i będzie jedną z rzeczy, która przytrzyma przy sobie łowców trofeów. No i pomaga w kampanii w walce z Reaperami…

Od strony audio-wizualnej, Mass Effect 3 to bomba. Dubbing stoi na równie wysokim, o ile nie wyższym, poziomie co seria Uncharted. Tysiące linii dialogowych i kilkudziesięciu aktorów, wśród których warto wymienić nazwiska chociażby Martina Sheena czy Setha Greena – wszystko to na najwyższym, hollywoodzkim wręcz, poziomie. Równie dobrze radzi sobie pompatyczna muzyka, odpowiednio dostosowana do akcji oraz odgłosy kosmicznych karabinów, z których przyjdzie nam strzelać.

Graficznie, Mass Effect 3 zdążył się odrobinę zestarzeć, ale nadal trzyma poziom. Z silnika gry wyciśnięto wszystkie soki, dzięki czemu walka, którą oglądamy na horyzoncie wydaje się żywa i niebezpiecznie bliska, dając nam uczucie brania udziału w prawdziwej, kosmicznej wojnie. Niestety, z bliska całość już tak pięknie nie wygląda. Modele postaci często są rozpikselowane, a niemal każda ściana w grze cierpi na tę samą chorobę. Ciężko jednak się temu dziwić – Mass Effect 3 jest kolosalny pod każdym innym względem, a obecna generacja konsol więcej na swoje barki nie mogłaby wziąć – wystarczy spojrzeć na kilka niedawnych wielkich tytułów, by się o tym przekonać.

Podsumowanie

Podsumowując, Mass Effect 3 to wspaniała przygoda, pełna niezwykłych zwrotów akcji, świetnego voice-actingu i niezłej grafiki. Fani multiplayera odnajdą siebie również na kilka dodatkowych godzin w trybie sieciowym, dostosowanym do dzisiejszych standardów. Całość to jedna z najlepszych gier obecnej generacji konsol. I chociaż posiadacze PS3 są do tyłu z pierwszą częścią serii, tak dwójka i trójka powinny stać na półeczce tuż obok serii Uncharted. Nie znać Sheparda to po prostu grzech w świecie gier wideo.

Zostaw komentarz