Recenzja „Mortal Kombat”

Pamiętam te czasy, kiedy jeszcze jako nastoletni chłopak – a było to parę ładnych lat temu – wyciągałem od rodziców złotówki, aby kupić żetony w salonie gier. Jedną z najbardziej obleganą przeze mnie maszyną była właśnie ta z dwuwymiarowym Mortal Kombat. Nawet jak była zajęta, lubiłem stanąć w tłumie innych graczy i obserwować jak ktoś inny jako Scorpion, Sub-Zero czy Raiden wykonuje combosy a walkę kończy brutalnym Fatality. Kiedy dostałem w swoje ręce najnowszego Mortala, chciałem, aby te fajne i beztroskie momenty dzieciństwa wróciły choć na chwilę. I wiecie co? Wróciły i to nawet z dwojoną siłą!

Nowy Mortal Kombat jest bowiem kwintesencją tego, co oferowały najlepsze części serii, tyle że w sposób zgrabny i estetyczny przeniesiony w trójwymiarową oprawę. Są więc starzy i znani wojownicy z charakterystycznymi dla siebie ciosami, znane plansze oraz tryby ze świetnym trybem fabularnym oraz tzw. wieżą wyzwań. Całość tworzy naprawdę świetną bijatykę, i – co ważne – nieadresowaną wyłącznie do fanów serii, ale również dla graczy, którzy dopiero zaczną swoją przygodę zarówno ze Smoczą Serią jak i gatunkiem w ogóle. Czas rozpocząć turniej.

A zaczniemy od tego, co w grze tego rodzaju najważniejsze, czyli od postaci. Do wyboru jest około trzydzieści najbardziej charakterystycznych postaci (pomijając trójkę wymienioną w pierwszych akapicie, można nadmienić chociażby Kabala, Reptile’a, Liu Kanga, Sonię oaz wielu innych), do tego dochodzą postacie niegrywalne (Shao Khan czy Goro) oraz ekskluzywnie dla posiadaczy konsoli Playstation 3 Kratos z God of War III z najbardziej charakterystycznymi dla siebie atakami, jak strzelanie z łuku Apolla czy oślepianiem wyrwaną głową Heliosa – bo o atakach ostrzami chyba nie muszę wspominać? Postać boga wojny w ogóle wygląda jak żywcem przeniesiona z gry od Santa Monica Studios i świetnie wpasowuje się w klimat gry. Inne postaci nie ustępują jednak bohaterowi Sony na krok i również wykorzystują swoje umiejętności specjalne. Sub-Zero zamraża wrogów, Scorpion łapie ich swoim łańcuchem, Sonia popisuje się swoimi zdolnościami akrobatycznymi, Reptile pluje zabójczym jadem, Raiden razi piorunami, Kung Lao rzuca ostrym jak brzytwa kapeluszem, Kitana natomiast ciska równie niebezpiecznymi wachlarzami, i tak dalej, i tak dalej… A to tylko jedne z ataków specjalnych jakimi dysponuje każda z postaci, a do tego dochodzi jeszcze spora liczba ciosów zwykłych, które można łączyć w zabójcze kombinacje i – co oczywiste – u każdego z zawodników kopniak czy cios pięścią wygląda inaczej, a są jeszcze przecież bloki, ataki w powietrzu czy kucane. Daje to w sumie tysiące ataków jakimi dysponują wszystkie postacie, dzięki czemu gracz ma naprawdę spore możliwości wyboru w stylu walki, jaki mu najbardziej odpowiada. A to jeszcze nie koniec, gdyż autorzy wprowadzili pasek, który pozwala na zwiększenie mocy ataków specjalnych (np. zamiast lodowej kuli, Sub-Zero wypuszcza lodowy bicz) oraz zastosowanie tak zwanego Breakera, czyli bloku pozwalającego na przerwanie combosa, którego próbuje uskutecznić przeciwnik. Najlepsze jednak zostawiłem na koniec. Maksymalne naładowanie paska (ładuje się go podczas używania specjali, ale również wtedy, kiedy zbiera się razy od przeciwnika) pozwala na odpalenie najpotężniejszego z dostępnych ataków, czyli ataku X-Ray, wyglądającego u każdej postaci inaczej. Sekwencja ciosów zadawana jest wtedy w spowolnionym tempie, a postać, która otrzymuje obrażenia, jest prześwietlona, niczym na badaniu rentgenowskim, dzięki czemu widać a dużym przybliżeniu łamiące się karki, przebijane mięśnie czy roztrzaskiwaną czaszkę. Żeby jednak nie zmyliło was pierwsze wrażenie, mimo że taki atak dla normalnego człowieka zakończyłby jego żywot na tym padole, postacie są bardziej odporne i jedynymi skutkami są utrata ok. 20% paska życia oraz świetne wrażenie wizualne, które u bardziej wrażliwych osób może spowodować nawet konieczność zamknięcia oczu, gdyż wszystko jest skąpane oczywiście w fontannie krwi. W każdym razie, jest to świetny patent wpasowujący się w konwencję gry i jeszcze bardziej zwiększający poziom brutalności, który i bez tego jest wysoki. A do tego, szkielety postaci odwzorowano z dużą dbałością szczegóły, uwzględniając budowę ciała, a nawet uzębienie (np. charakterystyczne zęby-szpony u Mileeny). Walkę skończyć można natomiast morderczym Fatality, również innym dla każdej postaci, są też dostępne tzw. Stage Fatalities, czyli wykończenia, przy których znaczenie ma arena potyczki (np. wrzucenie przeciwnika na kolce, pod pędzący samochód/pociąg lub do żrącego kwasu, z którego na powierzchnię wypływa jedynie szkielet). Wszystko oczywiście pokazane jest z dużą dozą brutalności. Jako dodatek, autorzy wrzucili również (obecne już w poprzednich częściach) Babality, czyli zamienienie pokonanego przeciwnika w jego niemowlęcą formę – niektóre z bobasów wyglądają naprawdę uroczo. Nie, ich już wykończyć się nie da.

Ogólnie rzecz biorąc, system walki – poprzez zastosowania podobnych mechanizmów – jest bardzo zbliżony do tego, który występował w pierwszych i najlepszych odsłonach serii i widać, że autorom bardzo na tym zależało. Jeśli więc jesteście fanami Mortala i obawialiście się właśnie o system walki, uspokajam was – odnajdziecie się w nim jak ryba w wodzie i za to należą się deweloperowi ogromne brawa.

Walki toczyć można w kilku trybach. Najbardziej znanym i klasycznym jest drabinka, czyli walka z kolejnymi przeciwnikami, aż po potężnego Shao Khana na samym szczycie. Dzięki temu, odblokowuje się specjalny filmik – inny dla każdej z postaci – ukazujący jego krótką historię oraz inne bonusy związane z postacią. W drabince walczyć można również parami, czyli dwóch na dwóch. Jest to o tyle ciekawe, że zmiana postaci następuje poprzez wciśnięcie zaledwie jednego przycisku i odbywa się w locie, można też łączyć kombinacje – np. jedna postać wyrzuca przeciwnika w powietrze, a druga zadaje mu kolejne ciosy zanim spadnie na ziemię. Nic oczywiście nie stoi na przeszkodzie stoczenia jednorazowego pojedynku ze znajomym lub znajomymi, jak również walki przez sieć – rankingowej lub nierankingowej, tworzyć można również pokoje, w których szuka się przeciwnika do walki jak i toczy rozmowy z innymi graczami. Są też tryby dodatkowe. Test Your Might/Strike polega na dowolnym naciskaniu czterech klawiszy w celu naładowania paska, a gdy ten osiągnie odpowiedni pułap, trzeba wcisnąć L2 lub R2, aby postać jednym ciosem przełamała leżący przed nią materiał (zaczynając od drewnianej deski, a na złocie, metalu czy diamencie kończąc). Test Your Sight to natomiast gra polegająca na odgadnięciu, pod którym kubkiem ukryty jest fant. Wraz z postępem, szybkość mieszania jak i ilość kubków wzrasta, przez co coraz trudniej jest dostrzec, gdzie znajduje się poszukiwany przedmiot. A, przepraszam: zamiast kubków są oczywiście ludzkie czaszki, natomiast za fant robi mózg lub gałka oczna. Ostatni tryb dodatkowy to Test Your Luck, czyli walka, przed którą losowany jest (na jednorękim bandycie) zarówno przeciwnik jak i pewne utrudnienia, które dotkną gracza – np. niemożność blokowania, skakania, ale również bardziej drastyczne, jak np. walka bez rąk/głowy czy np. magnetyczna podłoga, która unieruchamia gracza niebędącego akurat w powietrzu.

Najbardziej rozbudowane tryby to jednak tryb fabularny oraz wieża wyzwań, które są zarazem nowością w serii. Ten pierwszy to z pewnością spełnienie marzeń wszystkich fanów serii, gdyż autorzy wyreżyserowali kilka godzin cut-scenek ze wszystkimi postaciami, a pomiędzy nimi gracz toczy walki wcielając się w różne postaci, zależnie od momentu historii. A ta, oprócz wątku przewodniego, czyli walki pomiędzy dwoma światami, zawiera wiele wątków pobocznych, przedstawiających m. in. konflikty znanych postaci (np. Sub-Zero i Scorpiona) czy przemian niektórych z nich (np. Cyraxa). A co warto nadmienić, mimo że od strony rozgrywki – jak już wspomniałem – całość opiera się na toczeniu kolejnych walk (czasem jeden na dwóch), historia jest na tyle ciekawa, że ciężko się od niej oderwać i aż chce się poznać dalsze losy postaci. A to już naprawdę spore osiągnięcie, zważając na gatunek do jakiego przynależy Mortal Kombat.

Drugi ciekawy tryb to wieża wyzwań, w której autorzy zawarli trzysta przeróżnych zadań, od zwykłego pokonania przeciwnika, poprzez wygranie pojedynku bez otrzymania ani jednego ciosu, niemożności używania bloków czy ciosów specjalnych, zadanie przeciwnikowi określonej ilości ciosów w konkretne części ciała czy walkę z różnymi utrudnieniami, jak np. magnetyczna podłoga czy spadające z nieba komety, aż po walkę bez kończyn (dosłownie, np. bez rąk, głowy…) czy pokonanie jednym zawodnikiem trzech wielorękich postaci (Sheevy, Goro oraz Kintaro). Jedne z nich są bardziej wymagające, inne mniej, ale wszystkie są pomysłowe i w większości niepowtarzające się, a przejście tych trudniejszych dostarcza zarówno trochę frustracji jak i satysfakcji.

Poza trybami rozgrywki, odwiedzić można jeszcze dwa miejsca – kryptę oraz Nekropolis. W tym pierwszym, za pieniądze zdobywanie podczas gry, kupić można różne bonusy, które autorzy umieścili w czterech obszarach krypty. I to umieścili w sposób dość oryginalny, gdyż poruszając się po dostępnym terenie, nagrody wręcz wyrywa się ze zwłok pływających na powierzchni wody czy wiszących na drzewach z zaciśniętą na szyi pętlą. Nekropolis z kolei to lokacja, gdzie podejrzeć można zebrane w krypcie bonusy (m. in. artworki, szkice koncepcyjne etc.) oraz zapoznać się z modelem każdej z postaci dostępnej w grze, z ich statystykami czy opisem.

Od strony graficznej jest nieźle, może nowy Mortal nie wypala gałek ocznych, ale z pewnością w nie nie kłuje. Zarówno modele postaci, jak i kilkudziesięciu dostępnych lokacji, które do tego mają w tle ruchome obiekty, są dość szczegółowe i widać, że autorzy chcieli przede wszystkim zrobić ukłon w stronę fanów serii, jak najdokładniej odwzorowując popularnych wojowników i przenosząc w trójwymiar najbardziej charakterystyczne lokacje. Do tego ataki wyglądają widowiskowo, animacja jest płynna, krew się leje, zaś wykonanie wykończeń to jedne z najbardziej brutalnych scen, jakie mogliśmy oglądać w grach. Muzyka – choć występuje głównie w menusach – pasuje jak najbardziej do konwencji, zaś słynnego Finish him słucha się z sentymentem.

Autorom udało stworzyć się grę, która skierowana jest nie tylko dla wiernych fanów serii, ale również do pozostałych graczy, nawet tych, którzy z gatunkiem nie obcują na co dzień. A niech najlepszym tego przykładem będzie moja dziewczyna, która w nowego Mortala się zagrywała i z przyjemnością przechodziła kolejne wyzwania, nawet takie, z którymi ja nie mogłem sobie pora… ciii! Mortal Kombat stanowi świetne połączenie starej konwencji w nowych szatach i zdecydowanie go polecam. Fight!

Zostaw komentarz

Na tapecie
Star Wars Jedi: Upadły zakon