Recenzja „Mortal Kombat X”

Mortal Kombat wydany w 2011 roku był sporym zaskoczeniem. Zaskoczeniem pozytywnym, bo studiu NetherRealm udało się przywrócić jedną z najlepszych serii bijatyk z powrotem na tron.

Fani serii i gatunku byli zachwyceni mogąc toczyć pojedynki Scorpionem i Sub-Zero w wysokiej rozdzielczości, łamać kości w efektowny sposób w nowym trybie X-Ray czy poznawać historię wojowników w potrafiącym zaciekawić trybie fabularnym. Po czterech latach od premiery tamtej odsłony – i wydaniu w międzyczasie Injustice: Gods Among Us – Ed Boon i spółka przygotowali kolejnego, jubileuszowego Mortala. Czy wojownicy utrzymali formę?

Tak, wojownicy nadal są w formie i palą się do walki, a Mortal Kombat X jest równie dobry co poprzednik. Starą gwardię zasiliła młoda krew, czyli potomkowie znanych, ziemskich wojowników. Walczyć możemy córką Johnny’ego Cage’a oraz Sonyi – Cassie Cage, a także Jacqueline Briggs, córką Jaxa, Takashi Takedą, synem Kenshiego oraz Kung Jinem, potomkiem Kung Lao. Mam jednak wrażenie, że postacie te zostały dodane na potrzeby trybu fabularnego, gdyż nie ma kolosalnej różnicy pomiędzy nimi a ich rodzicami. Owszem, posiadają one unikalne ruchy i ataki, ale nie są to na pewno postacie tak wyraziste jak większość tych już obecnych serii. W przypadku nowych sił z Pozaświata jest już nieco lepiej, a każdy z pozaziemskich wojowników jest na swój sposób unikalny. Kotal Kahn to potężny wojownik i honorowy wódz, a jego prawa ręka, D’Vorah, jako kobieta-insekt kąsa w sposób bezwzględny wszystkich wrogów. Jest jeszcze rewolwerowiec Erron Black oraz duet – sporych rozmiarów Torr dosiadany i sterowany przez drobniutką Ferrę. Ten kwartet prezentuje się na pewno bardziej różnorodnie od młodziutkich mieszkańców Ziemi. Obok nowych bohaterów, znaleźć można także starych i lubianych – wymienić trzeba choćby wspomnianych już Scorpiona i Sub-Zero, a także Raidena, Mileenę, Kano czy Reptile’a. Ogólnie wszystkich wojowników jest 24, a kolejnych będzie można pobrać z PlayStation Store, oczywiście za opłatą. Już teraz, jeśli zamówiliście grę przed premierą, walczyć można jako Goro, a w kolejce czekają m. in. Tanya czy… Predator. Co więcej, w trybie fabularnym walczymy z postaciami, których nie ma na liście wojowników do wyboru i też zapewne będzie można ich dokupić, pomimo tego, że ich modele i ruchy są już obecne w kodzie gry. Do takich postaci zaliczają się Rain, Sindel oraz Baraka. Akurat takie rozwiązanie należy uznać za naprawdę słabe…

Starcia w nowym Mortalu są emocjonujące i dynamiczne. Każda postać wyposażona jest w zestaw ciosów zwykłych, specjalnych, chwytów, bloków i oczywiście X-Raya oraz ciosy kończące – Fatality oraz Brutality. Co będzie złą informacją dla starych wyjadaczy w poprzedniej części serii, przemodelowaniu uległy ruchy występujących w grze z 2011 roku wojowników i trzeba się ich w jakimś stopniu uczyć na nowo, nie zmienia to jednak tego, że system walki sprawia masę frajdy i powoduje uczucie satysfakcji po wygranych pojedynkach. Z nowości podczas starć wymienić można interakcję z elementami otoczenia po wciśnięciu R1 – np. rzucenie beczką czy przeskoczenie nad przeciwnikiem odbijając się od drzewa – ale jest to ograniczone przez odnawiający się pasek staminy.

Dość duża zmiana – przynajmniej na pierwszy rzut oka – została zaimplementowana w momencie wyboru postaci, gdyż każda z nich posiada trzy warianty, które różnią się wyprowadzanymi ciosami. Aby to zobrazować – Scorpion do walki może wykorzystywać miecze lub moc ognia, Raiden może się teleportować lub otrzymać mocniejsze ataki piorunami, zaś Reptile może się lepiej kamufllować kosztem mocniejszych ataków zatruwających. Takie rozwiązanie na pewno zapewnia pewną różnorodność i o ile w samotnej rozgrywce nie ma aż takiego wielkiego znaczenia, bo warianty postaci różnią się zaledwie kilkoma ciosami, tak w przypadku starć sieciowych czy turniejowych odpowiednio dobrany styl walki w stosunku do strategii wybranej przez przeciwnika może zadecydować o zwycięstwie.

Starcia można toczyć w całym wachlarzu trybów. Głównym trybem rozgrywki dla pojedynczego gracza jest ten fabularny. Podczas jego rozgrywania oglądamy bardzo dobrze wyreżyserowane i zrealizowane scenki, które płynnie przechodzą w walki pomiędzy bohaterami jakie stoczyć musimy my. Dodatkowo, od oglądania odrywani jesteśmy także sekwencjami QTE, ale też on są dobrze wplecione w wydarzenia na ekranie. Historia opowiedziana w Mortal Kombat X ma miejsce jakiś czas po tej z poprzedniej części. Shao Kahn został pokonany, ale mieszkańcy Ziemi muszą zmierzyć się z kolejnym niebezpieczeństwem, które tym razem grozi ze strony Quan Chi pragnącego przyzwać do realnego świata Shinnoka, boga z Czeluści. W międzyczasie w Pozaświecie – gdzie władze sprawuje Kotal Kahn – dochodzi do przewrotu zapoczątkowanego przez Milennę, która chciałaby przejąć władzę. Tryb fabularny pozwala na poznanie wszystkich bohaterów występujących z „dziesiątce”, a autorzy bardzo umiejętnie wprowadzili do uniwersum gry wszystkich nowych wojowników.

Kiedy ukończymy już tryb fabularny, ścierać się można w kilku wariacjach wież – standardowej, ale także takiej ze zmieniającymi się wyzwaniami lub modyfikatorami przed każdą walką (np. losowe rażenie prądem czy większa ilość zdrowia). Tak jak poprzednio, można pobawić się w rozbijanie bloków z coraz to trwalszych materiałów. W sieci również nie zabrakło kilku rodzajów pojedynków (jak choćby walczenie z oponentami bez regeneracji zdrowia pomiędzy walkami), wież, a matchmaking jest dobry i nie miałem większych problemów ze znalezieniem internetowego oponenta. Co trzeba podkreślić, wygrane starcia to nie tylko punkty dla nas, ale także dla jednej z pięciu frakcji, którą wybieramy na początku rozgrywki, co powoduje, że rywalizacja z indywidualnej przenosi się na płaszczyznę klanową. Oczywiście, poszczególne frakcje oznaczają też specjalne wyzwania czy tryby zabawy, w którym np. musimy bić się z nieśmiertelnym przeciwnikiem w celu zadania mu jak największych obrażeń. Trybów zabawy jest więc całe mnóstwo, ale i tak najważniejsze są rankingowe starcia 1 v 1, które potrafią dostarczyć dużo emocji. Niestety, autorzy postanowili wyciąć walkę 2 v 2, podczas której można było przełączać się pomiędzy zawodnikami.

Powróciła także Krypta, która tym razem jest swoistą grą w grze. Przemierzamy cmentarze i krypty z widoku z pierwszej osoby, otwieramy bramy i szukamy kluczy, a wszystko po to, aby w porozstawianych nagrobkach odblokowywać poukrywane w nich nagrody, np. nowe ciosy Fatality dla poszczególnych postaci. Oczywiście, nic nie jest za darmo i nagrody odblokowujemy za zebraną podczas rozgrywki wirtualną kasę. Dla urozmaicenia zwiedzania mrocznych grobowców, co jakiś czas wyskoczy na nas agresywne stworzenie, które musimy odpędzić odpowiednio szybko wciskając wskazany na ekranie przycisk.

Graficznie gra zrobiła postęp, postacie są lepiej animowane i modelowane, a wszelkie ataki specjalne wyglądają bardzo widowiskowo. Najbardziej widowiskowe są jednak cały czas ataki X-Ray, podczas których oglądać możemy łamanie kości, czaszek, przebijanie postaci na wylot czy masakrowanie ich organów wewnętrznych. Nie muszę chyba pisać, że krew leje się na lewo i prawo, a „prześwietlenia” są naprawdę brutalne – ale to jest Mortal Kombat, nie może być inaczej. Przy okazji plus dla polskiej lokalizacji, która jest bardzo dobra, przede wszystkim, jeśli chodzi o tłumaczenia ciosów.

Podsumowanie

Mortal Kombat X nie zawiódł i nie ma się czego wstydzić przed swoim poprzednikiem. Walki są soczyste, ataki X-Ray oraz Fatality bardzo brutalne, a duch serii został zachowany. Zabrakło mi jedynie kilku starych, wyrazistych postaci, które zostały zastąpione młodym narybkiem. Jeśli jesteście fanami gatunku to powinniście zapoznać się z nowym Mortalem, szczególnie, że konkurencja nie kwapi się do przeskoku na nową generację.

Ogrywaliśmy wersję na PlayStation 4. Wersja na PS3 zostanie wydana później.

Zostaw komentarz

Na tapecie
A Plague Tale: Innocence