Recenzja „Need for Speed Shift”

Nie ma co ukrywać, że po udanych Undergroundach i niezłym Most Wanted, seria Need for Speed traciła w oczach graczy a każde kolejne części nic nie wnosiły do gatunku, posiadały bardzo toporny model jazdy, a sama możliwość wmontowania nitro nie miała szans wyprowadzić serii na szczyt. Serii, którą zaczęto nazywać tasiemcem od EA, wydawanym tylko po to, aby zarobić mnóstwo zielonych na znanej marce, nie wychodząc przy tym naprzeciw oczekiwaniom graczy – bo warto zaznaczyć, że sprzedaż gry cały czas utrzymywała się na wysokim poziomie. Jednak w końcu w tym roku Elektronicy postanowili odświeżyć markę, wprowadzając ją na zupełnie inne tory. I to dosłownie! Już pierwsze zapowiedzi gry z pewnością zaskoczyły graczy, ponieważ z miejskich ulic, wyścigi miały przenieść się na tory wyścigowe, a gra miała bardzo poważnie potraktować temat wyścigów jako takich. Jak zapowiedzi przekładają się na rzeczywistość?

Już po pierwszym uruchomieniu gry i wciśnięciu pedału gazu widać, że deweloper dużo czasu popracował nad modelem jazdy. Auta są cięższe przez co model jazdy jest bardziej realistyczny niż zręcznościowy, jak miało to miejsce w poprzednich częściach gry. Osiągi auta też odgrywają ważną rolę, jedne pojazdy są szybsze, inne bardziej zwrotne, każde prowadzi się inaczej. Przeciwnicy z kolei na torze zachowują się bardziej agresywnie, którzy blokują zarówna gracza jak i siebie nawzajem, starają się wyprzedzać poprzez wykonywanie agresywnych manewrów i nie zawsze wszystko im wychodzi – nie raz widać jak samochód ląduje poza torem. Ważne przede wszystkim, że pojazdy nie jadą po sznurku (vide Gran Turismo 5: Prologue) a zachowują się adekwatnie do sytuacji, dlatego też każdy wyścig jest inny i walka na torze nie ustaje. Właśnie ten element nieustannej walki + dopracowany model jazdy stanowią dla serii spory krok do przodu.

Czas jednak skupić się na tym co sama gra oferuje, a oferuje naprawdę sporo. Już sama ilość tras stanowi niemałą ilość, bo jest ich osiemnaście, z różnymi wariacjami – od bardzo dobrze znanych torów wyścigowych (Silverstone) po ulice Londynu. Jeśli chodzi o maszyny to też jest w czym przebierać – do garażu wstawić można bowiem kilkadziesiąt fur najbardziej znanych producentów z Europy, Japonii i Stanów Zjednoczonych, z najdroższym samochodem świata – Bugatti Veyronem – na czele. Każdy z samochodów można dodatkowo tunningować, zmieniając choćby jego masę, rozstaw osi czy dodając nitro – to jednak wygląda trochę inaczej niż jesteśmy przyzwyczajeni, nie ma już niebieskich płomieni i rozmazanego ekranu. Autorzy zapewnili też tunning dla prawdziwych maniaków motoryzacji, gdzie ręcznie można zmodyfikować każdą część pojazdu, posługując się suwakami, wykresami… Trzymałem się od tego z daleka ;) Oczywiście, aby dokonywać tych wszystkich cudów, trzeba mieć za co. Kasę zdobywa się przede wszystkim za wygrywanie w wyścigach (w trybie kariery i online), a na wysokość wypłaty wpływ ma pozycja na podium oraz styl jazdy, oceniany na podstawie zdobytych w danym wyścigu punktów. Punkty te zdobywa się za wykonywanie dwóch rodzajów manewrów – precyzyjnych oraz agresywnych. Do precyzyjnych należy np. bezkolizyjne wyprzedzanie przeciwników czy łagodne pokonywanie zakrętów, z kolei do agresywnych zalicza się obijanie innych przy wyprzedzaniu, osiąganie dużych prędkości czy driftowanie. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby być zarówno agresorem jak i perfekcjonistą, choć gra pod koniec przejazdu informuje, który styl jazdy przeważał. Dodatkowo, w trybie kariery po wyścigu przyznawane są gwiazdki, które pozwalają odblokowywać kolejne zawody.

Jak już pewnie wywnioskowaliście, główną oś trybu dla jednego gracza stanowi kariera. Mechanizm w tym przypadku jest standardowy – zaczynasz w niedrogiej furce, aby – poprzez wygrywanie kolejnych zawodów – piąć się coraz wyżej (co wiąże się również z bardziej wymagającymi przeciwnikami), aż w końcu sięgnąć po tytuł mistrzowski. Rodzajów zawodów jest z kolei kilka – zwykły wyścig, jazda na czas, gdzie liczy się najszybciej przejechane okrążenie, drift (cholernie trudny!), oraz bardziej egzotyczne: rywalizacja producentów, gdzie na trasie jedzie kilka takich samych fur, i pojedynek samochodów, czyli walka jeden na jeden (ty kontra komputer). Walka ta przypomina starcie z gier z gatunku bijatyk, gdzie do zwycięstwa potrzebne są dwie wygrane rundy – tutaj jest dokładnie tak samo.

A dla znudzonych robieniem kariery, zawsze pozostaje sieć, gdzie ścigać się można w maksymalnie w ośmiu graczy bez żadnych lagów (przynajmniej ja ich nie uświadczyłem).

Na koniec pozostaje kwestia wizualiów. Screeny pokazane przed premierą gry wyglądały naprawdę fenomenalnie. I mimo że gra nie wygląda aż tak dobrze, praktycznie nie ma się i tak do czego przyczepić. Na szczególne uznanie zasługuje sposób wymodelowania pojazdów, które nie tylko wyglądają świetnie z zewnątrz, ale również w środku. W środku? To wstyd, że do tej pory nie wspomniałem o widoku FPP (z oczu kierowcy), który dostępny jest dla każdego samochodu! Uaktywnienie trybu FPP potęguje doznania płynące z jazdy, a wygląd wszystkich wskaźników i przycisków na kokpicie przyprawia o zachwyt – szczególnie, że te pierwsze cały czas są ruchome, do tego kokpit po tunningu zmienia wygląd, dochodzi jeszcze więcej elementów! Przy prędkości ponad dwustu kilometrów na godzinę można zapomnieć, że dzierży się pada w ręku i poczuć się jak prawdziwy kierowca rajdowy. Brawa dla dewelopera! Kolejne brawa za model zniszczeń – blacha gnie się odpowiednio do uderzenia, podobnie szyba zawsze pęka inaczej – a jazda z poważnie popękaną szybą do najprzyjemniejszych nie należy. Elementy otoczenia też wyglądają nienajgorzej i choć mogło być lepiej, nie ma to najmniejszego znaczenia; kto przy szybkiej jeździe zwraca uwagę na takie szczegóły? Muzyka z kolej jak najbardziej wpasowuje się w klimat wyścigów rajdowych, a na szczególną uwagę zasługuje jeden kawałek, polski – Jamala Pull Up. Miły gest ze strony EA. Pozostałe odgłosy (ryk silnika etc.) zrealizowano bez zarzutu. A jeśli już mam się przyczepić do czegoś ze spraw czysto technicznych – poszczególne wyścigi jednak trochę zbyt długo się wczytują.

Czas na podsumowanie. Ja widać, seria Need for Speed obrała zupełnie inny kierunek i przeistoczyła się w poważną, symulacyjną ścigałkę. Shift to pozycja dopracowana, rozbudowana i do tego świetnie wyglądająca. Siadać za kierownicę! Migiem!

Na tapecie
The Dark Pictures - Man of Medan