Recenzja „Niesamowity Spider-Man”

Jakoś tak się złożyło, że to człowiek-pająk jest moim ulubionym bohaterem komiksowym. Spory wpływ na to miał z pewnością fakt, że jako dzieciak godzinami oglądałem kreskówkę z nowojorskim superbohaterem, zagrywałem się też w gry na pierwszym Playstation. Choć trylogia filmowa zapoczątkowana w 2002 roku podobała mi się, ucieszyłem się kiedy zapowiedziano jej reboot – wszak Spider-Mana nigdy nie za wiele. Jak zwykle w takich przypadkach bywa, właściciel praw do postaci – firma Activision – zwietrzył szansę na dodatkowy zarobek i wraz z premierą filmu, na półki sklepowe wskoczyła gra o tym samym tytule. Na szczęście autorzy ze studia Beenox nie poszli na łatwiznę i postanowili stworzyć tytuł nieco ambitniejszy niż tzw. crapy na licencji – coś na wzór ostatnich dwóch Batmanów. I choć poziomu Arkham Asylum/City nie udało się osiągnąć, jestem przekonany, że po growego Niesamowitego Spider-Mana mogą sięgać nie tylko fani i z pewnością nie będą rozczarowani.

Fabularnie grę umieszczono niedługo po filmowych wydarzeniach. Wybaczcie mi, ale powstrzymam się od zagłębiania w szczegóły, ponieważ część z Was zapewne jest dopiero przed seansem i mógłbym zaspojlerować co nieco. Napiszę tylko tyle, że wydarzenia dotyczą genetycznego wirusa, który wydostał się poza laboratoria korporacji Oscorp i zaraża mieszkańców Manhattanu, zmieniając ich w gadopodobne stwory. Głównym antagonistą Spider-Mana został Alistair Smythe, naukowiec, który ma nieco inną wizję na ratunek dla Nowego Jorku – o ile Peter Parker chce uleczyć zarażonych, tak Smythe ratunek widzi w eksterminacji za pomocą armii robotów. Fabuła nie jest może więc wybitna, ale warto docenić scenarzystów, że nie postanowili po prostu przekopiować fabuły filmu, a zgrabnie dopowiadają historię. Warto zaznaczyć, że mieli oni trochę skrępowane ręce, gdyż nie mogli do gry wrzucić dowolnych przeciwników dla superbohatera, gdyż tacy wystąpić mogą w kolejnych odsłonach filmu – wtedy gra, jako swoisty epilog, straciłaby sens. Nie oznacza to jednak, że oprócz głównego przeciwnika nie napotykamy innych, znanych z kart komiksu, postaci – spotykamy bowiem chociażby Felicię Hardy, Gwen czy Curta Connorsa (choć ostatnia dwójka występuje też w filmie).

Gra nie składa się jednak z przechodzenia jedynie kolejnych rozdziałów w celu ratowania miasta. Pomiędzy nimi, możemy swobodnie huśtać się pomiędzy wieżowcami Manhattanu i wykonywać szereg zadań pobocznych – eskortować zarażonych mieszkańców do specjalnych stref kwarantanny, ratować ich przed drobnymi przestępcami, współpracować z policją w celu zapobieżenia większym napadom, brać udział w wyścigach na czas, zwiedzać laboratoria dla odkrycia nowych umiejętności czy kanały w celu oczyszczenia ich z zarażonych. Można też pstrykać zdjęcia istotnych wydarzeń czy obiektów, a w całym mieście rozlokowanych jest kilkaset okładek komiksów do odszukania. Roboty jest więc naprawdę sporo, jednak – niestety – zadania poboczne zaczynają nużyć ze względu na duże podobieństwo i powtarzalność. Do ich wyszukiwania bohater korzysta ze swoistego smartfona, w którym oprócz mapy miasta znajdują się też wiadomości czy możliwość ulepszenia umiejętności Spidey’ego – ale o nich za chwilę.

Do gustu przypadła mi na natomiast sama rozgrywka – przemieszczanie się czy walka jest bardzo intuicyjna i poniekąd widowiskowa. Doskonałym rozwiązaniem jest patent Web Rush – czas praktycznie się zatrzymuje (ale stopniowo przyspiesza) a widok przełącza się z kamery trzecioosobowej na tę z oczu bohatera. Możemy wtedy wybrać miejsce, w które chcemy się przemieścić (te istotniejsze, jak np. barierka czy szyb wentylacyjny są podświetlone) lub przeciwnika, którego chcemy zaatakować. Co istotne, tryb ten jest nielimitowany. Możecie uznać, że Web Rush to zbytnie uproszczenie, ale tak nie jest – dzięki temu trybowi pojedynki są ciekawsze i szybsze.

Co jednak potrafi człowiek-pająk? Oprócz standardowych kopniaków, może przeciwników ogłuszyć, przyczepić siecią do ściany, wystrzelić pajęczynę niczym serię pocisków z karabinu lub wywołać tornado unieruchamiające znajdujących się w pobliżu przeciwników. Niektóre umiejętności można nabywać lub rozwijać dopiero wraz z przechodzeniem gry za zdobywane punkty doświadczenia lub znajdowane gdzie nie gdzie pakunki. Ogólnie wszystkich dodatkowych umiejętności jest około dwudziestu, i to nie tylko takich związanych bezpośrednio z walką, ale np. istnieje możliwość przedłużenia spowolnienia w trybie Web Rush czy zwiększenia odporności na kwas lub naboje.

Co ciekawe, sporą ilość etapów można zaliczyć niezauważonym – będąc przeczepionym do ściany lub sufitu, wystarczy odszukać nieobserwowanego przeciwnika i owinąć go w kokon. Niestety, tutaj wychodzi pewien mankament gry, a mianowicie sztuczna inteligencja przeciwników – jeśli już Cię zauważą, wystarczy odlecieć na pobliską ścianę i chwile poczekać, bowiem wrogowie po krótkich poszukiwaniach wracają do wcześniejszych zajęć, tak jakby 30 sekund temu nie wydarzyło się nic niepokojącego. Warto wspomnieć, że oprócz etapów polegających na walce, autorzy zdecydowali się na drobne urozmaicenie w postaci fragmentów zręcznościowych, gdzie musimy unikać aktywacji alarmu poprzez omijanie laserów czy też aktywować terminale w celu odblokowania dalszej drogi.

Przeciwników człowieka-pająka można podzielić na dwa rodzaje: ludzkich oraz roboty. Na swojej drodze spotykamy zarówno uzbrojonych w karabiny ochroniarzy, jak i zarażonych, atakujących wręcz lub plujących kwasem. Robotami na ogół są kilkunożne maszyny (ale zdarzają się też większe osobniki) lub wieżyczki strażnice podwieszone pod sufitem lub na ścianach. Niestety, wszystkich przeciwników jest dość mało i starcia – szczególnie w późniejszych etapach – odbywają się już na jedno kopyto. Co innego walki z bossami – czy to maszynami wielkości budynku czy też wrogami obdarzonymi nadludzkimi umiejętnościami – gdzie trzeba znaleźć słaby punkt każdego z nich. Jednak kiedy takowy się odnajdzie, dany atak trzeba powtarzać aż do skutku.

Od strony graficznej tytuł prezentuje się przeciętnie. Najlepiej wykonany jest model głównego bohatera – jest szczegółowy i wyróżnia się na tle innych postaci czy obiektów, które raz, że nie wyglądają aż tak szczegółowo, a dwa – są powtarzalne. Zauważyłem również problem z doczytywaniem się tekstur budynków podczas przemieszczania się po mieście – choć sam Manhattan akurat został dobrze zaprojektowany. Zachwyciła mnie natomiast animacja Spider-Mana, która jest niesamowicie płynna i realistyczna – zarówno przy szybowaniu na pajęczynie czy podczas walki. Ścieżka dźwiękowa wypada dobrze, pasuje do wydarzeń na ekranie, zaś dubbingujący aktorzy spisali się nieźle, choć nie są to Ci sami, którzy wystąpili w filmowym odpowiedniku. Ponadto, żarty Spidey’ego czy dialogi stoją na naprawdę przyzwoitym poziomie.

Zdecydowanie warto wspomnieć też, że gra oferuje pełne wsparcie dla Move’a, co powinno ucieszyć wszystkich posiadaczy kontrolera ruchu. Choć sterowanie z początku może wydawać się nieco chaotyczne, po przeprowadzeniu odpowiedniej kalibracji i krótkiej zabawie w ustawieniach, łatwo do niego przywyknąć.

Podsumowanie

Niesamowity Spider-Man to pozycja udana. Cieszy fakt, że deweloper nie wypuścił gry tworzonej po najmniejszej linii oporu, licząc na łatwy zarobek z powodu popularności filmu. I choć szkielet rozgrywki jest naprawdę fajny, tak zabrakło urozmaicenia, czegoś co uchroniłoby tytuł przed wkradającą się monotonią. Zastosowano jednak parę fajnych patentów, na czele z trybem Web Rush, zaś samo uczucie śmigania pomiędzy drapaczami chmur oddano fantastycznie. Fani człowieka-pająka z pewnością powinni tytułem się zainteresować, dodając do oceny pół, a nawet całe oczko, inni też pobawią się dobrze, szczególnie, jeśli w szafce kurzy się Move – będzie to świetna okazja, aby przetrzeć go ściereczką i pomóc bohaterowi uratować Nowy Jork po raz kolejny.

Zostaw komentarz

Na tapecie
Dreams