Recenzja „Plants vs. Zombies Garden Warfare 2”

Świat roślin walczących z hordami nieumarłych znałem do tej pory jedynie z gier z gatunku tower defense, które ukazały się na smartfonach. Były to wciągające i kolorowe produkcje, które jednocześnie potrafiły postawić przed graczem spore wyzwanie. PopCap postanowiło wykorzystać ogromną popularność gry i przenieść uniwersum na konsole, jednak z nieco odmienną koncepcją rozgrywki. W ten sposób w sierpniu 2014 roku otrzymaliśmy Plants vs. Zombies Garden Warfare, które niestety mnie ominęło, a dwa lata później recenzowany tutaj sequel. Chwytamy więc za karabiny i wyruszamy na bój.

W największym skrócie: gra jest trzecioosobową strzelanką z naciskiem położonym na szybką akcję i masową eliminację przeciwników, a w znacznie mniejszym stopniu – jak w przypadku smartfonowej wersji – na taktykę. Nie jest to zarzut, gdyż strzelanie do napierających zombiaków czy wyrywanie „chwastów” sprawia ogromną radochę. Całkowitą nowością w dwójce jest seria zadań dla pojedynczego gracza, a więc nie jesteśmy zmuszeni do strzelania wyłącznie do żywych przeciwników.

Zarówno przedstawiciele roślin jak i nieumarłych mają do wykonania szereg wyzwań, aby zdobyć dominację nad parkowym skwerem i okolicznymi osiedlami, czyli miejscami będącymi epicentrum konfliktu. Po dwóch przeciwległych stronach parku rozstawione są barykady będące miejscem dowodzenia obu stron i, co ciekawe, stanowiące jednocześnie menu gry. W Plants vs. Zombies Garden Warfare 2 brakuje bowiem znanego z innych gier tekstowego menu, a wszystkie tryby oraz inne atrakcje aktywujemy wchodząc w interakcje ze światem gry. I tak, aby włączyć rozgrywkę sieciową trzeba podejść do swoistego teleportera, wygląd postaci zmienia się w czymś na wzór budki fotograficznej, zaś poziom trudności ustawia się po podejściu do globusa. Na początku można się trochę pogubić, ale teren baz nie jest zbyt duży i zapamiętanie co gdzie się znajduje nie zajmuje dużo czasu.

Tryb fabularny to, tak jak wspomniałem, bardziej zbiór wyzwań, jedynie z ogólnym umotywowaniem naszych poczynań. Jak rośliny walczymy po stronie organizacji L.I.Ś.Ć. – Legionu Inwazyjnej Ściółki Ćwiartującej i robimy wszystko, aby odeprzeć zyskujących coraz większą przewagę podwładnych złowieszczego doktora Zombossa, zaś wcielając się w zombiaki staramy się zostać tym najlepszym, udowadniając swoją wartość pokonując rośliny. Zadania są powtarzalne – opierają się głównie na odpieraniu fal przeciwników i zaliczaniu kilku nieskomplikowanych celów – i do tego bardzo krótkie, jednak trafić można na kilka fajnych pomysłów, jak ostrzeliwanie nieumarłych z samolotu-kolby kukurydzy czy wproszenie się jako niechciany gość na potańcówkę roślin. Co jakiś czas czekają też walki z wymyślnymi bossami, którzy na wyższych poziomach trudności są w stanie sprawić problemy. W trybie fabularnym zabrakło mi jednak bardziej spójnej i zaskakującej fabuły, jakichś scenek przerywnikowych, które oglądałoby się z uśmiechem na ustach. Bez tego tryb dla pojedynczego gracza to jedynie możliwość zabawy w kooperacji na podzielonym ekranie z młodszym rodzeństwem oraz forma treningu przed wskoczeniem do zabawy sieciowej. Warto przy okazji nadmienić, że samotny gracz może bawić się także w Operacjach Cmentarnych, czyli pokonywaniu kolejnych fal przeciwników w celu obrony swojego terytorium, jednak najprzyjemniej walczy się wespół z kompanami.

Multiplayer oferuje kilka trybów zabawy. Najbardziej przystępny jest Nowicjusz, w którym gra się postaciami bez ulepszeń zdobywanych za awansowanie na wyższe poziomy doświadczenia. Tryb ten to po prostu drużynowy deathmatch, a wygrywa drużyna, która pierwsza wyeliminuje 50 przeciwników. Pozostałe warianty rozgrywki to Bitwa o Teren, czyli przejmowanie kontroli nad rozrastającą się mapą, Gnomobomba – przejmowanie bomby w celu niszczenia terenu przeciwnika, Bitwa o Kule – zbieranie kul z ciał poległych w celu zdobycia punktu lub odebrania punktu przeciwnikom, Suburbinacja – bronienie swojego terenu oraz tryb mieszany, będący po prostu… mieszkanką powyższych. Jest więc w czym wybierać. Oprócz różnorodnych trybów, autorzy zadbali także o zróżnicowane mapy – mecze rozgrywają się wśród piramid starożytnego Egiptu, w rzymskim Koloseum, na japońskim wzgórzu Zen lub nawet na Księżycu. Tryb sieciowy należy pochwalić za sprawne działanie – ani razu nie miałem problemu z dołączeniem do gry, a przerwy pomiędzy meczami trwają krótko. Rozgrywka jest niezwykle dynamiczna, odrodzenie po śmierci trwa pół sekundy i, o czym wspominałem na początku, nie ma czasu na jakąkolwiek taktykę, co czasem może stworzyć wrażenie niepotrzebnego chaosu. Taktyczne podejście do rozgrywki zresztą nie miałoby sensu, bo założeniem Plants vs. Zombies Garden Warfare 2 ma być po prostu dobra zabawa i wesoła eksterminacja, a nie czajenie się w zaułku lub walka na śmierć i życie.

W końcu przyszedł czas na akapit poświęcony głównym bohaterom całego zamieszania, czyli roślinom i zombiakom, w których możemy się wcielić. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że pomiędzy postaciami możemy przełączać się do woli, zależnie od tego, jaki styl rozgrywki nam najbardziej odpowiada. Rośliny reprezentowane są przez Groszkostrzelca, Słonecznika, Pożeracza, Kaktus, Cytryna, Różę oraz Komandora Kukurydza, zombiaki zaś to Żołnierz, Inżynier, Naukowiec, Gwiazda Spotu, Kapitan Siwobrody, Impa oraz Supermózg. Każda z postaci dzierży inny rodzaj broni oraz szereg umiejętności dodatkowych i tak – dla przykładu – Słonecznik strzela promieniami słonecznymi, przeładowując swoją „broń” kierując głowę w stronę Słońca, Cytryn posiada laserowy promień, zaś Komandor Kukurydz nie rozstaje się ze swoim karabinem. Podobnie wygląda to u zombiaków, gdzie Imp włada dwoma szybkostrzelnymi blasterkami, a Inżynier dzierży wyrzutnię… betonu. Każda z postaci posiada ponadto odnawialne, czasowe umiejętności, którymi siać może niemałe zniszczenia. Kolejne przykłady: Imp może wezwać na pomoc potężnego robota, Kapitan Siwobrody woła papugę, która prowadzi nalot za pomocą jaj, Żołnierz zza pazuchy wyciąga bazookę, Cytryn potrafi zamienić się w rozgniatającą wszystko na swojej drodze kulę, Róża dzięki swojej magii zamienia przeciwników w kozy i tak dalej i tak dalej. Do tego wystarczy dodać, że postacie, w które możemy się wcielić występują w kilku odmianach, za zdobywane punkty doświadczenia można im polepszać zdolności (jak np. sprawić, że zdrowie szybciej się regeneruje), nie zabrakło także mnóstwa opcji personalizacji w postaci strojów czy gadżetów. Opcji wyboru jest więc od groma, tak samo jak opcji kustomizacji, więc na pewno każdy wybierze swoją ulubioną postać. Wbrew pozorom nie ma też problemu z balansem, bo choć niektórzy bohaterowie na pierwszy rzut oka wydają się potężniejsi od innych, nadrabiają braki innymi cechami, np. szybkością czy większą wytrzymałością.

Warto też poświęcić kilka zdań o sposobie w jaki odblokowuje się wszelkie usprawnienia. Odbywa się to za kupowanie paczek z naklejkami i kartami. Paczki z gorszym osprzętem są tanie, jednak kiedy chcemy mieć szansę na upolowanie czegoś wyjątkowego trzeba wyłożyć nieco gotówki. Na szczęście ta hojnie wpada za wykonywanie zadań oraz z meczów w trybie wieloosobowym, a samo otwieranie paczek i czekanie na to, co z nich wypadnie zapewnia lekki dreszczyk emocji. Przypomniało mi się otwieranie paczek z kartami Pokémon z dzieciństwa, kiedy za każdym razem miałem nadzieję, że trafię na kartę Charizarda. I w końcu trafiłem.

Od strony graficznej i dźwiękowej tytuł prezentuje się bez zarzutów. Jest niesamowicie kolorowo i wesoło. Najważniejsze jednak, że gra działa płynnie, co przy dynamicznej i sieciowej rozgrywce jest niezbędne.

Podsumowanie

Plants vs. Zombies: Garden Warfare 2 to trochę takie Call of Duty dla młodszych graczy. Nie przeczę, że na serwerach spotkać można także dojrzałych i wprawionych graczy, ale bez wątpienia częściej niż w innych tytułach spotyka się tych nieco młodszych. Co najważniejsze, grą może bawić się każdy, bo rozgrywka została dobrze zbalansowana i stanowi miłą odskocznię od cięższych i poważniejszych produkcji. Cieszy fakt, że marka nie została potraktowana na zasadzie wyciągacza kasy i zarówno konsolowa odsłona, jak i ta smartfonowa trzymają poziom i choć prezentują odmienny styl rozgrywki, bawią tak samo.

Zostaw komentarz