Recenzja „Ratchet and Clank: A Crack in Time”

Ratchet i Clank. Para zwariowanych bohaterów, którzy swoje kosmiczne przygody rozpoczęli na drugim Playstation i od razu podbili serca graczy. Największymi atutami serii było połączenie elementów platformowych ze strzelaniem w widoku zza pleców, humor oraz współpraca dwójki tytułowych bohaterów, nie raz ratujących się wzajemnie z opresji. I o ile te dwa pierwsze elementy w A Crack in Time występują, tak ten ostatni już niekoniecznie, bowiem na skutek wydarzeń z poprzednich części, Clank został porwany przez bliżej niezidentyfikowane roboty zwane Zoni, zaś Ratchet próbuje go odnaleźć. Skutkuje to tym, że fabuła przebiega dwutorowo – raz przemierzysz kolejne układy kotopodobnym Lombaxem, aby następnie wysilić umysł w celu rozwiązania zagadek Clankiem. Taki rozdział pojawia się w serii po raz pierwszy, bo pomimo, że bohaterowie już nieraz działali w pojedynkę, to nigdy nie było to tak wyraźnie zarysowane.

Krótko o fabule. Dr. Nefarious, czarny charakter z Tools of Destruction i Quest for Booty, powraca, ponownie chcąc zapanować nad wszechświatem, jednak tym razem przy użyciu dość niekonwencjonalnej broni – czasu. Do tego potrzebny jest mu Clank, który ma pomóc mu przejąć kontrolę nad Wspaniałem Zegarem (ang. The Great Clock), ogromną stacją kosmiczną, służącą do kontroli nad czasem. Co gorsza, Nefariousowi udało się w dziwnych okolicznościach schwytać Clanka, jednak mały robot uciekł w czeluści Zegara. Ratchet z kolei wyrusza wraz z kapitanem Qwarkiem na ratunek swojemu blaszanemu przyjacielowi. Po drodze spotka wiele postaci, z których najważniejszą jest generał Azimuth – kolejny (po Ratchecie) z żyjących Lombaxów, marzący o tym, aby cofnąć czas i wskrzesić innych przedstawicieli swojej rasy (w tym rodzinę Ratcheta). Fabuła obfituje w zwroty akcji oraz odkrywa fakty z przeszłości tytułowych bohaterów. Całości towarzyszy też duża dawka humoru – zarówno dialogowego jak i sytuacyjnego – przez co historia jest łatwa w odbiorze, a zabawnych momentów nie brakuje, szczególnie, że dowcip stoi na naprawdę wysokim poziomie. Nie raz uśmiechniecie się pod nosem, gwarantuję.

Poziomy z Ratchetem trzymają się starej konwencji, polegającej na masowej eksterminacji przeciwników za pomocą szerokiego i zwariowanego arsenału. Chłopaki z Insomniac są mistrzami w tej materii, dostarczając broń, jakiej nie znajdzie się w żadnej innej grze – bo gdzie możecie tworzyć czarne dziury, które za pomocą macek wciągają oponentów czy zamieniać przeciwników w małpki? A to tylko wierzchołek góry lodowej, ponieważ do dyspozycji gracza oddano kilkadziesiąt innych narzędzi do eksterminacji, m. in. wyrzutnię pocisków, kilka rodzajów śmiercionośnych ostrzy, blastery, pociski zamrażające przeciwników, kule dyskotekowe, które zmuszają wrogów do tańczenia, bomby czy robota-pomocnika, który oprócz ciągłego strzelania, ciągle też… gada, ale jest niezwykle pomocny – w końcu co dwóch to nie jeden. Ponadto, podobnie jak w poprzednich częściach, bronie zyskują nowe właściwości proporcjonalnie do częstotliwości ich używania, dlatego pod koniec gry dzierży się naprawdę niebezpieczne zabawki. Nowe pukawki standardowo nabywa się za śrubki zdobywane podczas gry. Oprócz strzelania, Ratchetowi zdarzy się trochę poskakać i powspinać i tyle, bo zagadki umysłowe w całości pozostawiono Clankowi. Wracając jednak do Ratcheta – oprócz misji planetarnych, bohater może też eksplorować kosmos (w swoim statku kosmicznym), gdzie czekają na niego kolejne wyzwania. Najistotniejszym są małe planety rozsiane po każdym układzie (tych jest pięć), przywodzące od razu na myśl Super Mario Galaxy z Nintendo Wii, gdzie cała planeta była widoczna na ekranie, a gracz biegał po jej powierzchni. Tutaj jest podobnie. Na planetach poukrywane są przeróżne znajdźki (złote śruby, Zoni czy hologramy), a żeby je zdobyć trzeba powspinać się na kilkadziesiąt różnorodnych platform lub wykończyć określoną ilość wrogów. Ponadto, w przestrzeni kosmicznej można pomóc kilku potrzebującym czy powalczyć ze statkami nieprzyjaciela. O nudzie nie ma mowy – gdy ta nadejdzie, zawsze można wylądować na większej planecie i kontynuować wątek fabularny…

Poziomy z Clankiem są niestety mniej dynamiczne, a robot w dużej mierze korzysta z manipulowania czasem (choć Ratchet też parę razy przeniesie się w przeszłość). W podróży przez Wspaniały Zegar towarzyszy mu nieco nierozgarnięty robot, strażnik Zegara. Oprócz elementów platformowych, Clank zmierzy się też z kilkoma przeciwnikami, ale przede wszystkim rozwiąże kilkanaście zagadek. Niestety jednak, każda utrzymana jest w tej samej konwencji, choć oryginalnej, trzeba przyznać. Za pomocą kolorowych pól, Clank może nagrać swoje ruchy, a następnie odtworzyć je, co daje taki efekt, że robot (a raczej jego kopie) – po odtworzeniu nagrania – jest w kilku miejscach jednocześnie.

W ten sposób można otworzyć przejścia, które wymagają np. załączenia trzech przycisków w tym samym momencie, to samo tyczy się wind czy platform. Czym dalej, tym puzzle są coraz trudniejsze, ale każde da się wykonać bez większych pomocy, a raz już rozwiązane można potem pominąć (np. przechodząc planszę ponownie w celu zebrania poukrywanych przedmiotów). Clank ma również do dyspozycji bomby, które spowalniają czas, co przydaje się przy pokonywaniu niektórych przeszkód czy wrogów. Nie będę jednak ukrywał, że poziomy z Clankiem w roli głównej nie przypadły mi do gustu, nie ze względu na zagadki, a ze względu na brak dynamizmu, o którym wspomniałem na początku – strasznie mi się to wszystko dłużyło i wprost nie mogłem się doczekać, kiedy ponownie wejdę w skórę Lombaxa.

Oprawa graficzna nie zrobiła dużego postępu w stosunku do dwóch poprzednich odsłon. Jest ładnie i kolorowo, ale jest też trochę nierówno, bowiem są poziomy, które wyglądają bardzo dobrze i zachwycają szczegółami, ale są takie, które nie zachwycają już tak bardzo. Na szczęście wszystkie są rozbudowane i trzeba zajrzeć w każdy kąt, aby znaleźć każdy sekret ukryty przez autorów. Nierówności z kolei nie uświadczy się w designie broni i postaci, które są szczegółowe i widać, że ich odwzorowanie w trójwymiarze zajęło deweloperom trochę pracy. Wszelkie efekty – jak gra świateł czy eksplozje – to pierwsza klasa. Ścieżka dźwiękowa również jest bez zarzutów i wpasowuje się w klimat, natomiast wszelkie odgłosy brzmią jak powinny, podobnie jak głosy aktorów, które nagrano rewelacyjnie.

A Crack in Time to pozycja obowiązkowa dla fanów serii, ale nie tylko, bo z pewnością i fani platformówek i fani gier z nastawieniem na akcję nie pożałują wydanych pieniędzy. Produkcja Insomniaców bowiem zapewni wiele godzin niezobowiązującej i wspaniałej rozrywki, nie tylko najmłodszym. I mimo że tym razem osobno, cały czas jest to ten sam Ratchet i ten sam Clank. Dla niektórych może to wada, ale dla mnie zdecydowanie nie – ja chcę jeszcze więcej!

Na tapecie
Star Wars Jedi: Upadły zakon