Recenzja „Ratchet & Clank: 4 za Jednego”

Seria Ratchet & Clank to bez wątpienia jedne z najlepszych platformówek, nie tylko na konsolach Playstation, ale w ogóle. O ich sile stanowi przede wszystkich udane połączenie luźnej rozgrywki zawierającej pomysłowe mechanizmy, wszechobecnego humoru oraz kolorowej i miłej dla oka oprawy. Na Playstation 3 pojawiły się już trzy tytuły z dzielnym Lombaxem w roli głównej: Tools od Destruction (2007), dodatek o podtytule Quest for Booty oraz A Crack in Time (2009) i było raczej pewne, że studio Insomniac na tym nie poprzestanie, gdyż wszystkie gry zostały ciepło przyjęte przez graczy. Kiedy jednak zapowiedziano All 4 One, pojawiły się pewne obawy, gdyż gra miała nieco różnić się od swoich poprzedniczek, przede wszystkim dlatego, że dodano czteroosobowy tryb kooperacji. Jeśli cały czas obawiacie się i zastanawiacie czy udać się do sklepów, uspokajam – Ratchet powraca wraz z reszta jego kosmicznych przyjaciół, cały czas dostarczając dużo frajdy.

Fabuła w nowym epizodzie przygód Ratcheta & Clanka jest zgoła podobna do poprzednich, czyli bohater ponownie musi uratować świat. Wydarzenia umiejscowione są jakiś czas po tych, których świadkami byliśmy w A Crack in Time, jednak występują tylko drobne powiązania pomiędzy obydwoma historiami, dlatego nie grając w poprzednią część, śmiało możecie sięgać po najnowszą. Przez drobny zbieg okoliczności, Ratchet, Clank, nieporadny kapitan Qwark (który obecnie jest prezydentem galaktyki…) oraz Dr Nefarious, główny protagonista z poprzednich odsłon, spotykają się w jednej z galaktycznych metropolii, zaatakowanej przez podniebny pojazd, przypominający do złudzenia Gwiazdę Śmierci z sagi Gwiezdnych Wojen. Jak się potem okazuje, tym kosmicznym statkiem jest Ephemeris, który wynajduje i porywa unikalne stworzenia zamieszkujące kolejne planety, siejąc przy tym chaos i zniszczenie. Czwórce bohaterów – którzy teraz muszą działać wspólnie – udaje uciec się z pułapki (z drobną pomocą) i postanawiają (a niektórzy są do tego zmuszeni) zniszczyć zagrażającą spokojowi konstrukcję.

Kooperacja to najważniejszy aspekt produkcji a zarazem największa zmiana w stosunku do poprzednich odsłon. W wydarzeniach na ekranie brać może udział do czterech graczy, zarówno siedząc wspólnie na kanapie jak i korzystając z dobrodziejstw sieci. Aby umożliwić lepszy przegląd terenu, jednocześnie unikając implementacji podzielonego ekranu, autorzy zdecydowali się na umiejscowienie kamery trochę wyżej i dalej, dzięki czemu – nawet przy obecności całej czwórki bohaterów – każdy gracz ma odpowiedni przegląd pola oraz kontroluje ruchy swojej postaci. W poprzednim zdaniu użyłem słowa nawet, gdyż grę można skończyć też w pojedynkę, podczas gdy to komputer przejmuje kontrolę nad drugą postacią. Dwie postacie są niezbędne, gdyż duża część rozgrywki to zadania kooperacyjne a do zaliczenia każdego niezbędnych jest przynajmniej dwóch bohaterów.

Samych zadań kooperacyjnych – jak wspomniałem w akapicie wyżej – jest sporo, w końcu takie jest założenie gry. Nie wymieniając wszystkich, wspomnę o wspólnym naciskaniu przełącznika w celu otwarcia drzwi, wyrzucaniem towarzysza – za pomocą tzw. Zasysacza – na drugą stronę przepaści, aby potem można było się do niego przyciągnąć na lince czy uzdrawianiu jednego bohatera przez drugiego. Współpraca jest więc bardzo istotna i – co ważne – postać sterowana przez sztuczną inteligencję radzi sobie z nią całkiem nieźle. Jednak seria Ratchet & Clank to nie tylko elementy platformowe, ale również walka z mnóstwem galaktycznych istot przy pomocy niesamowicie pomysłowych pukawek, której w tej odsłonie również nie zabrakło. Autorzy oddali do użytku prawie dwadzieścia broni, różnej maści – zwykłego karabinu wystrzeliwującego laserowe pociski, wyrzutnię pocisków, strzelbę zamrażającą czy powodującą błyskawice, broń, która zmienia przeciwników w świnie, miotacz ognia i jeszcze kilka innych. Nie wszystkie zabawki są oczywiście dostępne od razu – zakupić je można za zebrane śrubki w specjalnych punktach spotykanych na planszach. Jeśli gracz gra samotnie, druga postać zawsze posiada ten sam arsenał, co sterowana przez nas postać. Natomiast w momencie, kiedy dwom, trzema czy czterema postaciami sterują gracze, wtedy każda z nich ma taki arsenał, jaki wcześniej zakupiła. I choć cała czwórka wirtualnych bohaterów ma dokładnie takie same umiejętności, występują drobne niuanse. Zauważyłem np., że kapitan Qwark porusza się trochę wolniej (ze względu na swoją posturę), zaś każdy z herosów ma po jednej unikalnej umiejętności – np. Ratchet potrafi wystrzelić swojego klona-robota, który odwraca uwagę wrogów, Clank umie spowolnić przeciwników, kapitan Qwark z kolei wytwarza wokół siebie energetyczą tarczę, zaś Dr. Nefarious może się zakamuflować. Poza tymi drobnymi różnicami, pozostałe zdolności są takie same – nawet Clank potrafi nieść ze sobą cały arsenał i używać go równie efektywnie co koledzy.

Jako że gra nastawiona jest przede wszystkim na kooperację, nie mogło zabraknąć jej również w walce. Wspomniałem już o uzdrawianiu kompana, jednak najistotniejszym elementem są ataki łączone, które aktywują się, kiedy postacie korzystają z tej samej broni. Zwiększa się wtedy siła rażenia lub obszar działania (np. można zamrozić kilku przeciwników na raz). Same bronie można natomiast ulepszać, powiększając ich magazynek oraz moc. Ulepszenia przydają się przede wszystkim przy walce z większą grupką przeciwników oraz bossami, którzy potrafią być naprawdę sporych rozmiarów i na każdego trzeba znaleźć sposób.

Od strony technicznej, nowy Ratchet prezentuje się bardzo ładnie – oprawa przypomina trójwymiarowe filmy a scenki przerywnikowe wręcz wyglądają tak jak one. Plansze są rozległe i różnorodne – przemierzymy zarówno kosmiczną metropolię, jak i jaskinie czy las, i to nie tylko pieszo, ale również sterując pontonem lub lecącą platformą. Kolory są ciepłe, natomiast design zarówno broni jak i całej palety stworów jest bardzo pomysłowy i oryginalny. Fajnie wyglądają też wszelkie animacje oraz efekty, jak np. deszcz czy świetlne rozbłyski, których nie brakuje. Ścieżka dźwiękowa również stoi na wysokim poziomie. Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić – i nie ukrywam, że robię to na siłę – przy większej zadymie, szczególnie kiedy kilka postaci strzela do większej liczby wrogów a przy okazji rozbija skrzynki ze śrubkami, animacja potrafi chrupnąć, jednak na bardzo, bardzo krótko. Czasem też sztuczna inteligencja komputerowego kompana – co ma oczywiście miejsce jedynie przy samotnej rozgrywce – nie zinterpretuje naszych zamiarów prawidłowo, ale dzieje się tak naprawdę sporadycznie i nie przeszkadza w cieszeniu się rozgrywką.

I to cieszeniu się nie tylko ze względu na obecne mechanizmy, ale również za sprawą ogromnej dawki humoru, jaką autorzy wsadzili do gry. Nie mówię to tylko o scenkach przerywnikowych, ale mam też na myśli śmieszne dialogi, które podczas rozgrywki postacie wymieniają między sobą (i to różne, w zależności od tego czy na ekranie jest np. Ratchet i Clank czy np. Clank i Qwark) czy np. krótkie spoty reklamujące nową broń. I co najważniejsze, śmiało możecie grać po polsku, gdyż zarówno dubbing (Malajkat, Kryszak, Tondera, Wieprzewski) jak i tłumaczenie napisów zostało wykonane bardzo profesjonalnie i praktycznie bez wpadek. Polskiego Ratcheta czy Qwarka naprawdę przyjemnie się słucha – jedynie głos Clanka nieco różni się od tego z angielskiego, bardzo charakterystycznego.

Nowy Ratchet, choć stawiający na kooperacyjne a nie samotne przemierzanie galaktyki, cały czas oddaje klimat serii i jest tak dobry jak swoje poprzedniczki. Możliwość współpracy z innymi graczami z pewnością doda serii trochę świeżości, bo jednak zabijanie potworów wraz z kompanem jest przyjemniejsze niż w samotności. Najważniejsze jednak, że fani serii z pewnością się nie zawiodą. Insomniac ponownie wydało tytuł, który mimo pewnej schemtyczności wyczuwalnej zarówno w rozgrywce jak i całej konwencji, bawi cały czas tak jakby z Ratchetem spędzało się swoje pierwsze godziny. To jest właśnie magia serii, galaktycznej serii.

Zostaw komentarz