Recenzja „Ratchet & Clank: Tools of Destruction”

Ratchet & Clank to jedna z trzech czołowych platformówek Sony. Tym razem to nie Sly ani Jak & Daxter wyznaczą next-genową poprzeczkę dla powstających gier. Chociaż to już piąta z kolei gra o przygodach Ratcheta (lombaxa – przypminającego zmutowanego kota) oraz przypiętego mu do pleców Clanka (robota często mylonego z tosterem) twórcy nadal potrafią wykrzesać z tej gry świeżość i grywalność. Główne tematy zgłębiane w tej części to odkrywanie przeszłości Ratcheta, tajemnicy wyginięcia lombaxów, odnalezienia ich tajnej broni i poznawanie nowych tajemniczych „opiekunów” Clanka. Chociaż nie ma tutaj mowy o arcydziele fabularnym to opowiedziana tu historia stanowi doskonałe tło do skakania i siekania kluczem francuskim. Nie zapominajmy także o olbrzymiej dawce humoru skondensowanej w tym tytule. Twórcy nie tylko potrafili skutecznie sparodiować znane motywy z gier lub filmów, ale także znajdziemy tu sporo dobrze wyważonego humoru na poziomie.

 


Tradycyjnie aby uratować świat główni bohaterowie będą musieli przemierzyć całą galaktykę, więc każdy poziom stanowi osobny świat. Są one świetnie zróżnicowane i z pewnością nie pozwolą się nudzić. W trakcie gry oprócz tradycyjnej eksploracji „na nogach” zasiądziemy także za sterami statku kosmicznego. Znajdując się obiema nogami na podłożu mamy do wykorzystania ogromny arsenał broni, gadżetów i innych wynalazków. Oprócz pokaźnej ilości ofensywnych broni każdy znajdzie coś dla siebie. Można zamienić przeciwników w pingwiny, zlikwidować ich za pomocą elektrycznego bata lub wprawić w trans aby tańczyli stare dobre disco zapominając o strzelaninie. Używając broni zdobywamy jednocześnie doświadczenie dzięki któremu zyskujemy więcej życia i bronie zyskują nowe właściwości. Można je także upgrade’ować ręcznie dzięki znalezionym kryształom. Tutaj pojawiają się pierwsze niedogodności. Otóż nie ważne ile poświęcicie na to czasu i energii i tak większość broni z upływem czasu stanie się bezużyteczna. A szkoda, nie wszystkie z tych ostatnich przypadły mi do gustu. Na szczęście gra zawsze stoi po środku między strzelaninami a poziomami platformowymi. Ratchet oprócz skakania potrafi teraz latać (przy pomocy tilta w SIXAXISie), pływać i wykonywać wiele różnych umiejętności sytuacyjnych jak chodzenie po ścianie czy toczenie się przez poziom w wielkiej kuli (Super Monkey Ball?). Poziomy solowe Clanka składają się wyłącznie z elementów platformowych.

Tym razem jest on wspomagany przez tajemnicze kreatury „Zoni” dzięki którym potrafi zwalniać czas, lewitować oraz manipulować środowiskiem za pomocą telekinezy. Świetny przerywnik, aczkolwiek szkoda że tak ich mało. Jeszcze chciałbym wspomnieć o doskonałym i chyba najlepszym dotychczas zastosowaniu SIXAXISa w grze. Jest przydatny w skakaniu z wysokości, lataniu, rozbrajaniu bomb czy sterowaniu sztucznym huraganem wystrzelonym z naszej broni. Twórcom za te patenty należy się piątka oby powstawało więcej takich gier.

Od strony wizualnej gra prezentuje się na ogół niesamowicie. Imponujące miasta wypełnione szczegółami aż po sam horyzont, niezwykle plastyczne i dopracowane fabryki czy twierdze stoją na najwyższym poziomie. Dlaczego zatem „na ogół”? Czasami można się natknąć na naprawdę ohydne poziomy z jednolitym i uklepanym podłożem lub innymi elementami kłującymi w oczy. Na szczęście ma to miejsce bardzo rzadko i jest w całości przyćmiewane przez piękno jakie doświadczycie na innych poziomach. Dlaczego o tym wspomniałem? Bo po za tym nie mam się do czego przyczepić. Gra powstała na podkręconym silniku z Resistance: Fall of Man. Cóż, widać że nie tylko jest uniwersalny ale także tkwi w nim spory potencjał, mam nadzieję że w przyszłości będzie się prezentować jeszcze lepiej (Resistance 2). Kupując Ratcheta na własne oczy będziecie mogli doświadczyć grafiki rodem z filmów Pixara, do tego równie ciekawych i zabawnych cutscenek i dialogów. Voice acting jest doskonały, typowy dla filmów animowanych. Również muzyka pasuje klimatem i wykonaniem do tego typu produkcji. Jest to typowy OST z gry – przyjemnie się słucha do grania ale żaden z utworów nie odstaje od reszty. Zdecydowanie pozytywną informacją jest fakt, że podczas grania ani razu nie natknąłem się na jakiś bug, co ostatnio jest rzadkością.

Ratchet & Clank Future: Tools of Destruction to doskonała gra. Niezwykle grywalna, która przykuwa do ekranu i nie pozwala odejść. Szczerze polecam nie tylko fanom platformówek.

Zostaw komentarz