Recenzja „Resistance: Fall of Man”

Obok Resistance, jako jednego z najlepszych tytułów startowych na Playstation 3, nie mogłem przejść obojętnie. Nie czekałem jednak z wytęsknieniem na ten tytuł – ot, solidna strzelanka, akurat na start. Kiedy gra wylądowała w końcu w moim czytniku, moje uczucia pozostały bez zmian. To była nadal solidna strzelanka, ale miała w sobie coś, co nie pozwalało mi odejść od ekranu. I nadal nie pozwala.

Od czego się zaczęło?

Historia osadzona jest w Europie, niedługo po skończeniu II Wojny Światowej, której tak naprawdę nie było. ;) Z Rosji napływają niepokojące sygnały, które następnie budzą strach u wszystkich mieszkańców Starego Kontynentu. Ze wschodu napływa bowiem plaga Obcych, niszcząc i pożerając wszystko na swojej drodze. Wielka Brytania pozostaje ostatnim bastionem ludzi, który trzeba ochronić za wszelką cenę. Do walki włączają się oddziały amerykańskie. Wiele z nich zostaje rozbitych, w tym oddział sierżanta Nathana Hale’a. Hale’owi udaje się przetrwać, lecz pod wpływem nieznanych sił z kosmosu, dostaje on pozaziemskich mocy – majaczy, a jego życie regeneruje się. Amerykanie postanawiają wykorzystać to w walce przeciwko Obcym, wysyłając Hale’a jako główną broń do kolejnych lęgowisk pozaziemskiego pomiotu. Oczywiście, dzielnym sierżantem jest gracz. W walce z Chimerami (bo tak nazywają się wrogowie) pomagają Ci alianccy żołnierze, jednak nie oszukujmy się – odgrywają oni bardziej rolę ‘mięsa armatniego’, choć w niektórych sytuacjach przydają się, odciągając skutecznie uwagę przeciwnika. ;) Poszczególne misje przerywane są nieruchomymi wstawkami z głosem pięknej pani doktor Rachel Parker w tle. Czasem trafi się jakaś scenka generowana na silniku gry, ale to raczej sporadyczne zjawisko. Sam Hale nie posiada żadnych cech charakterystycznych, odróżniających go w jakikolwiek sposób od głównych postaci z innych gier. I dlatego nie zagości on w pamięci gracza dość długo.

Jak trwa?

Sama rozgrywka to rasowa strzelanina FPP ze wspaniałym arsenałem broni – od zwykłego karabinu, poprzez obrzyn, laserowe pociski, energetyczne kule przenikające przez ściany, snajperkę na wyrzutni rakiet kończąc. Oczywiście, broni jest znacznie więcej, a każda posiada zwykły oraz specjalny atak (R1 i L1). Innymi słowy – twórcy Ratchet&Clank nie zawiedli, ale czy mogło być inaczej? ;) Jednak wbrew temu, do czego przyzwyczaili graczy ludzie z Insomniac, nie będzie tu żadnych skoków z platformy na platformę. No, trochę skoków będzie, ale nie takich. ;) Cała akcja kręci się wokół eksterminowania na przemian kilku rodzajów Chimer – od malutkich, czwronożnych, do wielkich pająkopodobnych kreatur – i wyzwalania kolejnych miast spod ich okupacji. Co do samych poziomów – zwykle dzieję się dużo, choć trafią się czasem nudniejsze fragmenty. Oprócz samych krajobrazów miast, pojawią się również wąwozy, las czy podziemne tunele Obcych. Na początku gra dokładnie pokazuje „ścieżkę”, którą trzeba się udać – dalsze etapy pozostawiają więcej swobody. Pojawiają się też pojazdy i dopiero siedząc w nich, można poczuć przewagę nad potworami – o ile jeep czy czołg radzą sobie całkiem nieźle, prawdziwą moc pokazuje mech, czyli wielka metalowa maszyna krocząca, prująca laserowymi pociskami. Parę razy trzeba się z nią zmierzyć, ale zdecydowanie przyjemniej nią kierować. ;)

Jak wygląda?

Nie mogę powiedzieć, że gra ma prawdziwie next-genową oprawę. O ile grafika daje radę (gdzieniegdzie słabe tekstury), fizyka naprawdę może się podobać. Dużo dymu, ognia i przede wszystkim zniszczeń. Wybuchają beczki, samochody, pękają szyby (zawsze w inny sposób!). Tylko pozazdrościć. ;) Gra generuje dużą widoczność otoczenia, a niektóre akcje naprawdę mogą się podobać. Choćby szturm podczas jeden z misji – mnóstwo Chimer, mnóstwo aliantów, wybuchy, dym, krzyki, nadlatujący samolot i dwa mechy – miód.

Niestety, jak już wspomniałem – gra miejscami posiada dość słabe tekstury, co odkrywa jedną z wad – nierówność. Część poziomów naprawdę wywołuje u gracza zachwyt i mimowolny okrzyk ‚ja chcę więcej!’, ale niektóre pozostawiają sporo do życzenia. Grając, miałem też wrażenie, że modele broni wyglądały o wiele lepiej w późniejszych poziomach. Inna sprawa to design postaci – o ile żołnierzom amerykańskim nie mam nic do zarzucenia, modele Chimer powinny być bardziej dopracowane. Muzyce w grze nie mogę nic zarzucić – po prostu jest.

Multiplayer

A najlepsze zostawiłem sobie na deser. Jeśli powyższy opis zachęcił Was do zakupu tej gry, ten poniżej nie pozostawi Wam wyjścia. Najmocniejsza strona całej produkcji to multiplayer! I nie chodzi o grę z kolegą obok (istnieje możliwość rozgrywki z podzielonym ekranem), lecz o tryb online z prawdziwego zdarzenia – z graczami z całego świata. Już na pierwszy rzut oka widać, że panowie z Insomniac przyłożyli się do tego aspektu. Udostępnili oni sieczkę na maksymalnie 40 osób, w wielu trybach gry – od zwykłego deathmatch’a zaczynając na Capture the Flag czy Meltdown (przejęcie wszystkich reaktorów na mapie) kończąc. Do tego dochodzi bardzo rozbudowany system rankingowy, w którym zawarte są chyba wszystkie możliwe statystyki oraz medale za konkretne osiągnięcia (np. 100 zabójstw z danej broni, seria 10 zabójstw pod rząd czy celność na poziomie 85% w określonej liczbie meczy). Są też klany i rozgrywki klanowe – więcej szczegółów na stronie temu poświęconej – myresistance.net. Naprawdę przyjemnie wieczorkiem odpalić R:FoM i zagrać kilka(naście) rund z kumplami z listy znajomych. Polecam! ;)

Podsumowanie

Podsumowując, Resistance to idealna pozycja startowa – solidna strzelanina, ze świetnym klimatem i jeszcze lepszym muliplayer’em. I mimo kilku wad, naprawdę polecam tę grę każdemu. W końcu milion sprzedanych egzemplarzy o czymś świadczy. Może już niedługo spotkamy się na jakiejś mapie. A Chimery zostaną odesłane tam skąd przybyły. ;)

Zostaw komentarz

Na tapecie
Marvel's Avengers