Recenzja „Rise of the Tomb Raider”

Ponad trzy i pół roku musieliśmy czekać na powrót najbardziej znanej pani archeolog i poszukiwaczki przygód w growym świecie, żeńskiej odpowiedniczki Nathana Drake’a z serii Uncharted. Było jednak warto, bo kolejna wyprawa Lary Croft jest równie emocjonująca, co w reboocie serii z 2013 roku i równie też niebezpieczna.

Oczywiście, zdaję sobie sprawę, iż rok wcześniej w Rise of the Tomb Raider grać mogli posiadacze Xboxów ONE oraz pecetów, ale przez czasową ekskluzywność tego tytułu my, posiadacze PlayStation 4, musieliśmy poczekać. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo edycję wydaną na konsolę Sony nie dość, że możemy kupić w naprawdę atrakcyjnej cenie to do tego wzbogacona jest o wszystkie wydane rozszerzenia oraz aktualizacje. Co więcej, otrzymała podtytuł „20. Rocznica Serii”, gdyż to właśnie w tym roku Lara obchodzi swoje dwudzieste urodziny.

Tym razem popularna bohaterka wyrusza na Syberię, gdzie ma nadzieję odnaleźć to, czego nie udało się odszukać jej zmarłemu ojcu – Boskie Źródło. Jest to artefakt, będący niegdyś w posiadaniu tajemniczego Proroka i podążającego z nim ludu, dający swojemu właścicielowi nieśmiertelność. Jak to jednak zwykle bywa, Lara nie jest jedyną, która szuka cennego przedmiotu. Pożąda do także Trójca, wielowieczna organizacja, która już za czasów Proroka uprzykrzała mu życie, a teraz nie ułatwi życia protagonistce.

Fabuła, choć miała potencjał na naprawdę epicką przygodę, niestety trochę go zmarnowała. Początek przygody jest fantastyczny, jednak potem gra zdecydowanie zwalnia i poszukiwanie Boskiego Źródła przechodzi na dalszy plan, a na pierwszy wysuwa się walka z Trójcą i pomaganie napotkanemu w syberyjskich, ośnieżonych górach plemieniu. Zabrakło mi szerszego przedstawienia artefaktu oraz jego historii i choć tę można wyczytać ze znajdowanych gdzieniegdzie dokumentów to są one jednak opcjonalne. Abyście jednak nie zrozumieli mnie źle – historię w Rise of the Tomb Raider śledzi się z zaciekawieniem, ma parę momentów i zwrotów akcji, miejscami jest wybuchowo i bardzo dynamicznie, ale za mało, jak dla mnie, było w tym wszystkim po prostu przygody. Drobną wadą są też postacie poboczne, które przedstawiono dość pobieżnie i bez wyrazu.

Jeśli graliście w Tomb Raidera z 2013 roku to z rozgrywką będziecie za pan brat. Cały czas najważniejszą, i tak naprawdę najpotężniejszą bronią, jest łuk, który służy nie tylko do strzelania przeciwnikom w głowę, ale także do polowania na zwierzynę w celu zdobycia surowców do ulepszeń czy, po zdobyciu odpowiednich strzał, do niszczenia drewnianych blokad. Łuk oczywiście można ulepszać, tak jak i inne dzierżone przez bohaterkę bronie, czyli pistolety, karabiny i szotguny. Jednak, będąc szczerym, strzelanie dostarcza znacznie mniejszej satysfakcji niż bezszelestne eksterminowanie wrogów za pomocą strzał, nawet pomimo to, iż strzelanie zostało usprawnione w stosunku do części poprzedniej. Niemniej jednak, czasem nie ma innego wyjścia niż wpakowanie sporej ilości naboi w biegnących na nas przeciwników lub wściekle szarżującego niedźwiedzia grizli.

Strzelaniny i starcia z przeciwnikami jednak nie dominują i w produkcji nie zabrakło także eksploracji oraz ruszania głową. Tak naprawdę obszar gry podzielony jest na dwie duże krainy, które można swobodnie eksplorować i z których prowadzą ścieżki do liniowych poziomów, popychających fabułę do przodu. Twórcy poukrywali wszędzie mnóstwo znajdziek w postaci wspomnianych już zapisków, ale też fresków do obejrzenia i przeczytania (do czego konieczna jest znajomość konkretnego języka) i skrzynek zawierających skarby, elementy najmocniejszych pukawek czy nowe gadżety, pozwalające dostać się do wcześniej niedostępnych obszarów. Nie ma jednak obawy, jeśli coś pominiemy lub po prostu nie możemy czegoś zdobyć, bo np. potrzeba do tego liny z hakiem pozwalającej się rozhuśtać na wystających gałęziach i tym samym przeskoczyć znacznie dalej. Co chwila bowiem napotykamy się na ogniska, które pełnią rolę checkpointów i pozwalają nie tylko na swobodne przenoszenie się pomiędzy nimi i powracanie do wcześniej odwiedzionych poziomów, ale także na rozwój umiejętności Lary, zmianę arsenału czy przebieranie się w nowe ciuszki.

W otwartych obszarach, oprócz powyższego, można poświęcić trochę czasu na wykonywanie zadań pobocznych i przeszukiwanie grobowców. Te pierwsze są raczej proste i nierozbudowane i polegają głównie na zebraniu określonej ilości rzeczy, ewentualnie zniszczeniu jakiś urządzeń, czy też zabiciu wskazanych przeciwników. Grobowce są za to ciekawsze i bardziej różnorodne, mimo że też polegają mniej więcej na tym samym – czyli rozgryzieniu, czasem skomplikowanego, mechanizmu, aby dostać się do księgi zawierającej tajemną wiedzę, a – mówiąc prościej – nowe umiejętności dla pani archeolog. Grobowce są po prostu logicznymi łamigłówkami i, pomimo że są całkowicie opcjonalne, warto do nich zajrzeć, nie tylko po nowe umiejętności, ale po możliwość rozruszania naszych szarych komórek, tak jak w oryginalnych Tomb Raiderach.

Ogólnie rzecz biorąc, najnowszy Tomb Raider oferuje naprawdę sporo i o ile przejście fabuły zajmuje ok. 15 godzin, tak mnóstwo aktywności pobocznych przedłuża ten czas czas przynajmniej o połowę. Ponadto, sama rozgrywka jest bardzo dobrze przemyślana i wyważona. Nie jest tak intensywna jak w przywoływanej już serii Uncharted, ale to wcale nie minus, bo eksploracja czy polowanie też ma swój urok i pozwala wczuć się w bohaterkę, która, aby przetrwać w mroźnych, rosyjskich górach, musi naprawdę o to walczyć.

Od strony graficznej tytuł prezentuje się bardzo ładnie. Śnieg, który odgrywa tu znaczącą rolę, prezentuje się znakomicie i bardzo realistycznie. Pomimo tego, że barwy są tu raczej chłodne, a dużo czasu spędzamy w jaskiniach i katakumbach, nie zabrakło także widoków, na których można zawiesić oko. Oczywiście, najbardziej zjawiskowo prezentuje się Lara, która pomimo drobnego liftingu, cały czas jest uroczą i silną kobietą, a oglądanie jej ruchu to przyjemność. Na potrzeby recenzji ukończyłem grę w pełnej polskiej wersji językowej i o ile Karolina Gorczyca wcielająca się w główną bohaterkę wypadła nieźle, tak słychać, że pozostałe głosy nagrywane były bez znajomości kontekstu i sytuacji, w której dany dialog jest prowadzony przez co wyszło nieco sztucznie i sztywno.

Jak wspomniałem na początku, edycja „Rise of the Tomb Raider: 20. Rocznica Serii” zawiera całą dodatkową zawartość, którą posiadacze konkurencyjnej konsoli musieli dokupować oddzielnie po premierze gry, a my wszystko mamy na jednej płycie. Największym rozszerzeniem jest Baba Yaga: Świątynia Wiedźmy, czyli dwugodzinna misja, w którym musimy odkryć tajemnicę tytułowej Baby Jagi zamieszkującej jaskinię i rozprzestrzeniającej tajemniczą substancję, od której można wręcz postradać zmysły. Ponadto, ograć możemy dodatek „Więzy Krwi”, w którym bohaterka stara się udowodnić, że jest prawowitą spadkobierczynią majątku Croftów lub też zmierzyć się z hordami zombiaków w „Koszmarze Lary”. Co jeszcze? Choćby nowy, najwyższy poziom trudności trudności czy unikalne stroje. Nie można też zapomnieć o trybie kooperacji. Na koniec wystarczy dodać, że grę można nabyć w naprawdę atrakcyjnej cenie i to wraz z artbookiem przepełnionym grafikami koncepcyjnymi z produkcji. Wydawca naprawdę się postarał i gracze powinni być w pełni usatysfakcjonowani.

Podsumowanie

Rise of the Tomb Raider kontynuuję przygody odnowionej Lary i jest to produkcja nawet lepsza od poprzedniej. Bohaterka wykreowana przez Crystal Dynamics jest na tyle uniwersalna, że jest w stanie przekonać do siebie młodych graczy, jak i tych, którzy poznali ją dwadzieścia lat temu, w nieco bardziej kanciastej wersji. Nie mam wątpliwości, że to nie koniec przygód młodej pani archeolog i, co więcej, mam przeczucie, że to ona teraz będzie wiodła prym, jeśli chodzi o gry przygodowe, bo jej młodszy kolega, Nathan Drake, w tym roku odszedł na emeryturę. Sto lat Laro!

Zostaw komentarz

Na tapecie
Final Fantasy VII Remake