Recenzja „Sackboy: Wielka Przygoda”

Z Sackboyem widzieliśmy się ostatnio równo pięć lat temu, kiedy wraz z przyjaciółmi ratowaliśmy świat przed Tytanami oraz złowrogim Newtonem. Misja ratunkowa się powiodła, ale – jak wiadomo – świat nie znosi próżni i tak oto, nasz włóczkowy heros, już na nowej generacji, mierzy się z kolejnym niebezpieczeństwem – przerażającym Vexem, pragnącym wszystko zniszczyć i przeistoczyć w chaos. Sackboy nie ma zamiaru się jednak lękać i wyrusza, tym razem samotnie, na swoją kolejną (wielką) przygodę, by zapobiec grożącemu jemu i jego przyjaciołom niebezpieczeństwu.

Najnowsza gra z uniwersum LittleBigPlanet to typowa platformówka, taka z rodzaju platformówek z nintendowskim Mario w roli głównej. Bohatera obserwujemy z boku lub zza pleców i przemierzamy kolejne lokacje mierząc się z napotkanymi przeciwnikami i rozwiązując nieskomplikowane łamigłówki czy pokonując sekcje zręcznościowe. Uniwersum LBP słynęło jednak zawsze z pomysłowości i nie inaczej jest tym razem. Twórcy co chwilę zaskakują nas jakimiś nowymi rozwiązaniami.

Do naszej dyspozycji oddano pięć światów – Wyniosły Wierch, Gigantyczny Gąszcz, Królestwo Karblantydy, Węzeł Międzygwiezdny oraz Centrum Świata Rzemiosła. Jest też szósty, Kraina Cudów, ale dostęp do niego uzyskujemy na samym końcu i aby w pełni go doświadczyć musimy wcześniej się postarać, zgarniając wszystkie, poukrywane kule marzeń. Są to swoiste znajdźki w liczbie kilku na każdym z poziomów, czasem bardzo skutecznie schowane. Inną formą zbieractwa są bąble z różnymi częściami strojów dla naszego bohatera, a najbardziej powszechne są małe kulki, coś jak monety we wspomnianym Marianie. Na końcu każdej z plansz otrzymujemy swoiste podsumowanie naszej spostrzegawczości i zręczności, a zaliczenie poziomu na 100% wymaga od nas zebrania wszystkich kul marzeń, baniek z kostiumami, określonej liczby „monet”, a dodatkowo zebranie tego wszystkiego bez zgonu. Na szczęście, te warunki nie muszą być spełnione jednocześnie, warto się jednak postarać.

Plansze są skonstruowane różnorodnie, choć w podobnym klimacie w obrębie każdego ze światów. Co innego rozgrywka. Raz na jakiś czas dostajemy np. gadżety, jak chwytobujak pozwalający huśtać się czy bumerang służący nie tylko do atakowania przeciwników na odległość, ale także dosięgania oddalonych celów. Od czasu do czasu z kolei łapiemy świecącą lampę, by ujawnić podłoże niewidziane gołym okiem. Są też poziomy, gdzie jeździmy na przesuwającej się platformie, unikamy pułapek i bronimy się przed spadającymi nas niemilcami. Niejednokrotnie zmienia się też perspektywa, kiedy zamiast w pełnym trójwymiarze widzimy szmaciaka z boku czy od przodu. Doskonale przechodzi się też plansze muzyczne, kiedy zarówno przeciwnicy, jak i np. wybijające nas platformy tańczą w rytm przygrywającej muzyki, np. aranżacji hitu Aqua „Barbie Girl”. Równie pomysłowi są bossowie, z każdym walczy się inaczej. Szczególnie spodobał mi się patent starcia z pewnym „komputerowym” szefem gdzie – aby się do niego dostać – trzeba było przesuwać suwaki pojawiające się na ziemi, przebiegając w odpowiednim kierunku. W Sackboyu nie ma więc nudy, plansze przechodzi się płynnie, ale nie bezproblemowo, bo niektóre – szczególnie te dalsze – potrafią sprawić nieco trudności.

Gracze szukający większych wyzwań z pewnością zainteresują się innymi trybami. Dostępne są czasówki, a także ekstremalne wyzwania – zwane Próbami Włóczkowych Rycerzy – gdzie nasz refleks wystawiany jest na próbę. Są także plansze, które możemy ukończyć jedynie w kooperacji (kanapowej i sieciowej) i to w pełnym tego słowa znaczeniu – brak współpracy oznacza brak przejścia planszy. Choćby jedna osoba musi wcisnąć guzik, by odblokować przejście, a kolejna natychmiastowo musi pociągnąć wajchę, by odblokować przejście tej pierwszej. Szkoda jedynie, że tych typowo kooperacyjnych plansz jest tak mało w stosunku do tych, które możemy przejść solo. Każdy znajdzie coś dla siebie, a Sackboy to z pewnością nie tylko gra dla dzieci, co Próby Włóczkowych Rycerzy potrafią dać w kość.

O warstwie technicznej nie ma za bardzo się co rozpisywać. Jest kolorowo i płynnie. Gra wykorzystuje możliwości jakie oferuje pad DualSense, niejednokrotnie czujemy opór podczas naciskania spustów (np. wystrzeliwując linkę do huśtania), z pada wydobywają się dźwięki, a niektóre z platform, na które wskakujemy, możemy przesunąć wyłącznie wychylając pad w odpowiednią stronę. W tle przygrywa przyjemna, wesoła muzyczka, za wyjątkiem poziomów, o których wspomniałem, gdzie mamy możliwość usłyszeć kilka hitów muzyki rozgrywkowej z ostatnich dekad. Gra posiada naturalnie polską wersję językową.

Podsumowanie

Sackboy powrócił, to cieszy! O ile za czasów konsol PS3 i PS4 seria zmierzała w kierunku edytora, gdzie każdy gracz miał możliwość zaprojektować swój poziom, a następnie udostępnić go światu, można powiedzieć, że Sackboy: Wielka Przygoda wrócił do korzeni. Jest to platformówka z krwi i kości z fajnymi pomysłami, dobrze zaprojektowanymi poziomami i oferująca odpowiedni balans pomiędzy przyjemnością a wyzwaniem. Nie jest to może nic przełomowego, ale z drugiej strony Sackboy może śmiało stanąć w jednym z rzędzie z Crashem, Spyro czy Jakiem i Daxterem… a może nawet i z Mario. Bądź co bądź, jest to naprawdę udany tytuł startowy na PlayStation 5, który sprawi frajdę zarówno dzieciakom, jak i dorosłym.

SERDECZNIE DZIĘKUJEMY PLAYSTATION POLSKA (SCEP) ZA MOŻLIWOŚĆ ZRECENZOWANIA TYTUŁU!

Ogrywaliśmy wersję dedykowaną konsoli PlayStation 5.

Zostaw komentarz