Recenzja „Shadow of the Tomb Raider”

W 2013 roku, kiedy poznaliśmy nową Larę, była ona przygodowym naturszczykiem, a mimo to świetnie poradziła sobie ze wszelkimi niebezpieczeństwami, jakie czekały na nią tajemniczej wyspie gdzieś na Oceanie Spokojnym. Potem z sukcesem przedarła się przez mroźną Syberię, próbując zgłębić tajemnicę nieśmiertelności, a jednocześnie mierząc się z wielowieczną organizacją – Trójcą. Tym razem bohaterka ponownie zmieniła region świata i trafia do Peru, gdzie kontynuuje poszukiwania rozpoczęte przez jej ojca, który na dawnej ziemi Inków chciał odnaleźć niezwykle cenny artefakt. Tego samego nadal jednak chce Trójca, która depcze protagonistce po piętach, zaś nikt nie zdaje sobie sprawy, jakim kataklizmem te poszukiwania mogą się zakończyć…

Przedsmaku doświadczamy jeszcze na meksykańskiej wyspie Coruzel, gdzie nasze działania doprowadzają do rozgniewania matki natury i zalania tego uroczego zakątka Ziemi. Na szczęście Larze, po dynamicznej i efektownej sekwencji, udaje się uciec, jednak kłopoty szybko jej nie opuszczają. Dwa dni później, już podczas przelotu wraz ze swoim kompanem Jonah nad Peru, samolot ulega awarii i bohaterka ląduje w samym sercu peruwiańskiej dżungli, jeszcze raz zmuszona walczyć o przetrwanie – najpierw z dzikimi zwierzętami, a potem z uzbrojonymi po zęby najemnikami. Wbrew jednak temu, do czego przyzwyczaił nas reboot serii, a szczególnie pierwsza część, twórcy postanowili nieco wrócić do korzeni i skupić się na tym, z czego Lara zasłynęła – eksploracji. Owszem, w poprzednich odsłonach również zwiedzaliśmy grobowce, ale również sporo strzelaliśmy, można by powiedzieć – nawet za dużo. W Shadow of the Tomb Raider jest na odwrót: bohaterka jest typową grabieżczynią grobowców, zgodnie zresztą z tytułem, natomiast znacznie mniej sięga po broń. Pytanie tylko.. czy nie za rzadko?

Podczas kilkunastogodzinnej przeprawy przez Peru naprawdę sporo zwiedzamy. Mapa świata podzielona jest na kilka mniejszych regionów, które możemy swobodnie eksplorować, jednakże przejście z punktu A do punktu B, aby ruszyć historię do przodu, wiąże się z pokonaniem korytarza i to właściwie wyłącznie tam spotykamy ludzkich przeciwników, zaś w pozostałych miejscach możemy urozmaicić rozgrywkę jedynie polowaniem na dzikie zwierzęta – łukiem Lara posługuje się tak umiejętnie, jak do tej pory. Co wydaje się dość nieprzemyślane, drzewko rozwoju umiejętności bohaterki zawiera sporo umiejętności i zdolności przydatnych w walce, np. wykonywanie kontrataków, szybszą regenerację czy zmniejszenie lub zwiększenie zadawanych/otrzymywanych obrażeń, w sytuacji, kiedy walki stanowią naprawdę mały procent ogółu, a do tego w zasadzie prawie wszystkie starcia da się rozwiązać po cichu, poza tymi, gdzie przeciwnicy, i to ci bardziej egzotyczni, wyskakują na nas ze wszystkich stron. Zresztą, ukrywanie się w krzakach, maskowanie w błocie czy ciche eliminacje przy użyciu noża są o wiele bardziej efektywne niż bezpośrednia wymiana ognia dzierżąc w dłoniach strzelbę czy karabin maszynowy. Do tego dochodzą oczywiście modyfikacje powyższych, gdzie z zebranych po drodze kawałków drzewa możemy ulepszyć naszą broń o dłuższą lufę czy celownik, zwiększając tym samym jej statystyki. Jednak co z tego, skoro, jak napisałem wyżej, w praktyce nie ma to sensu. Ja żadnej swojej broni (z wyjątkiem łuku) praktycznie nie modyfikowałem, a jestem pewien, że i bez kupowania umiejętności bym się obył (jednak na coś te punkty trzeba wydawać…), a i tak bez większych problemów przeszedłem grę na normalnym poziomie trudności, zatrzymując się jedynie na chwilę na końcowym bossie.

Trochę ponarzekałem, ale to wyłącznie dlatego, że mam wrażenie, że o ile twórcy posłuchali graczy stawiając eksplorację świata na pierwszym miejscu, nie dostosowali do tego schematów rozgrywki, z którymi mieliśmy do czynienia w ostatnich latach, ale oczywiście jakoś bardzo to nie przeszkadza. Najistotniejsze jest jednak to, że Lara w końcu robi to w czym jest najlepsza i za co pokochaliśmy ją te ponad 20 lat temu. Już w dżungli natknąć się można na pierwsze grobowce i krypty, w których poukrywane są wartościowe skarby, a czym dalej tym jest ich coraz więcej, z kumulacją w ukrytym mieście Paititi. Samo miasto jest największym ośrodkiem ludzkim w grze (choć niejedynym), a uliczki przepełnione są lokalnymi mieszkańcami, ubranymi w charakterystyczne stroje i kultywującymi lokalne tradycje. Sami zresztą możemy nieco ich dla siebie uszczknąć, gdyż poza wątkiem fabularnym, do wykonania czeka kilka zadań pobocznych, niestety dość przeciętnych od strony konstrukcyjnej – z dialogami bez polotu i polegających głównie na pójściu gdzieś, przyniesieniu przedmiotu/przedmiotów/zabiciu kogoś i powrocie do zleceniodawcy. Na szczęście ich scenariusz jest już lepszy, dzięki czemu ratujemy dziewczynkę przed wykonaniem śmiertelnego rytuału, mierzymy się z legendarnym zwierzem czy bawimy się detektywa próbując rozwiązać zagadkę morderstwa pana domu.

W grze naturalnie nie zabrakło również wszelkiego rodzaju zbieractwa. Skarby i kosztowności to jedno, ale w grobowcach i innych miejscach można przeczytać także inskrypcje, które dają Larze nowe umiejętności, płaskorzeźby, dzięki którym uczymy się kilku języków pomagających np. odszyfrowywać monolity, zawierające z kolei lokalizację pobliskiego skarbu. Zbieramy również relikty, zarówno te współczesne, jak i sprzed setek lat, oraz mnóstwo dokumentów, z których dowiadujemy się wielu ciekawostek na temat świata i obecnych wydarzeń. Do szukania nie wystarcza jedynie ponadprzeciętna zwinność głównej bohaterki, a także sprzęt, jaki nosi za sobą – poczynając od czekana z liną, który pozwala np. przeskakiwać nad przepaściami czy spuszczać się w dół, przez wciągarkę do wyrywania trwałych przeszkód, na wytrychu czy nożu kończąc. Naturalnie, nie wszystkie te gadżety mamy za sobą od samego początku, część zdobywamy wraz z postępem fabularnym, część musimy kupić o zlokalizowanych gdzieniegdzie kupców, co oczywiście powoduje to, iż po niektóre znajdźki musimy się wracać, by odkrywać niedostępne wcześniej miejsca, ale mam wrażenie, że tzw. „backtracking” jest mniejszy niż poprzednio. W każdym razie myszkować jest gdzie, ale należy pamiętać, że nie zawsze jest łatwo. Czasem natykamy się bowiem na środowiskową zagadkę logiczną, nad którą parokrotnie trzeba trochę pogłówkować – majstrujemy lustrami by skierować promień światła na odpowiedni punkt, zatrzymujemy wściekłą, płonącą konstrukcję czy mierzymy się z niezwykle silnymi podmuchami wiatru. Fani eksploracji oraz ruszania szarymi komórkami z pewnością będą usatysfakcjonowani, szczególnie, jeśli wybiorą poziom trudności, na którym znaczniki nie są wyświetlane. Jedynie czasem miałem tylko wrażenie, że protagonistka nie chwyciła się półki, której zdecydowanie powinna, np. nie skacząc odpowiednio daleko, mimo iż po kolejnej próbie już się to udało, ale było to raczej sporadyczne.

Graficznie gra wygląda bardzo ładnie, z chęcią patrzy się zarówno na gęstą dżunglę, pozostałości po budynkach wzniesionych przez Inków, jak i na samą Larę. Tę ostatnią można dodatkowo przebierać w znajdowane ciuchy, także te bardziej kolorowe, a z uwagi na to, że ogrywałem poprzednie odsłony mogłem ubrać bohaterkę np. w syberyjską kurtkę z dwójki czy… przybrać postać rozpikselowanej Lary z Tomb Raider 2. Niezależnie od stroju w jakim biegamy, archeolożka porusza się równie płynnie i zgrabnie. Nasz rodzimy wydawca zadbał o pełną, polską wersję językową, do tego w opcjach gry można wskazać ustawienie, że rdzenni mieszkańcy Peru mówią w swoim języku, co z jednej strony wpływa na immersję, ale z drugiej jednak trochę śmieszy, kiedy ktoś mówi do nas po „hiszpańsku”, a Lara odpowiada mu po polsku.

Podsumowanie

Kilka akapitów wyżej zadałem pytanie czy – paradoksalnie – w trzeciej odsłony rebootu serii Tomb Raider nie jest za mało strzelania, a za dużo eksploracji. Odpowiadam, że chyba jednak trochę tak, szczególnie, że mogła na tym wszystkim ucierpieć historia. Po mocnym początku, opowiedziana historia znacznie zwalnia, zamienia się w taki spacerek, gdzie co jakiś czas musimy oczyścić obszar z przeciwników, znów trochę poskakać, poeksplorować półotwartą lokację, jeszcze raz postrzelać (a raczej poprzekradać się w krzakach) i tak w kółko. Dopiero pod koniec gry akcja ponownie przyspiesza, ale jednak to trochę za mało. Przyznam się bez bicia, że kilka dni po ograniu tytułu musiałem się chwilę zastanowić by przypomnieć sobie antagonistę, jego motywację czy postacie poboczne, które Lara spotykała podczas swojej peruwiańskiej przygody. Tak samo na minus zaliczę samą konstrukcję świata, bo o ile jeszcze na korytarzu fabularnym czy w hubach coś się dzieje, tak poza tymi obszarami nie ma kompletnie nic poza kilkoma dzikami czy jaguarami i stawiamy tam swoją stopę tylko po to, by dotrzeć do jaskini czy wyczyścić obszar z masy znajdziek. Generalnie jednak Shadow of the Tomb Raider przeszedłem z przyjemnością, poznałem przeszłość Lary i zwiedziłem masę grobowców rozwiązując naprawdę satysfakcjonujące konstrukcje logiczne pozostawione przez przodków, jednakże po zwieńczeniu odświeżonej trylogii spodziewałem się nieco więcej. Mam jednak nadzieję, że Lara w końcu dorosła i prawdziwy pazur przyjdzie jej jeszcze pokazać.

Zostaw komentarz

Na tapecie
Assassin's Creed Odyssey