Recenzja „skate 2”

Skate to tytuł, który wprowadził powiew świeżości w grach traktujących o skateboardingu. Istnym szokiem było zdetronizowanie wtedy króla jakim był Tony Hawk’s Pro Skater. Twórcy wyczuli moment kiedy przed chwilą wymieniony tytuł zaczął zjadać własny ogon i pokazali na co stać EA. Najlepszy symulator, jedna z najbardziej skillowych gier i przede wszystkim masa skejtingu dla samego skejtingu a nie dla nędznych i zazwyczaj mało mających z nim wspólnego zadań kojarzących się z serią Tony’ego. Tak, to była po prostu rewelacyjna gra.

Oczywistym jest fakt, że niemożliwym jest zrobienie drugiej takiej rewolucji. Dwa lata po premierze. Skate 2 to raczej odcinanie kuponów – to samo + mała ewolucja niektórych elementów. Skupimy się nad nowościami innymi niż tricki (o nich później). Pojawiła się opcja schodzenia z deski, której celem było pomóc graczowi dostać się na jakieś miejsce. W praktyce wyszło to raczej kiepskawo – kamera woła o pomstę do nieba a sposób poruszania się, animacja i co najgorsze, sterowanie potrafią wylać trochę potu z gracza i pomóc mu poznęcać się nad padem (takich sytuacji jest o wiele więcej, ale o tym także później). Jest koślawo, brzydko i niepraktycznie. Mieliśmy skupić się na nowościach, ale właśnie się rozmyśliłem. Zdałem sobie sprawę z tego, że oprócz nowych trikulców, możliwość schodzenia z deski jest jedynym powiewem świeżości. No, można jeszcze przesuwać niektóre rzeczy, np. rampy, ale jest to równie dobry pomysł co schodzenie z deski – czyli dobry. Szkoda tylko, że sami twórcy przeszkodzili w tym by był uważany za dobry i przydatny element gry. I jako, że o nowościach to tyle, zapraszam niżej aby dowiedzieć się nieco o początku gry i jej przebiegu. Nie będę mówił o fabule, bo jej nie ma. Naszym celem jest bycie jak najlepszym skate’em. Dostajemy się do czasopism traktujących o tym sporcie ekstremalnym, w tym celu robimy przenudne misje. Ale od początku.

Trzeba jakoś ubrać naszego pana (ewentualnie kobietę). Mamy do wyboru mnóstwo t-shirtów, butów, czapek, spodni, bluz, swetrów, kurtek, okularów i skarpetek. Plus oczywiście drobne elementy ozdobne jak chociażby frotka czy dog tag. Firmy to między innymi DC, Etnies, Element, Mystery. Nike SkateBoarding też się wdarło. Naszego skate-boy (albo i skate-girl) można naprawdę fajnie ubrać. Można zmieniać kolory niektórych rzeczy, ustawiać jakieś logo, wydłużać koszulki, czapki ubierać na różne sposoby. Powiem Wam. Mój ziomuś wygląda całkiem nieźle, ale i tak mam wrażenie, że koszulki są za małe o spodnie za ciasne. Większy problem – zanim go olałem – była jego twarz. Oj, nie popisali się twórcy. Niby można go przemodelować, nos zmienić, oczy rozszerzyć i inne bajery, ale on i tak zawsze wygląda tak samo. Czyli niefajną ma twarz. Po prostu.

Witamy w San Venelona! No, raczej New San Venelona. Jakiś czas przez miasto przeszła jakaś nieznana katastrofa i musieli odbudować to jakoś. Tak mówi producent. Dla mnie to po prostu wzbogacone o nowe bardzo fajne miejscówki miasto z części pierwszej. Niektóre rzeczy są gdzie indziej, niektóre przybyły, niektórych też w ogóle brakło. Design jak i wykorzystanie miejscówek na plus. W dodatku niemałe to jakieś. Tłoku na ulicach co prawda nie ma, ale nie jest to minusem, bo i tak przy niektórych zadaniach przechodnie poznęcają się nad Tobą. Na nas – psychicznie, Na naszym skejcie – fizycznie.

Jak już wspomniałem, naszym celem jest dostanie się na okładki dwóch czasopism – Trasher i SkateBoarding Mag. W tym celu będziemy robili różne zadania, które najczęściej ograniczają się do wyczesania określonego tricku w danym miejscu. Często w tym celu będziemy musieli przesunąć jakiś przedmiot, ale dowiecie się o tym dopiero po kilkudziesięciu nieudanych próbach zaliczenia zadania oczywiście. Są też kon kurencje typu „the best trick” gdzie czterech albo więcej skate’ów będzie w danym miejscu musiało zrobić jak najlepiej punktowany trick, „jam” gdzie liczy się suma uzyskanych punktów w danym czasie i inne, bardziej lub mniej udane zadania. Niestety – mnie udana jest zdecydowana większość.

Nie zrozum mnie źle, drogi Graczu. Skate 2 to bardzo dobry symulator jazdy na deskorolce i jeżeli skateboarding to coś co w życiu Cię naprawdę kręci to musisz w ten tytuł zainwestować. Największy problem polega na tym, że cała gra jest po prostu cholernie nudna. Misje się powtarzają, są beznadziejne i w ogóle lepiej iść pobawić się w skateparku jakimś. W dodatku ich poziom trudności jest – powiedzmy – dziwny. Trafiło się kilka zadań, które zajmowały 15 sekund, ale niektóre misje są po prostu przegięte. Nad jakimiś dwoma spędziłem godzinę żeby rozkminić „o co tu do cholery chodzi”. Przez co gra robi się frustrująca i zamiast zabawy musimy się męczyć. Ja rozumiem, że gra jest skillowa, co mnie niezmiernie cieszy. Gdyby jeszcze zadania były jakieś ciekawe… Pomarzyć zawsze można. I trzeba marzyć dalej. Może w Skate 3.

Frustracja pojawia się także gdy w zadaiu trzeba właśnie jakiś odpowiedni trick skleić. Nie chodzi mi tu o to, że system jest kiepski. Ba, jest rewelacyjny, intuicyjny i przyjemny. Cały problem to z racji małych gałek nieprecyzyjność. Często chcemy zrobić dany trick a wyjdzie nie taki jakbyśmy sobie tego życzyli. I to tak naprawdę jedyna wada systemu tricków. Podkreślam, że jest to tylko rysa na diamecie. Co prawda, duża rysa, ale to wciąż ten sam diament.

Coś mi tu jednak wciąż nie pasuje… Ehh, już wiem. Magia pierwszego skejta jakoś uciekła. Nie ma to już takiego fajnego uroku ani klimatu. Może to z powodu lekkiej kosmetyki oprawy graficznej? Albo innej muzyki? Tak, zgadliście, chcę opisać oba elementy. Gra wygląda… nieźle. Fajny styl, nienajgorsze tekstury. Coś jednak sprawia, że gra nie podoba mi się tak jak poprzedniczka – tytuł dwa lata w tył. Jest bardziej kolorowo, mniej szaro-niebiesko. Nie ma to już tego fajnego klimatu. Muzycznie też jest gorzej. Szczerze mówiąc tylko jeden kawałek spodobał mi się na tyle, żeby słuchać go nie tylko w grze. Podczas gry część pierwsza miała bardzo fajne kawałki (np. Band of Horses – Funeral, czy chociażby Cheap Trick – Surrender… ach, dawało to klimatu…), tak tu na moje… ucho, tylko „Harder than you think” od Public Enemy wart jest włączania go sobie. To bardzo dobry kawałek, ale dla mnie tylko ten. Wiadomo, że gusta i guściki, ale playlista jest gorsza niż w części pierwszej.

Przemyśl zakup tej gry. Jeśli chcesz ją przejść i wymienić to olej ten tytuł. Znudzisz się i będziesz się frustrował. Jeśli natomiast przejście wątku głównego to tylko otoczka dla wspaniałego systemu jazdy i poczucia flow – możesz zainwestować. Ta gra albo jest krótka albo wieczna. Zależy jak Ty ją Graczu odbierasz. Esensja skilla.

Zostaw komentarz

Na tapecie
Final Fantasy VII Remake