Recenzja „Sonic the Hedgehog”

Z okazji 15 rocznicy powstania pierwszej części wydanej na konsolę Mega Drive, Sonic Team zaprezentowało jubileuszową i zarazem pierwszą odsłonę na next-geny. Akcja zaczyna się w przyszłości, kiedy cały świat jest zniszczony i pochłonięty wiecznym ogniem. Jeż Silver i jego przyjaciółka Blaze nieskutecznie próbują ugasić płomienie, aż znajdują nagranie sprzed lat, które wskazuje, że przyczyną katastrofy był Sonic. Za pomocą szmaragdów chaosu Blaze i Silver wracają do przeszłości, aby zabić Sonica i jednocześnie zmienić losy świata. Fabułę możemy obserwować z trzech perspektyw, ponieważ mamy do wyboru trzy scenariusze (Sonic, Shadow i Silver). Dzięki temu gra jest o wiele ciekawsza, a wątki uzupełniają się nawzajem.

Poza trzema głównymi postaciami, mamy okazję zagrać innymi znanymi postaciami z serii: Tails, Knuckles, Amy, Rogue, E-123 Omega oraz Blaze. Pomimo, iż pojawiają się one epizodycznie, każda z postaci posiada własny wachlarz umiejętności jak: latanie, niewidzialność, telekineza, możliwość kierowania pojazdami i wiele innych. Główne postacie mogą dodatkowo rozwijać swoje umiejętności kupując je w sklepach.

Wraz z wkroczeniem na konsole nowej generacji Sega wprowadziła sporo zmian w stosunku do poprzednich części z Dreamcasta lub Gamecuba. Od tej pory rozgrywka jest podzielona na dwa rodzaje: poziomy akcji znane z Sonic Adventure 2 oraz poziomy free-roamingowe w mieście Soleanna, gdzie można wykonywać zadania dla mieszkańców. Czasami trzeba wykonać tutaj misję, żeby popchnąć fabułę do przodu. W praktyce misje w mieście są kompletnie niegrywalne, wciśnięte do gry, żeby zapchać czas pomiędzy ‚właściwymi’ misjami – wtedy dopiero zaczyna się zabawa. Ci którzy grali we wcześniejsze trójwymiarowe odsłony Sonica wiedzą, czego się spodziewać. Pędzenie przed siebie, po drodze pokonując setki przeszkód z ogromną prędkością daje sporo radości i satysfakcji. Takie poziomy mogą pojawić się w trzech wariantach. Oprócz znanego wcześniej schematu pojawia się szaleńczy bieg przed siebie w którym nie ma zakrętów i nie można zatrzymać Sonica ani sterować nim w trakcie skoku. Przy takiej prędkości sterowanie jest bardzo trudne, dlatego to najtrudniejsze poziomy w grze, gdzie liczy się każdy, nawet najmniejszy błąd. Ostatnim wariantem poziomów akcji jest eskortowanie księżniczki Elise na rękach, dzięki jej mocy Sonic może korzystać z dodatkowych umiejętności. W scenariuszu Shadowa do dyspozycji dostajemy 4 pojazdy, a Silver potrafi za pomocą swoich umiejętności telekinetycznych podnosić przedmioty lub łapać w locie pociski i strzelać z nich do przeciwników. Tradycyjnie pojawiły się także walki z bossami, są oni dobrze zaprojektowani i przemyślani, nie ma tutaj głupiego klepania – na każdego przeciwnika trzeba znaleźć sposób.

O ile sama rozgrywka jest świetna i nie mam jej nic do zarzucenia, tak gra tonie w błędach, loadingach, spadkach framerate i nieprawidłowej pracy kamery. Na szczęście problemu z framerate można się pozbyć zmniejszając rozdzielczość. Loadingi może nie są długie, lecz w mieście pojawiają się notorycznie i właściwie po jednym zdaniu pojawia się loading, znowu zdanie i znowu loading, misja, loading i tak w kółko.

To naprawdę irytuje, ponadto po przegranej misji znowu trzeba słuchać zdań i znowu loading. Poziom grafiki jest bardzo nierówny – miasto Soleanna wygląda tragicznie, jest puste, właściwie pozbawione jakichkolwiek efektów graficznych. W przeciwieństwie do miasta, poziomy akcji wyglądają doskonale, dopracowane, ciekawie zaprojektowane i miejscami robią ogromne wrażenie. To chyba pierwsza gra w które się spotkałem z taką rozbieżnością poziomu grafiki pomiędzy poziomami. Bez zwątpienia największym atutem tej gry jest jej ścieżka dźwiękowa. Łączy w sobie kilka gatunków muzycznych w zależności, którą postacią gramy. Jeżeli Soniciem – będzie to punk, Sadowem – metal, Silver – elektronika. Dodatkowo w mieście przygrywa typowa dla tej serii ‚muzyczka windowa’, a zwieńczone jest to wszystko orkiestrowymi aranżacjami utworów tytułowych. Pojawiają się tutaj znane zespoły rockowe jak: Zebrahead, Crush 40 czy popularny ostatnio Akon. Sonic jest kolejnym dowodem, że Japończycy doskonale znają się na produkcji soundtracków. Oprócz długiego trybu story i time trial jest także dostępny multiplayer split-screen. Nie wyobrażam sobie jednak gry w ten sposób, ze względu na fatalny framerate.

Nowy Sonic mógł być wielką grą, która dorównałaby poziomowi Sonic Adventure 2 z dreamcasta. Niestety ogromny potencjał został zmarnowany przez ogrom błędów technicznych. Jeżeli macie sporo cierpliwości, żeby przebrnąć przez początek gry i jesteście w stanie wybaczyć usterki, możecie się naprawdę dobrze bawić. W innym przypadku trzymajcie się od tego tytułu z daleka.

Zostaw komentarz

Na tapecie
A Plague Tale: Innocence