Recenzja „Soul Calibur IV”

Miecze? Kosy? Lance? Młoty? Topory? Tutaj każdy znajdzie coś dla siebie… Bijatyk na rynku mamy stosunkowo wiele (choć nie każdy może tutaj się ze mną zgodzić). Takie serie jak Street Fighter, Mortal Kombat, Tekken czy Virtua Fighter pozwalają nam okładać się gołymi pięściami (a nieraz i nogami) w nieskończoność. Zdecydowanie rzadziej możemy spotkać produkcje, gdzie prócz zwykłej siły mięśni do walki z wrogami użyć możemy także rozmaitego oręża. Takim „odmieńcem” (w pozytywnym tego słowa znaczeniu) w świecie bijatyk jest seria Soul Calibur. Przez wiele lat gra tworzona przez Namco Bandai zdobyła sobie szeroką rzeszę fanów tak, że premiery kolejnych jej części budziły sporo emocji. Nie inaczej było w przypadku „czwórki”, której właśnie czytacie recenzję.

W grze mamy kilka trybów do wyboru. Od takich które już zadomowiły się w bijatykach, jak Store, Arcade, po bardziej “świeże” w postaci Tower of Lost Souls. Oczywiście jak na grę VII generacji konsol przystało, w Soul Calibur IV możemy walczyć również z “prawdziwymi” przeciwnikami, czy to przy pomocy drugiego pada, czy to przez internet. O tym jednak rozpiszę się trochę później gdyż na początek „pod nóż” pójdzie tryb Story.

Bijatyka, bijatyką – nie możemy raczej spodziewać się tutaj epickiej fabuły, o której nie zapomnimy przez długi czas. Jednak to co panowie z Namco zrobili z tym aspektem gry naprawdę niemiło mnie zaskoczyło. Historię poszczególnych bohaterów poznajemy przy pomocy „niezwykle” efektownego tekstu przewijającego się po ekranie telewizora. Sytuacje ratują filmiki pojawiające się w momencie kiedy pokonamy już ostatniego przeciwnika. Muszę przyznać, że niektóre nawet śmieszą (w pozytywnym sensie), jak ten Lizardmana, jednak to zdecydowanie za mało. Sam tryb Story nie należy do zbyt skomplikowanych. Przebiega on dość schematycznie dla każdej postaci i tylko w nielicznych przypadkach zdarzają się jakieś „fajerwerki”. Mamy tutaj do rozegrania pięć rund. W niektórych będziemy walczyli 1 vs. 1, a w innych przyjdzie nam znowu zmierzyć się aż z trójką przeciwników, lecz nie jesteśmy tutaj tak do końca poszkodowani. Do pomocy mamy bowiem najczęściej zawsze jakiegoś ucznia, którym możemy posłużyć się gdy naszej głównej postaci braknie chęci do walki (czyt. po prostu zginie). Na plus dla Namco trzeba też zaliczyć fakt, że zanim zaczniemy przechodzić wybranym wojownikiem tryb Story mamy możliwość wyboru poziomu trudności. Dla casuali polecam tryb normal, natomiast fani bijatyk będą pewnie świetnie bawić się przy hardzie, który wymaga od gracza już większych umiejętności.

W grze możemy walczyć naprawdę sporą ilością postaci. Mamy tutaj nie tylko gamę wojowników oraz wojowniczek specjalnie stworzonych na potrzeby serii Soul Calibur lecz także osobistości, które kojarzymy z innymi uniwersami. Mam tu na myśli przede wszystkim Vadera – znanego wszystkim kozaka z Gwiezdnych Wojen. Osobiście nie jestem fanem tego filmu, jednak dla osób wychowanych na świetlnych mieczach będzie to naprawdę miły smaczek. Jeśli chodzi o moją osobę, to bardziej zaintrygowała mnie postać Yoshimitsu, mojego (i nie tylko) dobrego znajomego z serii Tekken. “Yoshi” w SC posiada ten sam mieczyk, którym wywijał w drugiej bijatyce od Namco. Wyróżniał się tym, gdyż inne postacie w Tekkenie nie miały do dyspozycji broni białej. Prócz wyżej wymienionych wojowników do dyspozycji mamy inne, równie oryginalne postacie. Możemy wcielić się w rolę jaszczura ciachającego mieczem, skąpo ubraną dzierlatkę z pokaźnym wyposażeniem (interpretację tego zestawienia pozostawiam wam), czy wreszcie znanego fanom serii Nightmare, który zamiast brzucha ma ognisko. Każdy “fighter” walczy określonym stylem walki.

Postacie mogą posługiwać się ogromnym mieczem trzymanym w dwóch dłoniach, awangardową kosą, lancą, bądź mniejszymi ostrzami. Naprawdę pod tym względem każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Jeśli jednak znudzą nas postacie przygotowane przez developera to nic nie stoi na przeszkodzie, aby stworzyć własnego, unikatowego wojownika. Pomaga nam w tym dający duże możliwości, a zarazem niezwykle intuicyjny w obsłudze edytor, który jest ogromną zaletą tej gry. To zmyślne urządzenie pozwala nam (przy odrobinie fantazji i wyobraźni) przenieść do Soul Calibur IV takie osobistości jak Cloud i Sephiroth z Final Fantasy VII, Kratos z God of War, Leonidas z 300 Spartan i wiele, wiele innych. Na YouTube możemy znaleźć mnóstwo filmików z niezwykle interesującymi adaptacjami. Edytor daje nam spore pole do manewru i będziemy mogli wybrać dla swojego protegowanego jeden z dostępnych stylów walki, broń, fryzurę, zbroję, nagolenniki, rękawice itp. Każda część ekwipunku daje nam dodatkowy bonus do ataku, obrony czy pancerza. Jak już pewnie się domyślacie, nie wszystko będziemy mogli nabyć za darmo. Lepsze wyposażenie będzie nas bowiem kosztowało trochę wirtualnych pieniędzy zdobytych w trakcie walk. Dodatkowo wraz z postępami w grze, będziemy odblokowywali również nowy ekwipunek. Dlatego też, zanim zaczniemy tworzyć wojownika naszych marzeń, radzę pograć trochę i zdobyć odpowiednie zaplecze. Ostatecznie, edytor zastosowany w SC IV naprawdę spisuje się świetnie i potrafi skutecznie uatrakcyjnić zabawę.

W momencie, kiedy wybraliśmy już jakąś postać możemy stanąć w szranki z dobrze uzbrojonym wrogiem. Sam system walki wypada całkiem przyzwoicie, lecz może trochę niemiło zaskoczyć zaprawionych w bojach “hardkorowców”. Przemyślana i dobrze zaplanowana taktyka doświadczonego gracza może bowiem okazać się niczym wobec szaleńczego naparzania w przyciski kontrolera przez trochę mniej obytego casuala. Mimo tego w Soul Calibur IV można wyprowadzać skomplikowane combosy, jednak do zwycięstwa nie jest to niezbędne. Od siebie dodam tylko, że dobrze wykonane serie ciosów (a raczej cięć mieczem, czy pchnięć lancą) dają niezwykłą satysfakcję. Prócz broni walczący na arenie wojownicy posiadają także odpowiednią ochronę Dlatego też w czasie walki nas, jak i naszego przeciwnika zabezpiecza pancerz. Co ciekawe, w zależności od tego jak skutecznie wymachujemy naszym nożykiem czy młoteczkiem zależy, czy uda nam się przebić przez osłonę oponenta. Kiedy pozbędziemy go wszystkich trzech stref ochronnych jest bardziej podatny na nasze ciosy. Kolejnym czynnikiem urozmaicającym rozgrywkę są tzw. “critical finish”. Każda postać posiada swoje własne specjalne zakończenie, które jeśli tylko użyjemy, to w bardzo efektowny (i efektywny) sposób pozbędziemy naszego wroga całego paska życia. Prócz tego, jeśli chcielibyśmy być jeszcze bardziej perfidni, walczącą z nami postać możemy po prostu wyrzucić za arenę na której toczy się walka co jest równoznaczne z jej śmiercią, a naszym zwycięstwem.

Myślę, że warto teraz przybliżyć pozostałe tryby gry, jakie mamy dostępne w Soul Calibur IV. Oprócz wyżej wymienionego Story, możemy także rywalizować w trybie Arcade (musimy pokonać określoną liczbę przeciwników pod rząd), Tower of Lost Souls (w “wieży” znajduje się kilka poziomów, a na każdym z nich przeciwnicy – musi przejść je wszystkie), Versus (po prostu walczymy z komputerowym bądź żywym graczem za pomocą drugiego pada). Jak na grę wydaną na konsole najnowszej generacji przystało, w SC znajdziemy również tryb Online. Umożliwia on nam walkę z przeciwnikami z różnych stron świata, co z pewnością będzie dużym urozmaiceniem jeśli znudzą nam się zaprogramowani maruderzy. Oczywiście za ukończenie każdego z etapów rozgrywki singleplayer odblokujemy nowe bronie oraz otrzymamy wirtualne pieniądze, którymi możemy się posłużyć przy tworzeniu nowych postaci.

Są w dzisiejszym świecie gracze, których do gry nie przekona epicka fabuła, dobry gameplay czy solidny soundtrack. Są w dzisiejszym świecie gracze dla których liczy się przede wszystkim grafika i to ona w dużym stopniu rzutuje na ocenę danego tytułu. To właśnie ci gracze powinni teraz się skupić i przeczytać dokładnie co mam do napisania na temat oprawy wizualnej w SC IV. Powiem to od razu – nie spodziewajcie się fajerwerków. Modele postaci są co prawda dobrze wykonane, a lokacje również mogą cieszyć oko, ale do grafiki na poziomie Killzone 2 czy Resident Evil 5 sporo tutaj brakuje. Trzeba jednak pochwalić autorów gry za bardzo dobrze wyglądające sekwencje ciosów. Momenty, kiedy wyrzucamy przeciwnika w górę i zanim spadnie ciachamy go mieczem, są naprawdę efektowne i dają sporo satysfakcji.

Podsumowując, Soul Calibur IV to porządna produkcja. Za stosunkowo niewielką cenę (na Allegro do 100 zł) otrzymujemy kawał dobrego gameplayu. Grze trudno wytknąć jakieś poważne błędy, jednak moim zdaniem brakuje tutaj trochę miodności. Nie ma tutaj klimatu, który wciągnąłby gracza bez reszty. Mimo tego SC IV to mocny tytuł, który jest wart swej ceny.

Zostaw komentarz

Na tapecie
God of War Ragnarök