Recenzja „Start the Party!”

Jeśli kiedyś mieliście drugie Playstation i kamerkę EyeToy, zapewne bardzo dobrze pamiętacie serię gier ją obsługujących. Ty i twój pokój widoczny na ekranie a do wyboru całe mnóstwo różnych minigierek, w które grało się wykonując różne gesty. Recenzowane przeze mnie Start The Party jest grą o praktycznie identycznym schemacie rozgrywki, z tą różnicą, że tym razem wszystko wygląda ładniej i w ręku trzeba dzierżyć PS Move.

Jak wskazuje tytuł, gra jest kierowana do imprezowiczów, niezależnie od tego czy mają w krwi jakieś procenty (choć wtedy gra się zdecydowanie trudniej ;) czy bawią się w rodzinnym gronie. Oczywiście, można też grać samemu, ale tryb Przetrwania nudzi się szybko ze względu na powtarzalną formułę (trzeba przechodzić minigierki po kolei, aż pasek spadnie na sam dół, ten z kolei obniża się za słabą grę). Do tego rekord wspomnianego trybu jak i rekordy poszczególnych konkurencji pobić jest naprawdę prosto, nawet pomimo trzech poziomów trudności, więc bawić się w to można góra półgodziny, choć pierwsze ziewnięcie występuje znacznie wcześniej. Inaczej wszystko wygląda, kiedy obok jest paru znajomych czy rodzinka. Każdy z uczestników trybu Imprezy (maksymalnie czterech graczy) najpierw stworzyć musi swojego awatara poprzez zrobienie zdjęcia do skaczącej ramki oraz nagranie swojego imienia. Cała zabawa to rywalizacja polegająca na przechodzeniu danej konkurencji po kolei (a nie jednocześnie, dlatego wystarczy jeden kontroler) zdobywając tym samym gwiazdki. Gracz, który po przejściu wszystkich gier będzie miał najwięcej gwiazdek wygrywa. Aby dać szansę osobom, które na co dzień nie grają na konsoli, autorzy przygotowali konkurencje, w których można ukraść najlepszemu trochę gwiazdek. Są też rundy dżokerowe, nie liczące się do rywalizacji, ale pozwalające zrobić innemu zawodnikowi psikusa – przez namalowanie czegoś na jego awatarze lub nagranie innego imienia.

Jeśli chodzi o wybór konkurencji jest ich kilkanaście. We wspomnianych wyżej trybach są one dobierane losowo, jednakże istnieje możliwość rozegrania wybranych. Wszystkie opierają się na odpowiednim manewrowaniu Movem. W jednej z konkurencji na przykład kontroler zamienia się w wiatraczek, który wywołuję pęd powietrza niezbędny do „wdmuchania” spadających kurczaków do gniazda. Inna polega z kolei na eliminowaniu łapką nadlatujących robaków. Pozostałe konkurencje to m. in. to przebijanie balonów, rysowanie wskazanych wzorów, zabawa we fryzjera, odpędzanie duchów, rozbijanie kilofem skał czy ratowanie ludzi przed godzillą. I tak dalej. Schemat rozgrywki jest podobny, a gra dobrze rozpoznaje ruchy kontrolera i sterowanie jest precyzyjne – nawet przy słabszym oświetleniu. Gra robi też zdjęcia gracza podczas rozgrywki, więc można popatrzeć na swoją minę w tych bardziej dramatyczniejszych momentach…

O oprawie wizualnej ciężko się wypowiadać, bo przez większość gry widać na ekranie przede wszystkim własny pokój, jednak wszystkie obiekty zostały wykonane starannie i humorem. Wiem też, że pewnie spora rzesza z Was zaśmieje się pod nosem, jak powiem, że nasz Krzysio Ibisz wypadł nieźle, ale taka jest prawda – niezależnie od tego czy za nim przepadacie czy nie (a pewnie nie), dubbing wypadł bardzo dobrze, a Krzysio pasuje do roli narratora, co jakiś czas rzucając zabawnym tekstem (np. kiedy zbyt długo miałem włączoną grę bez podejmowania żadnej akcji usłyszałem: „To marnotrawstwo prądu, pomyśl o Matce Ziemi!”).

Start the Party! to zostaw minigierek, które sprawdzają się na imprezie, szczególnie jeśli imprezowicze nie mieli wcześniej do czynienia z tą produkcją – przez godzinę można się naprawdę nieźle pobawić i pośmiać. Poza imprezowym aspektem jednak, gra nie ma praktycznie nic do zaoferowania – gra dla pojedynczego gracza jest bardzo, bardzo krótka a ciągłe granie w kolejne konkurencję po prostu nudzi. Innych możliwości zabawy nie ma.

Zostaw komentarz

Na tapecie
Marvel's Avengers