Recenzja „Start the Party! 2”

Pierwsza część Start the Party! była tytułem startowym dla Move’a, która oferowała zestaw kilkunastu prostych mini-gierek, bawiących zarówno dzieci jak i nieco starszych imprezowiczów chcących porywalizować w zbijaniu owadów lub rozcinaniu owoców. Dzięki dużej intuicyjności rozgrywki tytuł mógł zająć trochę czasu spędzonego na dobrej zabawie i jednocześnie pokazywał, jakie możliwości drzemią w nowym kontrolerze. Czy jednak kontynuacja, która wylądowała czternaście miesięcy później na rynku, ten potencjał wykorzystała lub przynajmniej go poszerzyła?

Start the Party! Save the World – bo tak brzmi oficjalnie tytuł najnowszej części – ponownie stanowi zbiór różnorodnych konkurencji, w których głównym celem jest interakcja z obiektami pojawiającymi się na ekranie. Choć delikatnie rozwinięto kilka elementów, trzon rozgrywki pozostał bez zmian, dlatego też, jeśli liczyliście na zmianę konwencji czy na przykład wprowadzenie wątku fabularnego, tutaj z pewnością takich elementów nie uświadczycie. Choć podwaliny fabuły występują – wprowadzono postać Doktora Terrible, który chce siać chaos na świecie a zadaniem gracza jest temu zapobiec. Historia ta nie jest jednak w żaden sposób połączona w spójną całość a jedynie stanowi swoiste wytłumaczenie, dlaczego w ogóle w dostępne mini-gierki gramy. Tych jest dwadzieścia i są w miarę oryginalne oraz bardziej rozbudowane niż te znane z części pierwszej. Rozbudowanie jest jednak na tyle subtelne, że osoby nieobcujące z konsolą na co dzień cały czas poradzą sobie bez problemów i już po pierwszej próbie będą wiedziały o co chodzi – podstawą jest przycisk [T] (np. do chwytania obiektów i strzelania) oraz siła nadgarstków i ramion. Fajnym rozwiązaniem jest umiejscowienie konkurencji w różnych lokacjach oraz wrzucenie teł, co skutkuje tym, że gracz i jego pokój nie zajmują już większości ekranu a inicjatywę przejmują wirtualne obiekty, zaś gracz jest tylko jednym z nich. W co można się bawić? Palenie prehistorycznych owadów, strzelanie z samochodu w klimatach noire, ratowanie ludzi przed godzillą, wyciąganie płetwonurków z wody, składanie robotów czy walkę z kosmitami. Wszystko to opatrzone charakterystycznym głosem Krzysztofa Ibisza. Bawić się można natomiast w dwóch trybach imprezowych dla maksymalnie czterech graczy (przechodzenie za zmianę kolejnych konkurencji lub tryb Błyskawicy, czyli miks konkurencji zmieniających się dynamicznie) oraz dwóch dla samotnego gracza – bicie rekordów w poszczególnych mini-gierkach oraz singlowy odpowiednik Błyskawicy. Zabawy po sieci niestety nie ma. Miłym dodatkiem jest możliwość sterowania przez innego gracza za pomocą DualShocka postaci pojawiających się na ekranie, przez co można przeszkadzać lub pomóc graczowi trzymającemu różdżkę.

Nowe Start the Party! jest rozszerzeniem pomysłów z części pierwszej i po prostu nowym zestawem mini-gierek bawiących równie dobrze, jak te z pierwowzoru. Problemem gier tego typu jest jednak to, że potrafią sprawić frajdę jedynie podczas pierwszych godzin zabawy i nie nadają się do ogrywania w samotności – kupujcie więc przede wszystkim z przeznaczeniem imprezowym lub dla dzieciaków, wtedy gra spełnia swoją rolę bardzo dobrze.

Zostaw komentarz