Recenzja „Stray”

Czy zastanawialiście się kiedyś, jak to jest być kotem? A czy zastanawialiście się kiedyś, jak to jest być kotem zagubionym w futurystycznej metropolii, w której ludzie zastąpieni zostali robotami? Możecie przestać rozmyślać na ten temat, gdyż studio Blue Twelve spieszy z odpowiedzią!

A tą odpowiedzią jest właśnie Stray, urocza przygodówka, która od razu na premierę trafiła do katalogu gier dostępnych dla abonamentowiczów pakietów PlayStation Extra i Premium. W grze wcielamy się rudego sierściucha, który – wykorzystując swoje kocie właściwości – szuka drogi na zewnątrz. Ucieczki ze świata, jaki nie chcemy, by kiedykolwiek nastał.

Historia przedstawiona w Stray na pierwszy rzut oka nie wydaje się skomplikowana. Ot, grupa kociaków rusza na łowy i pechowo jeden z nich – nasz protagonista – spada kilkadziesiąt metrów w dół, trafiając do kanałów, które okazują się całkiem sporych rozmiarów miastem. Miastem zamieszkałym całkowicie przez roboty, imitującymi ludzkie zachowania i – niestety – ludzkie przywary, z podziałem na tych gorszych i lepszych na czele. Wraz z upływem kolejnych rozdziałów, pniemy się coraz wyżej i wyżej, i nie tylko w sensie dosłownym, ale także w rozumieniu podziału „społeczeństwa”. Przygodę zaczynamy bowiem od slumsów, a czym dalej, tym odkrywamy prawdziwe zasady rządzące światem post-ludzkim, który nomen omen nie jest tak odległy od tego z jakim mamy do czynienia na co dzień. Historia przedstawiona w Stray to nie tylko prosta opowieść o kocie, który szuka drogi powrotnej, a bardziej o nierównościach społecznych, o tym, jak władza potrafi stłamsić tych słabszych.

Rozgrywka jest natomiast nieskomplikowana, acz ma swój urok. Nasza rola sprowadza się do poruszania lewą gałką analogową, od czasu do czasu musimy wcisnąć kwadrat, co pozwala nam np. wspiąć się na parapet czy wentylator i dalej na kolejny parapet. Miejsca, gdzie możemy się wdrapać są z góry predefiniowane. Z napotkanymi robotami możemy ponadto wchodzić w interakcję, rozmawiać z nimi przy pomocy towarzyszącego nam drona, a jednocześnie nieodłącznego przyjaciela, który przy okazji pełni rolę tłumacza z języka „robotycznego na koci”. Otrzymujemy od nich nieskomplikowane zadania, na ogół musimy znaleźć jakieś przedmioty, by otrzymać inne, dające nam dostęp do dalszych miejsc. Tutaj trzeba się wsłuchiwać w to, co mówią napotkane postacie, bo dziennika zadań jako takiego nie ma – w menu widzimy jedynie posiadane przedmioty i tzw. „wspomnienia”, czyli swoiste znajdźki w grze (kartki pocztowe lub ciekawe miejsca, które możemy zbadać). Brak tutaj też jakiejkolwiek mapy czasy radaru, więc trzeba polegać na kocim instynkcie, choć gra jest generalnie liniowa, poza kilkoma bardziej otwartymi poziomami (które możemy przemierzać zarówno w pionie, jak i w poziomie). Od czasu do czasu rozgrywka jest urozmaicana poprzez: etapy ucieczkowe, kiedy unikać musimy wścibskich zurków; etapy, w których nieco musimy się poskradać i uniknąć wykrycia; oraz etapy z zagadkami środowiskowymi, gdzie musimy się nieco rozejrzeć, by odnaleźć kod lub znaleźć sposób na uruchomienie windy czy przełamanie zabezpieczeń. Te ostatnie nie są jakieś bardzo skomplikowane, ale pozwalają naszemu bohaterowi wykazać się charakterystycznym dla niego sprytem.

To, co jednak chyba najważniejsze – protagonista nie zapomniał swoich kocich nawyków i oprócz drzemek czy drapania dywanów, możemy miauczeć do woli, wciskając kółko!

Graficznie i technicznie gra prezentuje się bardzo dobrze. Z racji klimatu panującego w produkcji, przemierzamy raczej ciemne i brudne lokacje, lecz twórcom udało oddać się klimat zniszczonego i zapomnianego świata. Miasto robotów, niby „zaludnione”, z oświetlonymi neonami, jest jednocześnie smutne i puste, zachęca nas do tego, by jak najszybciej się stamtąd wydostać – ale tak to właśnie miało być. Na wielkie brawa zasługuje animacja, szczególnie ta kocia, bo ruchy naszego bohatera są bardzo płynne i naturalne. Muzyka przygrywająca w tle również pasuje do klimatu. W grze nie usłyszymy jakichkolwiek głosów – roboty wydają z siebie mechaniczne dźwięki, kot zaś wiadomo. Tytuł posiada polskie napisy, a tłumaczenie jest bez zarzutów.

Podsumowanie

Stray to krótka, acz satysfakcjonująca przygoda, szczególnie, jeśli lubicie koty. Jak jednak wspominałem, nie jest to wyłącznie opowieść o próbującym się wydostać z pułapki futrzaku, ale również o przyjaźni, poświęceniu, a głębiej – o nierównościach społecznych, z jakimi mamy przecież do czynienia w obecnym, rzeczywistym świecie. Rozgrywka jest po prostu przyjemna i urocza, nawet pomimo tego, że otaczający nas świat i lokacje, jakie przemierzamy do najbardziej uroczych na pewno nie należą. Jeżeli posiadacie abonament Extra lub Premium to grę z pewnością powinniście pobrać, w innym wypadku też na pewno warto ją sprawdzić, pamiętając jednak o tym, że oferuje ona od 6 do 8 godzin zabawy. Oby więcej takich przyjemnych i unikalnych tytułów!

Zostaw komentarz