Recenzja „Super Street Fighter IV”

Do tej pory ukazało się wiele bijatyk, jednak kilka serii zasługuje na specjalne wyróżnienie, nie tylko ze względu na popularność, ale też za wkład jaki włożyła w rozwój gatunku. Jedną z takich serii jest bez wątpienia Street Fighter, w której drugą część na automatach zapewne grał każdy z was – osiem postaci do wyboru, świetna jak na tamte czasy grafika, fatality kończące walkę… Nic dziwnego, że Capcom wypuściło potem niezliczoną ilość usprawnionych wersji dwójki, sprzedającej się na niektóre platformy w milionowym nakładzie (a była to pierwsza połowa lat dziewięćdziesiątych!). Piszę o tym dlatego, że czwarty Street Fighter właściwie stara się w pewnym stopniu nawiązać do swojej najsławniejszej poprzedniczki (bo część pierwsza i trzecia były mniej popularne). Wiadomo, że wszystko jest większe i lepsze, jednak zarówno w rozgrywce jak i w stylu graficznym (o postaciach nie wspominając) da się znaleźć trochę podobieństw. Zaznaczę też, że wersja Super to właśnie usprawniona wersja czwórki, która oryginalnie zadebiutowała w 2009 roku na konsolach domowych, bogatsza o nowe postacie, tryby rozgrywki i lepszy system walki.

Walka w najnowszym Street Fighterze odbywa się za pomocą sześciu przycisków, odpowiedzialnych za kopniaki oraz uderzenia z pięści, zarówno w pozycji stojącej, jak i w przysiadzie czy powietrzu. Ale to tylko standardowe ruchy, te mniej standardowe to oczywiście kombosy, czyli różne kombinacje i sekwencje przycisków. O ile te proste jakoś da się wyklepać, na najbardziej skomplikowanych (i jednocześnie najsilniejszych) można już połamać sobie palce. A to i tak jeszcze nie wszystko, bo autorzy nie zapomnieli o możliwości blokowania ciosów, wyrzucaniu przeciwnika w powietrze, wprowadzili też nowość w postaci tzw. Focus Attacks czy Ultra Moves. Focus Attack to ładowane ataki, które absorbują cios przeciwnika i oddają go ze zdwojoną siłą, w zależności od czasu skupienia. Ultra Moves to z kolei atak specjalny dla każdej postaci, aktywowany dopiero po naładowania specjalnego paska mocy, jednak bardzo silny. W Super SF IV wprowadzono drugi Ultra Move dla każdej postaci, który można wybrać przed walką (tzn. wybieramy, czy postać podczas pojedynku ma dysponować tym nowym czy starym). Uwierzcie mi, że system walki jest naprawdę rozbudowany, każda postać ma naprawdę ogromną ilość combosów i aby odkryć wszystkie zdecydowanie potrzeba więcej niż kilku godzin gry.

Fabularnie gra osadzona jest pomiędzy dwójką a trójką, dlatego powracają niektóre postacie z tych dwóch odsłon, są też nigdy do tej pory niewidziane w serii. W sumie, w grze jest 35 postaci, o dziesięć więcej niż w oryginalnej IV. W SSFIV powracają: T. Hawk, Dee Jay, Adon, Guy, Cody, Ibuki, Makoto oraz Dudley, nowe to Juri, urodziwa wojowniczka taekwondo oraz Hakan, turecki wrestler. Pozostałe postacie to m. in. znany Ryu, Ken, Chun-Li, Honda, Blanka i kilkanaście innych. Każda postać ma swój unikalny styl walki, różni się sposobem wyprowadzania poszczególnych ciosów, szybkością i innymi umiejętnościami. Dość sporą bolączką czwórki był brak zbalansowania postaci, przez co wyraźnie jedne były lepsze od drugich, co z kolei wprowadziło pewną konsternację, szczególnie wśród graczy sieciowych, bo niektórych bohaterów po prostu nie opłacało się wybierać. Dlatego też, programując odsłonę z Super w tytule deweloper postawił sobie za cel, aby każda postać miała równe szanse i nie brakowało jej na serwerach. Głównym złym w grze jest Seth, również grywalny, stoi on na czele organizacji, która organizuje turniej, którego celem jest znalezienie najlepszych wojowników na Ziemi. Każda z dostępnych postaci ma inny powód, dla którego bierze udział w zawodach.

Walki rozgrywane są w rzucie dwuwymiarowym, mimo że zarówno postacie jak i środowisko jest trójwymiarowe. Wyszło znakomicie, jednak kamera czasem potrafi przestawić się na 3D, choćby w momentach spektakularnego ataku czy po zakończeniu rundy. Wrażenie potęguje styl graficzny produkcji, jakby rysowany niczym japońskie komiksy, na swój sposób lekko karykaturalny (świetnie wyglądają miny postaci w zależności od sytuacji), bardzo dobrze dobrano oświetlenie oraz barwy, które są bardzo żywe i ciepłe, doskonale też wyglądają efekty combosów i ataków specjalnych, a płynna animacja tylko dopełnia całości. Doskonałe są też lokacje, rozrzucone po całym ziemskim globie, odwiedzimy zarówno japoński rynek, jak i afrykańskie stepy, orientalne świątynie, tereny wulkaniczne, dżunglę czy nawet plac budowy. Można powiedzieć, że każda z tych plansz żyje, w tle ludzie przyglądają się walce (lub też nie), drzewa są poruszane przez wiatr, jednak najbardziej urzekła mnie plansza wśród afrykańskiego safari, gdzie w tle zwierzęta (hipopotamy, małpy) żyją własnym życiem, a kiedy słońce zaczyna zachodzić hipcie wychodzą z wody, idąc w stronę walczących, praktycznie na nich wchodząc – wygląda to świetnie. Plansza afrykańska, jak cztery inne, zostały dodane dopiero w odsłonie Super, w zwykłej czwórce ich nie było.

W grze dostępnych jest parę trybów rozgrywki. Pierwszym w menu jest tryb Arcade, czyli tryb fabularny, w którym gracz może poznać historię każdej z postaci, przedstawioną w postaci intro i outro w stylu anime. Tryb ten polega – jak zresztą cała gra – na walce z kolejnymi postaciami, aby na końcu spotkać się ze swoim największym konkurentem (jedna z postaci), a potem z ostatnim bossem, czyli Sethem. Za kolejne walki przyznawane są punkty, można również wybrać ilość rund oraz poziom trudności. Co może wydawać się dziwne, niektórzy narzekali, że w oryginalnym Street Fighterze IV nawet najłatwiejszy poziom trudności sprawia problemy, dlatego deweloper wprowadził jeszcze łatwiejszy poziom – poziom Easiest. Ponadto, zmieniono też w pewnym stopniu historię każdej postaci, dlatego nawet ci, którzy ukończyli już tryb Arcade w oryginalnej IV mogą zostać mile zaskoczeni. Pomiędzy walkami wprowadzono też plansze bonusowe – znane z SFII niszczenie na czas luksusowego samochodu i spadających beczek. Krótkie mini gierki, a cieszą niesamowicie.

Dwa następne tryby to Versus oraz Challange. Versus to nic innego jak walka czy to z komputerem czy z kumplem obok, choć można też ustawić walkę komputer kontra komputer. Podstawowe ustawienia, wybór postaci, ultra ataku i stroju i do boju. Challange to natomiast wykonywanie skomplikowanych kombosów dla każdej postaci. Składa się z 24 poziomów, w każdym poziomie gra wyświetla kombos, który należy wykonać. Cholernie ciężkie kombinacje, mi brakuje kilka palców, aby wykonać trzeci ;)

Ostatni tryb to tryb sieciowy, w którym też zaszły pewne zmiany, czyniąc go jeszcze bardziej atrakcyjnym. Nowością jest Team Battle, czyli walka do ośmiu graczy (maksymalnie po czterech w zespole), gdzie wykończony zawodnik zastępowany jest przez następnego z drużyny. Drugi nowy tryb to Endless Battle, gdzie z kolei zawodnicy walczą w turnieju, a kiedy dwóch toczy akurat pojedynek pozostali mogą go oglądać i komentować, podglądając tym samym taktykę przeciwnika. Oczywiście, cały czas można toczyć proste pojedynki sieciowe, a co ważne, chętnych do gry nie brakuje w żadnym z trybów. Pojawił się też nowy tryb powtórek, dzięki czemu można zapisać swój mecz i wysłać na serwer, działa to też w drugą stronę – można pobrać powtórki innych graczy i podglądnąć najlepsze techniki. Doskonałe rozwiązanie.

Street Fighter IV było bijatyką wręcz idealną, skierowaną zarówno do fanatyków serii (przez wiele nawiązań do części poprzedniej), jak i do kompletnych nowicjuszy w gatunku. Super Street Fighter IV jeszcze bardziej zbliża czwartą odsłonę do ideału, powiększając ją o nowe postacie, miejscówki, tryby, jednocześnie usuwając kilka niedociągnięć. Chyba nie posunę się za daleko, jeśli stwierdzę, że jest to najlepszy przedstawiciel gatunku na tej generacji konsol i jeśli chcecie zacząć swoją przygodę z bijatykami, polecam właśnie SSFIV. A czy warto kupić grę, jeśli macie oryginalną czwórkę? Fanatycy już pewnie to zrobili, natomiast inni raczej powinni się wstrzymać, bo 150 zł za oferowane usprawnienia to jednak trochę za dużo.

Zostaw komentarz

Na tapecie
A Plague Tale: Innocence