Recenzja „The Amazing Spider-Man 2”

Może zabrzmi to nieco dziwnie, ale trochę czekałem na grową kontynuację Niesamowitego Spider-Mana.

Dziwnie dlatego, że jest to gra wydana przy okazji filmu o tym samym tytule, a wiadomo jak to z takimi produkcjami bywa – są tworzone po łebkach, aby jak najmniejszym nakładem sił, zarobić jak najwięcej na lubianym bohaterze. Z Niesamowitym Spider-Manem wydanym w 2012 roku było jednak nieco inaczej, bo tytuł nie trzymał się sztywno filmowych ram, a poza tym rozgrywka sprawiała po prostu frajdę. Nie był to poziom serii Arkham z Batmanem w roli głównej, ale dla fanów człowieka-pająka gra zasłużyła na solidną siódemkę. Czy wydana właśnie kontynuacja naprawiła bolączki poprzedniczki i jest grą ze Spider-Manem przez duże G?

Nie, i niestety jest wręcz przeciwnie. Nie mam pojęcia jak to Beenox zrobił, ale dwójka jest po prostu gorsza. Przeszedłem ją trochę na siłę, na szczęście nie trwało to długo, bo około sześciu godzin.

The Amazing Spider-Man 2, podobnie jak poprzednik, z filmem powiązany jest luźno. Postacie i wydarzenia z kinowych ekranów przeplatają się z zupełnie nowymi. W ten oto sposób, oprócz stawiania czoła Electro, współpracujemy z Kravenem lub staramy się zdekamulfować knowania Kingpina. Fabuła, w ogólnym rozrachunku, nie porywa, brak tu jakichś zaskakujących zwrotów akcji czy czegoś, co motywuje nas do jak najszybszego pchnięcia fabuły do przodu. Scenki przerywnikowe są nudne, podobnie zresztą jak monotonne dialogi, na które zresztą mamy wpływ – możemy zadać wskazane pytania lub po prostu to olać kończąc konwersację. W każdym razie, ot tak latasz z jednego końca miasta na drugi, wchodzisz do jakiejś lokacji, klepiesz paru gości, na końcu najczęściej pokonujesz bossa i już trzeba lecieć gdzie indziej, aby zażegnać następne niebezpieczeństwo. Jasne, stoi za tym na pewno jakiś logiczny ciąg zdarzeń, jednak autorzy nie zachęcili mnie do tego, aby wgłębić się w niego jakoś szczegółowo.

Rozgrywka opiera się na tym samym schemacie co pierwsza część. Dostaliśmy otwarty świat nowojorskiego Manhattanu, po którym swobodnie można się przemieszczać i wykonywać zadania fabularne oraz poboczne, a także zbierać porozrzucane po całym mieście komiksy. W związku z komiksami zastosowano ciekawy patent, bo po zebraniu piętnastu można odwiedzić sklep z komiksami (prowadzony przez Stana Lee) i zapoznać się z kilkustronicowymi zeszytami z przygodami człowieka-pająka w roli głównej. Dla fanów jest to z pewnością ciekawy smaczek.

Zadania poboczne to głównie walka z przestępczością i złem, tzn. musimy obezwładnić bandytów, uratować ludzi z płonącego budynku czy uwolnić z samochodu porwaną kobietę. Wpływa to na system reputacji, który… jest najgłupszym systemem reputacji w historii gier wideo. Przede wszystkim nie daje jakichkolwiek wymiernych korzyści poza tymi, że jeśli jest utrzymany na poziomie dobrej karmy to co chwila nie zaczepiają nas latające, irytujące drony. Problem w tym, że pasek trudno utrzymać na tym dobrym poziomie, gdyż aby go wypełnić trzeba wykonać kilka zadań pobocznych, co zajmuje ok. 15 minut przy dobrych wiatrach, ale potem kilka razy szybciej spada. Dlaczego? Bo latając po mieście gra sugeruje nam, gdzie coś się dzieje – jeśli w ciągu kilkudziesięciu sekund nie zareagujemy to gra traktuje to, jakbyśmy mieli gdzieś ratowanie mieszkańców i pogarsza nam reputację. Zrozumiałbym, gdyby taka ikonka pojawiała się raz na jakiś czas, żeby zachęcić nas trochę do aktywności pobocznej (tak na marginesie: misje są identyczne i niesamowicie monotonne), ale nie. Na ekranie dosłownie co chwila aktywuje się kolejna ikonka, czasem potrafi pulsować ich kilka na raz, że nawet jakby chciał to wszystkich bym nie uratował, więc siłą rzeczy pasek reputacji i tak się obniży…

Z samej rozgrywki najbardziej przypadły mi do gustu dwie rzeczy. Pierwsza to huśtanie się na pajęczynie pomiędzy drapaczami chmur. Co prawda, autorzy nie do końca zrealizowali obietnicę, że pajęczyna zawsze będzie się do czegoś przyczepiać (bo niejednokrotnie chwyta się nieba), ale trzeba przymknąć na to oko. Druga rzecz to misje skradankowe, które są tak samo satysfakcjonujące jak w poprzedniej części. Należy uaktywnić pajęczy zmysł, aby poznać ścieżki poruszania się przeciwników, a następnie zakraść się niezauważenie na odpowiednią odległość i obezwładnić wroga za pomocą sieci. Starcia bezpośrednie są o wiele mniej ciekawe, opierają się tak naprawdę na wciskaniu dwóch przycisków – ataku (kwadrat) oraz uniku (trójkąt), kiedy odpowiednia ikonka pojawi się nad głową przeciwnika. Kwadrat, kwadrat, kwadrat, kwadrat, kwadrat, trójkąt, kwadrat, kwadrat itd. Co przykre, pojedynki z bossami są równie schematycznie, choć deweloper starał się je nieco urozmaicić poprzez wykorzystanie przyciągania pajęczyną czy ciskania pajęczymi kulami.

Dostępne jest też drzewko zdolności człowieka-pająka, gdzie wraz z postępem ulepszać można poszczególne umiejętności, m. in. szybkość poruszana się czy siłę wystrzelanych pajęczyn. Napiszę jednak szczerze, że pomimo iż pod koniec rozgrywki miałem wykupione praktycznie wszystkie ulepszenia, nie dostrzegłem różnicy w rozgrywce pomiędzy pierwszymi, a ostatnimi minutami rozgrywki. Nie czułem po prostu wzrastającej siły superbohatera.

Najgorzej jednak nowy Spider-Man prezentuje się od strony technicznej. Ogrywałem wersję na PlayStation 3 i odniosłem wrażenie, że tytuł… prezentował się gorzej niż pierwsza część. Może byłem lekko uprzedzony, ale miasto jest puste, budynki są jakby z kartonu, na ulicy ruchu praktycznie nie ma. Przechadzając się po Times Square podszedłem do witryny sklepowej, w której to była wklejona tekstura widoku z dachu jednego z wieżowców. Ale to szczegół. Bardziej istotne jest, że gra potrafi przyciąć, przeciwnik czasem staje w bezruchu, tekstury się doczytują lub przenikają, a głosy są niezgrane z ruchem warg. Największą bolączką są jednak loadingi, które występują po każdym rozpoczęciu misji czy wejściu do jakiegoś pomieszczenia i potrafią trwać nawet kilkanaście sekund, przynajmniej na PS3. Na nowej generacji pewnie są krótsze, ale to i tak wstyd, żeby po 7 latach od premiery konsoli nie potrafić tak zoptymalizować kodu, żeby ekrany wczytania skrócić do minimum lub w ogóle wyeliminować.

Podsumowanie

Nie tak dawno obejrzałem jeden z youtube’owych programów, w którym NRGeek zjechał pecetowego Spider-Mana 2 wydanego w 2004 roku – stosowny odcinek znajdziecie tutaj. Ok, nowa gra z człowiekiem-pająkiem nie jest aż tak słaba (choć są pewne zbieżności), ale po prostu zawiodłem się na niej. Nie liczyłem na tytuł na poziomie ostatnich Batmanów, ale liczyłem przynajmniej na utrzymanie poziomu pierwowzoru sprzed dwóch lat. I choć model rozgrywki rzeczywiście jest zbliżony, tak sam tytuł jest bardziej monotonny i zwyczajnie brzydszy i naprawdę nie mam pojęcia jak Beenox to zrobił. The Amazing Spider-Man 2 jest grą przeznaczoną tylko dla fanów komiksowego bohatera i ewentualnie dla dzieciaków o ile nie zgłupieją od szalejącej kamery. Na trzecią część Spider’a na pewno nie będę czekał… no chyba, że weźmie się za nią studio Rocksteady.

Zostaw komentarz

Na tapecie
The Dark Pictures - Man of Medan