Recenzja „The Elder Scrolls IV: Oblivion”

Korzenie serii The Elder Scrolls sięgają aż po 1994 rok, kiedy to ukazała się pierwsza część tej sagi – Arena. Może to niewiarygodne, lecz gra swoim rozbudowaniem niewiele odbiegała od późniejszych cześci serii, ponadto paradoksalnie teren do eksploracji jest znacznie większy, niż w późniejszych grach z tej sagi! Seria ta słynie z wielu tradycji, niezmiennych od samego początku. Ogromna przestrzeń do zwiedzania, tysiące elementów ekwipunku, możliwość produkcji i naprawy własnych przedmiotów, setki questów oraz dziesiątki umiejętności do rozwijania, to tylko niewielki zalążek tego, co dostarcza każda część z tej serii.

Pomimo, iż akcja każdej z nich rozgrywa się w innym rejonie, świat ten dzieli wspólną historię, która jest sprytnie poprzeplatana między odsłonami. Na przykład imperator Uriel Septim VII w Arenie zostaje uprowadzony do innego wymiaru. W Oblivionie możemy dowiedzieć się gdzie trafił, jak potoczyła się jego dalasza historia oraz mamy możliwość zobaczyć na własne oczy jak się zakończyła. Dla weteranów serii takie smaczki to prawdziwa gratka. Akcja jest umiejscowiona w rejonie Cyrodiil, które znajduje się w samym środku świata Tamriel. Główny wątek fabularny jest bardzo ciekawy, często zaskakujący. Motyw daedrycznego lorda, dążącego do zawładnięcia światem śmiertelników bardzo mi się spodobał, śmiem nawet stwierdzić, że to najlepsza historia zaprezentowana w całej serii The Elder Scrolls.

Główna linia fabularna nie jest zbyt długa, lecz twórcy są w pełni usprawiedliwieni – w Cyrodiil jest co robić i bez niej. Do wyboru są misje od gildii wojowników, magów, złodziei, organizacji zabójców oraz te zlecone przez przpadkowych ludzi w miastach. Oprócz tego czeka 60 bram oblivionu do zamknięcia, oraz misje zlecone od bóstw daedrycznych. Nie zapominajmy także o tym, że Cyrodiil to ogromny teren do eksploracji, pełen jaskiń, fortów, wiosek, bunkrów i miast tylko czekających żeby odkryć ich sekrety. Kiedy uświadomiłem sobie ile jest zadań do wykonania, początkowo stwierdziłem że gra, tak jak Morrowind popadnie w schematyczność. Przy takim ogromie wszystkiego, poprostu nie było możliwości jej uniknąć, lecz grając nieustannie odnosi się wrażenie, że autorzy robili co mogli, żeby urozmaicić rozgrywkę. Bardzo mi się podoba to, że misje nie polegają zawsze na schemacie „zabij, ukradnij, przynieś”. Czasami trzeba upolować jakąś zwierzynę, znaleźć składniki do mikstury, eskortować kogoś, zamknąć bramę oblivionu i wiele innych ciekawostek. Bardzo cieszy mnie także fakt, że misje wykonywane dla gildii również mają swoją fabułę, która jest równie ciekawa, co główny wątek. Na przykład gildia magów jest zagrożona przez nekromantów, w gildii zabójców czai się zdrajca którego trzeba wytropić, a w gildii złodziei mamy za zadanie ukraść jeden tytułowych Elder Scrolls. Można dojść do wniosku, że Oblivion został dopieszczony fabularnie, jak żadna inna część serii.

 

 

Wspomniane wcześniej bramy oblivionu to kluczowy element gry. W miarę rozwoju głównego wątku, w wielu losowych miejscach w Cyrodiil pojawiają się owe bramy do innego wymiaru, zwanego oblivionem. Wewnątrz, świat jest mroczny, niebezpieczny, pełen daedrycznych potworów. Aby zamknąć portal, należy przedostać się do głównej wieży i wyjąć z wiązki ognia „kamień pieczęci”, co spowoduje zamknięcie bramy raz na zawsze. O ile pierwsze podróże do oblivionu są bardzo emocjonujące, tak po zamknięciu 10 bram już nie znajdziemy w nich nic nowego. Istnieje 50 losowych bram oblivionu oraz 10 należących do głównego wątku. Podczas zamykania losowego oblivionu można natrafić na jedną z siedmiu możliwych wariacji, takich portali wcale nie trzeba zamykać, można je spokojnie ominąć. Inaczej jest jednak z tymi bramami, które są obowiądkowe do zaliczenia głównej linii fabularnej. Wewnątrz nich znajdziemy zupełnie inny oblivion, który napewno nie pojawi się podczas zamykania losowej bramy. Za pomysł z oblivionem, twórcom należą się gromkie brawa. Nie tylko urozmaica grę jeżeli chodzi o grywalność, ale także dał pretekst, aby wprowadzić ciekawszy wizualnie świat, do trochę monotonnych wszechobeznych lasów i łąk.

Pora teraz przejść do kwestii rozwoju postaci. System zawarty w Oblivion przypomina te z poprzednich części, może się wydawać skomplikowany, ale w rzeczywistości jest bardzo prosty i intuicyjny. Przy powstawaniu postaci wybieramy dla niej skille główne i poboczne, a zdobywamy je poprzez częste używanie danej umiejętności. Na przykład częste skradanie podnosi poziom skradania itd. Podniesienie ogólnego poziomu postaci następuje wtedy, kiedy zostanie podniesionych 10 skillów głównych. Przy podnoszeniu poziomu postaci podnosimy ich atrybuty takie jak siła, inteligencja, siła woli itd. Wartość wzrostu poziomu atrybutu zależy także od ilości podniesionych skillów pobocznych. Nie sposób nie wspomnieć o jakże kontrowersyjnym systemie levelowania świata. Podnosząc kolejne poziomy postaci, wzrasta także poziom umiejętności wroga. Oznacza to, że już na pierwszym poziome można przejść całą grę i wszystkie questy (levelowanie nie odbywa się bez zgody gracza w postaci snu w łóżku). Pomimo, iż takie rozwiązanie wydaje się śmieszne, nie warto zanadto spieszyć się z podnoszeniem poziomu. Kiedy zbyt szybko levelujemy, nie wzrastają atrybuty postaci – bez tego przeciwnicy będą zawsze silniejsi i wtedy pozostaje tylko na pomoc pasek poziomu trudności w opcjach.

Wizualnie Oblivion prezentuje się doskonale. Grafika stoi na bardzo wysokim poziomie, pomimo ponad roku na karku. Na szczególną uwagę zasługuje bardzo daleki zasięg widzenia i poprawiony pop-up w stosunku do wersji na inne platformy. Dzięki możliwości zrzucenia danych na dysk twardy oraz duplikowania danych na blu-ray gra ładuje się szybciej niż na konsoli Microsoftu, zostało wprowadzonych kilka drobnych poprawek w grafice, usunięto większość błędów. Wnętrza budynków, środowisko naturalne oraz modele postaci nadal wzbudzają podziw na twarzach graczy. Jak sami twórcy stwierdzili, ich głównym celem w Oblivionie było utworzenie wielkich, fotorealistycznych lasów. O ile z fotorealistyką mają niewiele wspólnego, tak ogólny efekt jest zniewalający. Pomimo tego, że pojawiła się opcja szybkiego przeskoku z miejsca na miejsce, o wiele większą przyjemność sprawia podróż koniem przez te ogromne puszcze, a są one naprawdę wielkie – Cyrodiil ma aż 16 mil kwadratowych. Podczas takich podróży zdarza się że gra gubi klatki animacji, zwłaszcza jeśli przemieszczamy się bardzo szybko. Poza tym, ma to miejsce tylko wtedy, gdy zapisuje się stan gry w tym samym momencie.

Poziom wykonania gry od strony audio nie odbiega jakością. Głosów użyczyli tutaj między innymi Patrick Stewart znany z roli profesora Xaviera w trylogii X-men, oraz Sean Bean, który pojawił się w ekranizjacji Silent Hill czy choćby Goldeneye. Głosów postaci jest mało i często się powtarzają, lecz przy takim ogromie dialogów, nie wyobrażam sobie innego rozwiązania. Ludzie nie stoją w miejscu jak w Morrowindzie, tylko mają własne życie, własny cykl dnia. Dzięki temu wielokrotnie można podsłuchać ich rozmowy na ulicy i usłyszeć nie tylko plotki z Cyrodiil, ale także kluczowe informacje dotyczcące questów. Muzyka skomponowana przez Jeremiego Soule’a również stoi na najwyższym poziomie, została nawet nominowana do nagrody British Academy Award. Piękne utwory doskonale uświetlają podróże przez Cyrodiil, oprócz tego zmiana utworu, sygnalizuje że jesteśmy atakowani, co wielkrotnie uratowało mojej postaci życie.

Wersja dla Playstation 3 zawiera w sobie także dodatek Knights of the Nine. Wprowadza on do gry nową gildię oraz kilka nowych lokacji, nie wiem dlaczego zabrakło zbroi dla konia. Dodatek Shivering Isles został już oficjalnie potwierdzony na Playstation 3 i ma zostać wydany do końca roku.

Oblivion to gra ogromna, oferuje około 200 godzin zabawy, wiele sposobów rozwiązania misji, prawie całkowitą dowolność przy rozwijaniu postaci. W chwili obecnej jest to najbardziej rozbudowana, najdłuższa i poprostu najlepsza gra na Playstation 3, która jest warta każdej wydanej na nią złotówki.

Zostaw komentarz