Recenzja „The Last of Us: Left Behind”

Najlepsza gra ubiegłego roku, jaką nazwać można The Last of Us, po dziewięciu miesiącach od premiery otrzymała pierwszy i zarazem jedyny dodatek fabularny. Dodatek, który jeszcze bardziej przybliża nam postać głównej bohaterki, nastoletniej Ellie nieznającej życia przed wybuchem epidemii. Od razu zaznaczam, że Left Behind jest rozszerzeniem przeznaczonym dla osób, które ukończyły podstawową wersję gry, także nie obraźcie się, jeśli trafi się jakiś drobny spoiler z The Last of Us.

Jak wspomniałem, dodatek w całości poświęcony jest Ellie, dzięki czemu możemy poznać dziewczynę zanim ta spotkała się z Joelem. Ale nie tylko, gdyż historia dodatku poprowadzona została dwutorowo i oprócz wspomnianych wydarzeń przed bierzemy także udział w szukaniu lekarstwa dla Joela, który został ciężko ranny podczas ucieczki z Uniwersytetu, czego byliśmy świadkiem grając w The Last of Us. W ten sposób twórcom udało się ukazać kontrast pomiędzy żyjącą we względnym spokoju a samotnie walczącą o przetrwanie bohaterką.

Etapy, podczas których przemierzamy galerię handlową w poszukiwaniu medykamentów, pod względem rozgrywki są kalką podobnych etapów z oryginalnej wersji gry, gdzie także przejmowaliśmy kontrolę nad Ellie. Tworzymy więc apteczki czy koktajle Mołotowa ze znalezionych przedmiotów, wbijamy nóż w głowę zarażonym czy strzelamy do wrogich nam ludzi. Szczerze mówiąc, gdyby Left Behind składało się jedynie z tego typu etapów byłbym lekko zawiedziony, bo rozgrywka nadal daje radę, ale byłaby to tylko powtórka. Jako plus trzeba odnotować znajdźki (listy i dyktafony) układające się w spójną historię poboczną oraz swoistą nowość w sposobie walki, która polega na napuszczaniu zarażonych na ludzkich przeciwników.

Wartość rozszerzenia zdecydowanie podnoszą etapy na swój sposób retrospekcyjne, w których wraz z Riley – przyjaciółką Ellie – opuszczamy bezpieczną strefę kwarantanny, aby zaszaleć na mieście i spędzić ze sobą trochę czasu. Tutaj rozgrywka jest o wiele spokojniejsza, skupia się przede wszystkim na relacjach pomiędzy bohaterkami – posłuchać można wielu ciekawych dialogów i wziąć udział w szeregu zaskakujących mini-gierek i sytuacji. W żadnym wypadku nie chcę wam zdradzać co przygotowali twórcy, ale chociaż jeden przykład muszę podać – Riley, mijając dwa samochody, proponuje, aby zabawić się i za pomocą porozrzucanych cegieł powybijać w autach szyby. Nagrodą jest możliwość zadania pytania i szczera odpowiedź. Oczywiście to od zręczności gracza zależy czy wygra/przegra tę drobną konkurencję. Jak zaznaczyłem wcześniej, podobnych motywów jest kilka, wszystkie zrealizowano świetnie i dzięki nim poznajemy Ellie i Riley odkrywając łączącą je więź. I choć osoby, które przeszły The Last of Us wiedzą jak skończy się ta przyjaźń to w ogóle się o tym podczas rozgrywki nie pamięta albo… nie chcę pamiętać. Na przekór, lekko zawiodło mnie zakończenie, w którym czegośn zabrakło albo inaczej – czegoś zabrakło w sposobie jego przedstawienia.

Czy Left Behind jest warte 59 złotych? Tak, bo jest to przykład rozszerzenia do gry, jakie deweloperzy powinni dostarczać. Otrzymujemy bowiem prawie trzygodzinną opowieść w unikalnym świecie i mamy okazję bliżej poznać jedną z głównych bohaterek, będącą jednocześnie jedną z najwyraźniejszych żeńskich postaci w grach. Dodatek idealnie wyważa spokojniejsze momenty z tymi bardziej dynamicznymi, jest tak samo klimatyczny i ładny jak oryginał. Każdy kto przeżywał wyprawę Joela i Ellie powinien uzupełnić ją o Left Behind.

Recenzję The Last of Us znajdziecie tutaj.

Zostaw komentarz

Na tapecie
The Dark Pictures - Man of Medan