Recenzja „Tom Clancy’s H.A.W.X.”

Tom Clancy’s H.A.W.X. to gra, na która czekali wszyscy, starzy, młodzi, kuguary, capy i nawet torebki dodawane do „Pani Domu”. A tak naprawdę to tytuł ten przejdzie bez większego echa w zalewie „noworocznych” hitów, co nie znaczy, że jest słaba. Ubisoft dorzuca kolejną cegiełkę do bogatego uniwersum Tomka, co z pewnością ucieszy graczy lubujących ten półświatek.

Chciałbym latać…

Nie interesuję się zbytnio tematem gier lotniczych, ale z tego co pamiętam to jest to chyba pierwsza tego typu gra na PlayStation 3. Znakomity Ace Combat 6 niestety nie zadomowił się na sprzęcie japońskiego giganta, więc jakby na to nie patrzeć H.A.W.X. jest bezkonkurencyjny! Trzeba być sprawiedliwym, autorzy odwalili kawał przyzwoitej roboty. W pudełku z grą dostajemy czysty arcade. Każdy, bez względu na poziom doświadczenia w tego typu produkcjach w mig odnajdzie się w tym tytule. Wspomagaczy tu tyle, że chłopaki z siłowni pewnie zmienią zainteresowania. Można by powiedzieć, że samolot sam się kieruje, ale byłaby to przesada. Developer zastosował ciekawy patent, który samosterującą się kupę żelastwa, zmienia w wymagająca podniebną strzelankę. Preferencje lotnicze zmieniamy w biegu, więc bez problemu możemy wykonywać akcje rodem z Top Gun , czy Discovery Channel. Jak dla mnie jest to znakomite rozwiązanie, bo doskonale pamiętam nerwowe chwile spędzone przy Ace Combat, więc masa ułatwień w rozgrywce to znakomite rozwiązanie, zwłaszcza, że tak, jak wspomniałem przed chwilą, możemy wszystko zmieniać w locie. Tym bardziej, że sterowanie jest przyjemne i intuicyjne, nie mam pojęcia, jak to się stało, ale tak jest i trzeba to zaakceptować. Brawo!
Co do samej rozgrywki to po prostu jest to totalna destrukcja wrogich jednostek. Nikt nie musi się martwić o brak amunicji, bo każdą misję zaczynamy mając do dyspozycji istny magazyn ładunków wybuchowych na pokładzie naszego myśliwca. To cieszy, bo nic tak nie poprawia humoru, jak porządna dawka demolki do kawy i ciasteczka. Dodatkowo w wirtualnych przestworzach dzieje się naprawdę sporo, zdarzają się wielkie powietrzne bitwy z mnóstwem akrobatycznych wariacji. Nawet Czerwony Baron, czy jak mu tam było, dostałby orgazmu na widok tego, co dzieje się na ekranie telewizora. Z czasem do gry wkrada się lekka monotonia. Misji do zaliczenia jest 19 i całość pomimo, że czasem musimy bronić konwoju, innym razem zniszczyć flotę okrętów, itd., to jednak jest to w kółko to samo, za każdym razem trzeba rozp… wrogie jednostki i tyle. Sprawia to jednak dużo przyjemności, więc nie jest źle.

Laski lecą na mój samolocik

W garażu znajdziemy tonę myśliwców. Maniacy zapewne skojarzą takie nazwy, jak: F-35 Lightning II, F-22 Raptor, Mirage III, FA-18C Hornet, czy FA-18E SuperHornet. Mnie osobiście to połączenie liter i cyferek nic nie mówi, a jest tego dużo, dużo więcej. Nasuwa się tylko jedno pytanie, po co to komu? Większość misji i tak każdy będzie wykonywać samolotem, który zaproponuje mu gra, albo swoim ulubionym. Jednak, jak to mówią od przybytku ręka nie boli, czy jakoś tak. Jednak szczerze pisząc nie mam zielonego pojęcia, czy są jakieś różnice w zachowaniu się maszyn, jak dla mnie to wszystko jedno i to samo, większych nieścisłości nie uświadczyłem. Może jedynie, co poniektóre są szybsze i zwrotniejsze od innych, ale są to naprawdę niewielkie niuanse.
Jeśli chodzi o zróżnicowanie miejsc walki, to tutaj jest się czym pochwalić. Zwiedzimy niezły skrawek świata, ale i tak gracze zapamiętają tylko jedną nazwę Rio de Janeiro. To tam rozgrywa się moim zdaniem najlepsza bitwa i to miasto zapada głęboko w pamięć. Cała reszta jest jak najbardziej OK.
Co, jak co, ale w temacie dostarczania graczowi mnóstwa różnych różności Ubisoft Romania spisało się na medal.

Tom’ie Clancy, przestań piep….!

Fabuła gry osadzona jest pomiędzy GRAW, End War i Bóg raczy wiedzieć gdzie jeszcze. Jak to zwykle bywa wcielamy się w postać asa walk podniebnych, niejakiego David’a Crenshaw, który należy do elitarnej jednostki H.A.W.X. Walczymy w barwach USA, by później zasilić szeregi organizacji AGS (Artemis Global Security).

Z tego, co zapamiętałem jest to jakaś pozarządowa inicjatywa, a w wizjach snutych przez Tomka w niedalekiej przyszłości takie legalne mafie będą posiadać swoje armie, ble, ble. Być może całość byłaby nawet ciekawa, ale to, jak jest to przedstawione w grze zakrawa o głupi żart. Pseudo filmiki to dno totalne i szczerze zniechęcają do zgłębiania się w pokręcony świat Tom’a Clancy’ego. Nie jestem, ani oczarowany, ani tym bardziej zachwycony, a raczej zdegustowany, jednak na szczęście fabuła nie jest w tego typu grach najważniejsza. Niesmak jednak pozostanie, trzeba „ugryźć suchara”.

Zwołaj chłopaków, lecimy na browar

O ile kampanię można łyknąć w niecałe 10 godzin, tak multi dla niektórych okaże się nieśmiertelne. Świetnie wypada możliwość kooperacji z drugim, trzecim, czy czwartym graczem, a i niesamowity fun płynie z toczenia sieciowych bitew. Powiedzmy to sobie szczerze, kto pomimo dobrego multi w tej grze, oderwie się od znakomitego trybu sieciowego zawartego w Killzone 2? Oczywiście kilku chętnych na pewno się znajdzie, ale Ubisoft wybrało sobie niezbyt dobry moment na wypuszczanie tej naprawdę dobrej pozycji, mam nadzieję, że przy okazji drugiej części (o ile taka powstanie) włodarze pokuszą się o lepszy termin.

Czy to ptak, czy samolot? Nie, to H.A.W.X.

Oprawa audio-video jest dobra, nic poza tym. Samoloty wykonane są z dbałością o szczegóły, zwłaszcza widok z kokpitu robi duże wrażenie, widać, że twórcy się przyłożyli. Nie zachwycają jednak, tak jak modele maszyn z konkurencyjnej gry, która ma juz na karku prawie dwa lata! Bije ją jednak na głowę pod względem wykonania otoczenia. Oczywiście, gdy podlecimy bliżej zobaczymy, że tekstury podłoża nie są, aż takie dobre. Całość jednak sprawia pozytywne wrażenie, no i te chmury… Podobnie jest z udźwiękowieniem. Wszystko brzmi tak, jak powinno. Samolociki warczą, jak konkretnie podrasowana motorynka, a wybuchy dudnią, jak zakonnice na tamburynie. W sumie, to ten element wypada identycznie, co wszystko inne w tym tytule, czyli trochę ponad „poprawnie”.

Przelecisz się ze mną?

Najnowsza gra sygnowana nazwiskiem słynnego pisarza okazała się całkiem udaną pozycją z całkowicie nie udaną data premiery. Popłynie w zalewie ostatnich szlagierów i szybko zostanie zapomniana, a szkoda, bo nawet ja, facio, który nie pała zbytnią radością na myśl o spotkaniu z takim gatunkiem elektronicznej rozrywki, przekonał się i docenił H.A.W.X.’a. Z całą pewnością nie jest to gra z samej góry, ale porządne wykonanie praktycznie wszystkich elementów gry sprawia, że naprawdę warto przykręcić się wokół tej szpili. Domorośli lotnicy śmiało mogą dodać jedno oczko więcej do oceny końcowej. Dobra gra.

Zostaw komentarz

Na tapecie
Marvel's Avengers