Recenzja „Tomb Raider”

„Będę grał w grę! Jaką? TOMB RAIDER!” Zapewne kojarzycie filmik, w którym powyższy tekst to odpowiedź na pytanie dziennikarki dotyczące planów sylwestrowych przypadkowo napotkanego osobnika. I choć Nowy Rok mamy już za nami, ja też własnie zagrałem w grę.

Lara Croft to bez wątpienia postać już kultowa, jako jedna z niewielu kojarzona jest nie tylko przez graczy, ale ludzi na co dzień nietrzymających pada w rękach. Dlatego też każda następna odsłona serii cieszy się dużym zainteresowaniem i nie inaczej wygląda sytuacja w przypadku tego Tomb Raidera, który w pewnym stopniu zrywa z konwencją poprzedników, przedstawiając nam odmłodzoną bohaterkę i fabułę wywołującą skojarzenia z super popularnym serialem Lost. Nie obawiajcie się jednak – bohaterka spisuje się w nowej roli doskonale i ponownie weźmie udział w zbiegu tajemniczych wydarzeń, które nie mogą pozostać bez wyjaśnienia.

Historia opowiedziana w nowym Tomb Raiderze ukazuje nam pierwszą poważną wyprawę Lary, wtedy jeszcze studentki archeologii. Dziewczyna wraz z grupą przyjaciół wyrusza na wielkim statku Endurance w kierunku wyspy Yamatai, należącej do archipelagu Smoczego Trójkąta. Grupa chce tam odkryć ślady obecności historycznej japońskiej cesarzowej Himiko. Oczywiście – jak przyzwyczaiły nas gry przygodowe – nie obędzie się bez kłopotów, które w tym przypadku mają miejsce już na samym początku. Statek nie dociera bowiem do brzegu w całości, a przyjaciele zostają rozdzieleni, mało tego – wpadli w ręce przestępczej organizacji, która wcześniej przybyła na wyspę.

Pierwszym zadaniem Lary jest więc odnalezienie kompanów, co okazuje się o tyle trudne, że Lara nie zna wyspy, nie posiada żadnego środka komunikacji, brak jej doświadczenia, a do tego bohaterka jest wyczerpana i zmarznięta. Już na starcie musimy więc walczyć o przetrwanie, rozpalając ognisko, znajdując łuk i za jego pomocą zabijając bezbronną zwierzynę w celu zdobycia pożywienia. I to jeden z nielicznych elementów stricte surwiwalowych. Wraz z rozwojem fabuły, Lara – pochłonięta ciągłą zmianą biegu wydarzeń – zapomina o pożywieniu czy trudnych warunkach atmosferycznych, bo choć natyka się ona na inne obozowiska, nie służą one bynajmniej do pieczenia kiełbasek. Moim zdaniem to bardzo dobrze, ponieważ konieczność polowania na zwierzynę czy ukrywania się przed lodowatym deszczem niepotrzebnie spowolniłoby rozgrywkę i stałoby się z czasem irytujące. A tak tylko raz doświadczamy trudów przetrwania na bezludnej wyspie, a reszta tego typu akcji pozostaje w domyśle.

Pisałem już, że w grze poznajemy odmienioną, odmłodzoną Larę. Autorzy uwidocznili jej uczucia, dzięki czemu możemy wczuć się w sytuację bohaterki i bardziej się z nią utożsamić. No i biust jakby tak trochę zmalał. Warto nadmienić, że wraz z postępem fabularnym delikatnie zmienia się wygląd bohaterki, a także jej charakter – z nieśmiałej i wystraszonej studentki w odważną poszukiwaczkę przygód, nie bojącą się wyzwań. Postać Lary jest wprost doskonale poprowadzona i jej nowa wersja przypadnie do gustu zarówno fanom jak i graczom, którzy zetkną się z serią po raz pierwszy. Po prostu robi się żal, kiedy wyprawa na Yamatai dobiega końca.

Ale nie tylko żal Lary, bo również jej kompani są wyraźnie zarysowani, co jest pewną nowością w serii, bo do tej pory inne postacie były na ogół słabo przedstawiane i zaliczały epizodyczne występy. Poznajemy więc tak barwne jednostki jak mentor głównej bohaterki o imieniu Roth czy Sam, japońska producentka filmowa. Są też Reyes (ex-policjantka), Whitman (gwiazdor archeologicznego programu telewizyjnego), Alex (kumpel Lary), siłacz Jonah oraz emerytowany szkocki marynarz Grimm. Jak się domyślacie, przez całą historię postacie te wchodzą w różne relacje, kłócą się, wspierają czy przeżywają wspólnie dramatyczne momenty.

Najważniejszy aspekty – czyli rozgrywka – przypomina na pierwszy rzut oka serię Uncharted, ale w żadnym wypadku nie można powiedzieć, że jest to jej kopia. Deweloperzy ze studia Crystal Dynamics wprowadzili kilka ciekawych rozwiązań i patentów, którym poświęcę kolejne akapity.

Przede wszystkim łuk – jest to podstawowa broń Lary i choć w trakcie rozgrywki zdobywa ona jeszcze pistolet, karabin maszynowy, shotguna czy granaty, to właśnie z łuku korzystamy najczęściej. Nie tylko dlatego, że dzięki niemu można bezszelestnie eliminować przeciwników, nie zwracając niepotrzebnie ich uwagi, ale również dlatego, że broń pozwala nam na przemieszczanie się po kolejnych etapach – można np. przywiązać do niej linę, którą zaczepiamy o skałę i przejść po niej nad przepaścią czy też podpalić co nieco przy pomocy ognistych grotów. Oczywiście, to wszystko nie jest dostępne od samego początku, gdyż niektóre przedmioty dostajemy wraz z postępem w rozgrywce (np. krzesiwo do podpalania pochodni czy zapalniczkę do podpalania strzał), a także wprowadzono system rozwoju broni. Jest on dostępny we wspomnianych obozowiskach, gdzie za tzw. „gear”, zbierane podczas przeczesywania poziomów, dodajemy do pukawek celowniki, stabilizatory, większe magazynki czy wyrzutnię granatów. Rozwijać można jednak nie tylko broń, ale także bohaterkę, jednak odbywa się to za pomocą punktów umiejętności, które dostajemy za zdobywane doświadczenie. Te z kolei otrzymujemy za wykonywanie zadań, odkrywanie ukrytych lokacji czy eksterminację przeciwników. Kategorie ulepszeń są trzy – Przetrwanie, Łowy oraz Walka – i możemy zwiększyć m. in. zdolności bojowe związane z używaniem konkretnych pukawek czy walką wręcz (np. kontry lub oślepianie przeciwników piaskiem), poprawić umiejętności skórowania zwierząt (wpada więcej punktów doświadczenia) czy zdolności instynktu – specjalnej zdolności, dzięki której po naciśnięciu L2 Lara widzi najbardziej istotne elementy otoczenia, jak te, których można się chwycić czy skarby.

Ostatnią funkcją obozów jest możliwość podróżowania pomiędzy nimi. Gra ma półotwartą budowę świata – pod odkryciu danej lokacji można do niej powrócić w każdej chwili, a wszystkie rejony wyspy są ze sobą połączone ścieżkami, jaskiniami czy kanionami. Po co wracać? Po to, aby pozbierać wszystkie pominięte nadajniki gps, relikwie czy dokumenty. Te dwa ostatnie są szczególnie interesujące – relikwie to nic innego jak historyczne skarby, a do każdej autorzy przygotowali opis i trójwymiarowy model. Dokumenty to natomiast zapiski członków Endurance, przeciwników czy historycznych mieszkańców wyspy, z których szerzej można spojrzeć na wydarzenia fabularne lub stosunek postaci do danej sytuacji. Ponadto, na wyspie porozmieszczano opcjonalne grobowce, w których po rozwiązaniu prościutkiej platformowej zagadki znaleźć można sarkofag z dodatkowymi nagrodami. W szukaniu sekretów pomaga nam dokładna mapa wyspy.

Sama rozgrywka jest typowa dla tej z przygodowych gier z widokiem zza pleców. Sporo tutaj przeskakiwania, wspinania się czy bardziej dynamicznych momentów jak ślizganie się po skale lub lot na spadochronie. Nie zabrakło też walki z ludzkimi przeciwnikami, bo dzikich i jednocześnie agresywnych zwierząt nie uświadczymy praktycznie wcale – za wyjątkiem wilków, występujących tylko w jednej lokacji. Jak wspominałem wcześniej, Lara strzela z trzech rodzajów broni palnej oraz łuku, potrafi walczyć też wręcz korzystając ze znalezionego czekana i uskuteczniając efektowne i brutalne finiszery. Swoją drogą, brawa dla twórców, że nie przestraszyli się krwi i sceny typu wbijania ostrego narzędzie w głową są tu na porządku dziennym. W przypadku łuku, podpinając do niego linę, można chwycić nią wroga stojącego przy krawędzi i po prostu pociągnąć do w przepaść. Standardowo, jest kilka wybuchowych beczek do wysadzenia oraz system odsłon, jednakże trochę inny niż zwykle. Lara schyla się, kiedy zbliży się murku, ale się do niego nie przykleja, podobnie nie ma strzelania zza winkla (tzn. na ślepo, bez celownika). W niektórych momentach nie podobała mi się jedynie sztuczna inteligencja przeciwników – czasem zachowywali się bezmyślnie, wychylając się bez celu czy napierając prosto pod lufę bohaterki. A zostawiając na boku starcia, zabrakło mi jeszcze jednego rozwiązania gameplayowego – zagadek godnych poszukiwaczki przygód. Bo choć takowe występują, są naprawdę banalne, tak proste, że w zasadzie ciężko w ogóle nazywać je zagadkami. Szkoda.

Od strony graficznej tytuł prezentuje się bardzo ładnie. Środowisko jest bogate w szczegóły, dżungla wygląda jak dżungla pełna fauny i flory i choć cała akcja ma miejsce na zalesionej wyspie lokacje są wbrew pozorom różnorodne – Lara odwiedza starożytne budowle, wioski, grobowce czy np. wrak statku zlokalizowany na nadmorskiej plaży. Nie zwiedzimy jednak morskich głębin, bo bohaterka po prostu… nie umie pływać. W każdym razie autorom udało oddać się klimat bezludnej wyspy kryjącej niejedną tajemnicę, przede wszystkim dzięki stonowanym barwom i zmiennym warunkom atmosferycznym, jak np. ulewie, która tworzy jeszcze bardziej ponury klimat. Gra jest też bardzo filmowa, a niektóre akcje są naprawdę widowiskowe i świetnie wyreżyserowane. Ścieżka dźwiękowa stoi także na wysokim poziomie i idealnie wpasowuje się w atmosferę produkcji. Dostępna jest również pełna wersja językowa z Karoliną Gorczycą w roli tytułowej, ale – niestety – nasza wersja recenzencka jej nie posiadała.

Do gry autorzy zaimplementowali także tryb multiplayer, który moim zdaniem jest po prostu… niepotrzebny. Tomb Raider od ubiegłego wieku jest grą przeznaczoną dla pojedynczego gracza i taką powinna pozostać. Oczywiście, nie twierdzę, że tryb sieciowy w najnowszym TR jest niegrywalny, bo tak nie jest, ale z pewnością wiele innych gier nadaje się do jego implementacji niźli przygody Lary Croft. W każdym razie, tryb sieciowy opiera się na walce ocalałych z tubylcami, do dyspozycji autorzy oddali cztery typowe tryby rozgrywki, jest też system rozwoju ekwipunku wraz ze zdobywanymi punktami doświadczenia. Tyle.

Podsumowanie

Tomb Raider z 2013 roku to prawdziwy powrót królowej Lary i przykład tego, jak powinno odświeżyć się nieco skostniałą serię. Odmiana bohaterki, walka o przetrwanie zamiast przeczesywania setek egipskich grobowców oraz ciekawe rozwiązania gameplayowe sprawiają, że tytuł przypadnie do gustu nowym graczom, a starzy z pewnością darzyć będą Larę to samą miłością co kiedyś. I nie wypada mówić, że świeży Tomb Raider to Nathan Drake w spódnicy – bo pomimo że w jakimś stopniu obydwie gry są do siebie podobne to jednak tylko gatunkowo. Poza tym, pani Croft spódnicy nie nosi. Lara jest po prostu bezkonkurencyjna i nie mogę doczekać się kolejnej jej wyprawy – a taka z pewnością będzie.

Zostaw komentarz

Na tapecie
Ghost of Tsushima