Recenzja „TV Superstars”

W erze ‚casualizacji’ gier i obdzierania graczy ze skóry z pomocą internetowych mikro-płatności, co bardziej doświadczeni wiedzą, czego należy się wystrzegać i jak nie dać się zrobić w przysłowiowego konia. Jednak jednym z budzących największą grozę pojęć w branży, czymś, z czym spotykamy się wszyscy, jest „tytuł startowy”. Przyjrzyjmy się więc jednemu z „tytułów startowych” promujących nowy kontroler ruchu od Sony, a mianowicie – TV Superstars.

PlayStation Move to zabawka wręcz stworzona do uprawiania social gamingu – impreza, na której cztery osoby skaczą przed telewizorem wymachując czarnymi różdżkami musi wydać się atrakcyjna nawet dla największego wielbiciela minionych czasów klawiatury, myszki i Sylwestra z Counter-Strike’iem. Pomóc w rozkręceniu takiego właśnie przyjęcia ma TV Superstars – pozycja przenosząca nas samych na ekrany telewizorów i dająca możliwość wzięcia udziału w różnego rodzaju pokręconych teleturniejach.

Zabawę zaczynamy od stworzenia własnego avatara, który później będzie nas reprezentował w przeróżnych konkurencjach. Robimy zdjęcie naszej twarzy z pomocą kamerki PS Eye, wybieramy ciuchy i fryzurę, nagrywamy głos i podpisujemy się – brawa dla tego, kto zdoła wykonać swój podpis z pomocą PS Move tak, by ten nie wyglądał na bazgroły czterolatka. Jest to jednocześnie jeden z zabawniejszych aspektów rozgrywki – w końcu kto by nie chciał zobaczyć własnego zabójczego uśmiechu wklejonego na postaci z gry?

Następnie wybieramy program, w którym pragniemy się spełnić – a wybierać jest z czego. Możemy sprawdzić się jako rapujący kucharze, kaskaderzy, modele, a nawet pobawić się w ekspresowe remontowanie mieszkań. Wszystkie konkurencje wymagają pewnego zaznajomienia się z kontrolerem, gdyż to, co pozornie zdaje się być banalne, może okazać się czasem nieprawdopodobnie ciężkie do wykonania. Nie pomaga tutaj fakt, że Move niekiedy niemrawo reaguje na nasze ruchy i tracimy cenny czas na złapanie patelni, która akurat usytuowana jest w tym miejscu, którego nasz kontroler nie wyłapuje.

Mimo to konkurencje, przeplatane nieprawdopodobnie czerstwymi reklamami telewizyjnymi, dają niemało frajdy i nierzadko zdarza się, że najeżdżają graczowi na ambicje – w końcu jak to wygląda, kiedy zdobywca platyny w WipeOucie HD i mistrz serwerów Modern Warfare nie potrafi usmażyć naleśnika? Piłowanie desek, malowanie ścian, kręcenie biodrami i rozbijanie jajek bawią, choć warto zaznaczyć, że grając samemu, TV Superstars nudzi się w zastraszająco szybkim tempie. Zdobywanie punktów i wspinanie się w rankingu gwiazd nikogo nie interesuje, jeśli nie możemy się porównać ze znajomymi, z którymi dopiero co wygraliśmy konkurs w krojeniu kiełbasy na czas.

Wspomnieć wypada naturalnie również o polonizacji – Sony Computer Entertainment Polska zasugerowało się tytułem i zaprosiło do współpracy nad polską wersją celebrytów rozpoznawalnych dla niemal każdego Polaka. Stylista Tomasz Jacyków, raper Tede, czy aktorka Anna Mucha doskonale pasują do ról plastikowych i sztucznych prezenterów, nawet jeżeli niekiedy wypadają trochę niemrawo.

Owszem, TV Superstars to tytuł startowy, a takie tytuły na ogół szybko odchodzą w zapomnienie – nie inaczej będzie niewątpliwie tym razem. Gra nie powala na kolana, jest raczej sztampowa i niekoniecznie ładna, nie zmienia to jednak faktu, że na imprezę nadaje się doskonale i potrafi rozbawić – szkoda jedynie, że dla samotnego gracza nie ma ona do zaoferowania nic, co przyciągnęło by go do konsoli na dłużej, niż pół godziny.

Zostaw komentarz

Na tapecie
Dreams