Recenzja „UEFA EURO 2012”

Już za trochę ponad miesiąc w naszym kraju odbędzie się największa impreza sportowa w historii – Mistrzostwa Europy. Jak miało to miejsce w poprzednich latach, i teraz Electronic Arts zdecydowało się wydać grę poświęconą EURO. Choć tym razem – w przeciwieństwie do zeszłych edycji – nie zdecydowano się pełnoprawną grę, a jedynie dodatek do FIFY 12. To przykra wiadomość, szczególnie dla nas i naszych wschodnich sąsiadów, bo z pewnością fajnie byłoby postawić pudełko na półce jako swoistą grową pamiątkę z nadchodzącej imprezy. Czy jednak pomimo tej zmiany cały czas warto zainteresować się wirtualnym odpowiednikiem Mistrzostw?

Na powyższe pytanie z pewnością o wiele łatwiej byłoby odpowiedzieć Anglikowi, Niemcowi czy Francuzowi niż Polakowi, ponieważ dla nas tegoroczne Mistrzostwa Europy są szczególnie – wiadomo. I niestety, możemy być źli na Electronic Arts, bo firma nie stanęła na wysokości zadania. Pomijając nawet fakt niewydania płytowej wersji, UEFA EURO 2012 sprawia wrażenie tytułu wyprodukowanego naprędce, bez cienia innowacyjności, aby wyciągnąć jak najwięcej kasy przy jak najmniejszym nakładzie pracy. Może te słowa brzmią dość ostro, ale jako fan piłki nożnej, a przede wszystkim jako obywatel Polski, czuję się srogo zawiedziony, że akurat na nasze Mistrzostwa Elektronicy zdecydowali się na ten nie do końca udany eksperyment.

Po pobraniu ważącego prawie 700MB dodatku, odpaleniu FIFY 12 (gra jest oczywiście wymagana) oraz przebiciu się przez kilka tabliczek informacyjnych, w końcu dotrzemy do głównego menu, gdzie na pasku widnieje znajomy napis – UEFA EURO 2012. Po odpaleniu dodatku wita nas przyjemne intro w fioletowych barwach oraz z popularnym, kwiecistym logo turnieju. Do wyboru są cztery tryby – poza możliwością rozegrania turnieju, zaimplementowano nowy tryb Wyprawy, są też Zadania oraz online. Naturalnie, nic nie stoi na przeszkodzie również w rozegraniu towarzyskiego spotkania na jednym z ośmiu polsko-ukraińskich stadionów.

W przypadku rozgrywania Turnieju, zrezygnowano z fazy eliminacyjnej i dano możliwość zagrania jedynie meczów z fazy grupowej oraz pucharowej. Domyślnie w grupach umieszczono uczestników turnieju, jednak nic nie stoi na przeszkodzie, aby drużyny dostosować według własnych preferencji a puchar Henriego Delaunaya zdobyć np. zespołem z San Marino. Po rozegraniu pojedynczego meczu, konsola przeprowadza symulację pozostałych, wyświetla krótkie informacje o przebiegu turnieju, można też dokonać zmian w składzie, aby bardziej zapracowanych piłkarzy zastąpić tymi wypoczętymi. Triumf w meczu finałowym odpala krótką animację, w której zwycięska drużyna wnosi najważniejsze trofeum. Oczywiście, fajnie wygrać EURO naszą reprezentacją, ale dostarcza to satysfakcji tylko za pierwszym razem. Szkoda, że nie zdecydowano się na dodanie eliminacji, bo z pewnością wydłużyłoby to rozgrywkę.

Nowością w serii jest tryb Wyprawy, przypominający World Tour z FIFY Street czy Ultimate Team z FIFY Dwunastej. Na początku wybieramy kapitana (ze wszystkim dostępnych zawodników), a następnie tworzymy drużynę (nazwa, logo, stroje), do której losowo dobierani są zawodnicy rezerwowi z innych drużyn. Rozgrywka polega na pokonywaniu kolejnych drużyn narodowych – poczynając od najsłabszych – w celu zdominowania piłkarskiej Europy. Pokonanie drużyny przeciwnej pozwala na przejęcie jednego zawodnika, odblokowuje trasę do kolejnego państwa a także… odkrywa element układanki. Choć wygląda to w miarę fajnie, niestety dość szybko się nudzi. Powodów jest kilka: przede wszystkim, aby odblokować tych lepszych zawodników daną drużynę trzeba pokonać aż trzykrotnie – najpierw bowiem odblokowuje się zawodnika z głębokich rezerw, potem z ławki a na samym końcu z podstawowego składu. Ponadto, to gra losuje zawodnika i nie możemy wybrać tego, którego byśmy chcieli. A przecież tryb ten promowano jako możliwość stworzenia drużyny swoich marzeń. I jeszcze – samo odblokowywanie kolejnych obrazków to nie wystarczająca motywacja, aby zagrać ponad 150 meczów.

Oprócz rozgrywania Turnieju czy przemierzenia Europy, można jeszcze zagrać w Zadania – swojego rodzaju misje, które co kilka dni są zmieniane. Jeśli nie zaliczymy jakiegoś w określonym przedziale czasowym (kilkudniowym), dane zadanie przepada i trzeba zagrać już w kolejne. Zadania stawiają gracza przed określoną sytuacją, którą zaliczyć można wykonując określony cel. Dla przykładu: w chwili kiedy piszę ten tekst, zadanie polega na wygraniu meczu eliminacyjnego Danią przeciw Norwegii, kiedy w 82 minucie jest remis – na strzelnie bramki jest więc kilka growych minut. Ilość zdobytych punktów warunkowana jest wybranym poziomem trudności. Naturalnie, każde Zadanie powtarzać można aż do skutku. Jest to fajny tryb, ale raz, że był już w FIFIE 12, a dwa – zadania pojawiają się zbyt rzadko.

Oprócz samodzielnej rozgrywki, piłkę pokopać można również w sieci. Tutaj niestety autorzy się nie popisali, ponieważ nie ma możliwości grania ze znajomymi. Turniej można rozegrać, ale gracze są losowani, w zależności od tego na jakim etapie rozgrywek jesteśmy – jeśli wygramy mecze grupowe, konsola dolosowuje nam gracza, który również awansował do ćwierćfinału i tak dalej. To tyle.

Kwestię mechanizmów rozgrywki pomijam, ponieważ w tej kwestii nie wprowadzono żadnej innowacji w porównaniu z FIFĄ 12. Podobnie w kwestii technicznej – wszystko jest po staremu, choć gra potrafi czasem się zawiesić (mi zdarzyło się to dwukrotnie).

Ostatnią ważna kwestią – szczególnie jeśli chodzi o gry turniejowe – jest oddanie atmosfery oraz odwzorowanie stadionów i drużyn. W pierwszych dwóch przypadkach wyszło świetnie. Polskie i ukraińskie stadiony wyglądają naprawdę nieźle, na trybunach za to można usłyszeć nowe przyśpiewki, w tym te wspierające naszą reprezentację (My chcemy gola, Polacy, my chcemy gola, my chceeeemy goooola) – nagrywano je podczas zeszłorocznych meczów Polski. Nasi rodzimy komentatorzy również dostali trochę nowych kwestii (w tym sporo ciekawostek), choć odniosłem wrażenie, że Panowie Szpakowski i Szaranowicz mylą się częściej niż zwykle – np. na początku meczu mówią, że drużynie zostało mało czasu na wyrównanie czy przy stanie 2:1 podają, że jest 1:0. Nie jest to jednak wpadka, która psuje rozgrywkę. Najgorzej jest z licencjami – choć tu akurat wina nie leży tylko po stronie producenta, ale też krajowych związków piłkarskich. Mianowicie, niektóre z reprezentacji nie posiadają oryginalnych koszulek (w tym Polska), ale – co może zaboleć – aż 24 drużyny mają pozmieniane nazwiska zawodników. W naszej reprezentacji na szczęście postrzelamy bramki Lewandowskim czy Obraniakiem, ale już u współgospodarzy literki w nazwiskach są poprzestawiane. Zdarzało się to już poprzednio, ale nigdy nie na taką skalę. Wstyd.

Podsumowanie

Jako Polak wyczekujący czerwcowego Turnieju zawiodłem się na UEFA EURO 2012. Dodatek sprawia wrażenie niedopracowanego i po zdobyciu Pucharu Europy (co potrafi zająć około godziny), żaden inny tryb nie potrafi przyciągnąć na dłużej i lepiej wrócić do FIFY 12. Naturalnie, zdaję sobie sprawę, że to tylko gra sezonowa (i kosztuje tylko 69 zł), ale gdyby Elektronicy nie pokpili z trybu online, w trybie Mistrzostw dodali kwalifikacje a tytuł bogatszy byłby w licencje z pewnością odbiór zyskałby, zaś dodatek stanowiłby dobrą przekąskę przez Mistrzostwami Europy. A tak pozostaje mieć tylko nadzieję, że prawdziwy Turniej wypadnie o wiele lepiej od tego wirtualnego.

A dla rozluźnienia polecam oficjalną polską piosenkę na EURO:

KOKO, KOKO… KOKOniec.

Zostaw komentarz

Na tapecie
The Dark Pictures - Man of Medan