Recenzja „Uncharted 2: Among Thieves”

Gdybym był Alfredem Hitchcockiem, stwierdziłbym, że gra idealna powinna zaczynać się od trzęsienia ziemi, by następnie napięcie nieprzerwanie rosło. Among Thieves pokazuje o co chodziło Hitchcockowi. Jak ma wyglądać gra idealna? Tak, by pozostawiła po sobie ślad, by następne pokolenia o niej mówiły, by na samą jej myśl pojawiały nam się miłe wspomnienia i nawet po upływie kilku lat, nadal chcielibyśmy do niej powrócić. Gdybym był Alfredem Hitchcockiem, stwierdziłbym, że gra idealna powinna zaczynać się od trzęsienia ziemi, by następnie napięcie nieprzerwanie rosło. Among Thieves pokazuje o co chodziło Hitchcockowi.

Zawsze spotykam się ze stwierdzeniem, że kolejne części są tylko namiastką tego co zobaczyliśmy uprzednio. Nie lubię kontynuacji, zwłaszcza moich ulubionych bohaterów, bo za każdym razem obawiam się, że coś co urosło w moich oczach, może w bardzo łatwy sposób zmaleć. Pierwsza część Uncharted była świetną grą, z błyszczącą grafiką i ładnie opakowaną fabułą, która dosyć szybko odebrała koronę legendzie, pozostawiając wszystkie gry podobne gatunkowo w tyle. Jednak nie była na tyle dobra by zachowała się w pamięci, by o niej często wspominano. Tym razem Naughty Dog pokazało, że potrafią wyciągnąć wnioski i odpowiednio je wykorzystać.

Grę rozpoczynamy od wcześniej wspominanego trzęsienia ziemi. Lądujemy wprost w sam środek historii, gdzie już na początku wystawia się nas na próbę. Próbę, która wywoła na naszej skórze ciarki i sprawi, że nie będziemy mogli wygodnie usiąść i podziwiać to co się wokół nas dzieje. Jak można przetrwać, gdy cały świat jest przeciwko nam? Dokładnie to nam pokazali twórcy, a my przyjmując to dobrowolnie delektujemy się tym, iż znowu udało nam się wyjść z opresji.

Pierwsza część Uncharted zachwycała grafiką, co prawda mógłbym ponarzekać na jakość tekstur, czy przyczynę-skutek dogrywania się elementów, ale po co grzebać kości w grobie? Grafika była po prostu świetna. A jak się ma ona w Uncharted 2? Cudo, to co się dzieje, to co nas otacza, animacje postaci, gra świateł, wybuchy, wszystko to co ma z nami styczność w czasie rozgrywki, wprawia w osłupienie. Nie będę polemizował nad tym w jakiej rozdzielczości wyświetla się gra, czy jest obecny antyaliasing, bo to są rzeczy, które dla zwykłego gracza są najmniej istotne, interesuje mnie tylko to jak zwykły wyjadacz chleba to odbiera, a z wrażenia musiałem grać w okularach by dostrzec najmniejszy szczegół. Jakiś rok temu stwierdziłem, że Metal Gear Solid 4 to majstersztyk pod względem wizualnym, tym razem pałeczka zostaje przekazana Uncharted 2, myślę, że Snake by się nie obraził.

Fabuła stoi na naprawdę wysokim poziomie. Co prawda nie uświadczymy czegoś ambitnego, co sprawiło, iż będziemy się nad grą dłużej zastanawiali i polemizowali nad wypowiadanymi kwestiami, jednak podano ją w tak przyjemny sposób, że grzechem byłoby narzekać. Gra jest typową hollywoodzką produkcją, gdzie zobaczymy masę akcji, prostolinijnych cytatów i kilka łatwych zagadek, co w żaden sposób nie uwłacza grze. Wręcz przeciwnie, jest po prostu świetnie.

Tym razem, w stosunku do części pierwszej, bardziej skupiono się na walkach wręcz. Możemy przemykać się między wrogami i uśmiercać ich po cichu, bądź wpaść w sam wir bitwy i nafaszerować ołowiem paru oprychów. Wybór należy do nas, jednak cierpliwość bardziej się opłaca, co można traktować jako spoiler ;) Pozostałe elementy są żywcem zaczerpnięte z pierwszej części, więc nie musimy obawiać się zbędnych nowości.

Na poklask zasługuje spolonizowanie gry. Dawno nie grałem w tak dobrze spolszczoną wersję, co prawda zdarzały się małe wpadki, jednak z doświadczenia wiem, że pewne dialogi nagrywano na ślepo, gdzie aktor bądź tłumacz musiał improwizować. Dane mi było spróbować oryginalnej wersji i muszę z ręką na sercu przyznać, że nasza wersja wypada odrobinę gorzej od angielskiej, co tłumacząc na nasz język stwierdzam, że jest naprawdę dobrze. W razie problemów ze zrozumieniem Polskiego, możecie przełączyć na angielski – ta gra każdemu potrafi dogodzić.

Na osobny akapit zasługuje tryb wieloosobowy, który sprawi, że po kilkukrotnym ukończeniu (właśnie przechodzę grę drugi raz, tym razem na poziomie wymagającym) nadal będziecie mieli ochotę powrócić do gry. Nie uświadczyłem żadnych lagów, a najbardziej do gustu przypadł mi tryb współpracy, gdzie razem z dwoma innymi graczami trzeba wykonać określone misje. Są oczywiście tryby standardowe, takie jak walki drużynowe czy walka o przetrwanie, dlatego każdy znajdzie coś dobrego.

Podsumowanie

Nie spodziewałem się, że ta gra wywrze na mnie tak ogromne wrażenie, po ukończeniu innych superprodukcji narzekałem na to, że czegoś w nich zabrakło, tej grze niczego nie brakuje, co prawda można marudzić na liniowość fabuły, z góry ustalone ścieżki, ale bierzmy pod uwagę, że nie jest to przecież rpg! I co najważniejsze, nie uświadczymy śmiesznych zombiaków z części pierwszej, które przeze mnie mocno przekreślały ten tytuł. Tym razem wszystko jest zbite w jedną, spójną całość, która sprawia, że w grę nie możemy przestać grać.

Zostaw komentarz

Na tapecie
Kingdom Hearts III