Recenzja „Warhawk”

Warhawk to pierwsza pozycja na PS3 przeznaczona jedynie do gry w sieci. Czy brak single-player’a jej nie zaszkodził, a Incog oddał w ręce graczy produkt, który nie znudzi się po paru godzinach? Należy zacząć od tego, że Warhawk zaskoczył wszystkich i jeszcze kilka miesięcy temu chyba nikt nie spodziewał się, że remake gry z 1995 roku o tym samym tytule może być aż tak dobry. Tak, tak – Warhawk to dobra, na nawet bardzo dobra pozycja, która jest grą obowiązkową dla wszystkich fanów potyczek w sieci… i nie tylko. A teraz czas na szczegóły.

Rzeczą tworzącą trzon Warhawk są emocjonujące i widowiskowe bitwy powietrzne. Maszyny, które służą do tego celu to oczywiście tytułowe Warhawki, czyli myśliwce mogące unosić się zarówno pionowo w górę i w dół (celniejszy ostrzał) jak i przemieszczać się w tępie błyskawicy od jednego do drugiego końca mapy. Samoloty wyposażone są w dwa rodzaje broni – szybkostrzelne działko maszynowe oraz broń specjalną, która rozmieszona jest w różnych punktach na mapie (standardowo są to rakiety, ale oprócz nich można użyć np. min czy chwilowej niewidzialności). Walka powietrzna z wrogimi Warhawkami została pomyślana bardzo dobrze – rakiety są samonaprowadzające tzn. jeśli przeciwnik nie zareaguje zbyt szybko i nie zacznie manewrować swoją maszyną po kilku sekundach najprawdopodobniej jego myśliwiec zamieni się w kawałeczki spadającej blachy.

Oczywiście inne Warhawki to nie jedyne niebezpieczeństwo czyhające na Gracza, kiedy ten jest w powietrzu. Musi on uważać przede wszystkim na działka stacjonarne, rozmieszone najczęściej na wzgórzach, ‘plujące’ rakietami typu ziemia-powietrze. Są też czołgi, jeep’y z działkami maszynowymi (jeden Gracz steruje autem, drugi strzela z działka – świetny patent) czy po prostu żołnierze z bazooką na plecach. Ogólnie rzecz biorąc, wszystkie dostępne maszyny i sprzęt idealnie się równoważą, więc nie ma mowy o tym, że Gracz siedzący w Warhawku był nieosiągalny dla tych preferujących piesze wędrówki na mapie – nikt nie może czuć się bezpiecznie. ;) Będąc jeszcze przy naziemnych walkach trzeba nadmienić, że wspomniana wcześniej bazooka nie jest jedyną pukawką w jaką może zaopatrzyć się piechur – są jeszcze takie zabawki jak miotacz ognia, kałach, pistolet czy zwykły nóż. Na wyposażenie oraz narzędzia eksterminacji nie ma więc co narzekać.

Walki odbywają się na pięciu mapach (w trzech wielkościach), a maksymalna liczba graczy na serwerze to 32, czyli konkretna zadyma gwarantowana. Tereny bitew są zróżnicowane (dżungla, miasto w chmurach…), zaś ilość trybów rozgrywki to cztery, na dodatek znanych z innych gier multi – Deathmatch, Team Deathmatch, Capture The Flag oraz Zones. I tym sposobem Deathmatch polega na zabiciu jak największej ilości wrogów, a CTF na przejęciu flagi wroga i dostarczeniu jej do swojej (wracając z flagą nie można korzystać z Warhawków) – proste, a frajdy daje, że hoho. ;) Mimo wszystko radzę jednak nie porywać się od razu na szerokie wody i nie atakować serwerów rankingowych, szczególnie, że gra nie posiada samouczka. Proponuję zacząć od gry nierankingowej i trochę się przyzwyczaić do rozgrywki, co z drugiej strony nie będzie, aż tak trudne, bowiem na ekranie wyskakują informacje co, jak i kiedy trzeba zrobić (np. jak się strzela czy przechodzi z latania pionowego na poziomie). Grając na serwerach rankingowych zdobywa się punkty, które potem przekładają się na nowe rangi oraz medale za konkretne osiągnięcia, motywujące do dalszego grania. A grać jest z kim – serwery są oblegane, więc na brak przeciwników czy kompanów do gry nie ma co narzekać. Istnieje jeszcze możliwość szarpania na split-screen’ie z maksymalnie 4 kumplami, ale przecież nie o to tu chodzi. ;) Zaznaczę też, że można stworzyć własnego żołnierza (wybrać stronę konfliktu, ustawić kolor skóry czy tatuaż) jak i podrasować zewnętrzny wygląd swojego Warhawka, ale opcji kustomizacji jest naprawdę niewiele, a szkoda.

Od strony technicznej gra prezentuje się ładnie. Nie jest to arcydzieło graficzne, a gałki ocznej nie wyskakują na zewnątrz, ale tekstury czy oświetlenie to zdecydowanie wyższa, niż niższa półka, więc nie ma się do czego przyczepić. Animacja nie spada poniżej 30 klatek na sekundę, nawet podczas sporej ilości wybuchów na ekranie. Muzyczka przygrywa tylko w menusach, ale odgłosy walki są tak dobrze wykonane, że na polu bitwy brak jakiejkolwiek ścieżki dźwiękowej kompletnie nie jest odczuwalny. I czego tu więcej chcieć od gry sieciowej?

Na koniec wspomnę może o sterowaniu, bowiem wykorzystano tu charakterystyczne dla SIXAXISa czujniki wychyleń, które spełniają swoją rolę wyśmienicie. Wykręcanie ‘beczki’ czy unikanie pocisków wykonując nagły nawrót za pomocą ruchów dłoni to czysta przyjemność. Oczywiście jest to tylko opcja – wszyscy nieprzekonani do nowych technologii czy Ci, którzy wolą nie wyginać się przed ekranem zawsze mogą pozostać przy sterowaniu gałkami.

Posumowując należy stwierdzić, że Warhawk to prawie ideał, jeśli chodzi o gry typowo sieciowe. Mamy tu wszystko – ciekawe mapki, pojazdy, sporo broni, ładną oprawę i żadnych lagów. Owszem, kilka kwestii wymaga poprawki (np. brak automatycznego wyszukiwania serwerów, bowiem obecna ich lista łączy w sobie i te rankingowe jak i pozostałe, dlatego czasem ciężko znaleźć to co nas interesuje), ale ekipa Incog cały czas pracuje nad poprawkami, a kolejny patch ma ukazać się już w grudniu. Dlatego każdemu, kto potrzebuje dobrej zabawy, polecam Warhawka, bo na pewno się nie zawiedzie i spędzi przy grze kilkanaście długich godzin. Do zobaczenia gdzieś w przestworzach…

Warto zaznaczyć, że Warhawka można nabyć w trzech wersjach – albo przez Playstation Store albo w wersji na płycie Blu-ray, która sprzedawana jest wraz z headsetem firmy Jabra, bądź też bez niego.

Zostaw komentarz

Na tapecie
Final Fantasy VII Remake