Recenzja „Wiedźmin 3: Dziki Gon”

Na tę grę czekano od momentu zapowiedzi, a może i nawet od premiery drugiej części. Czekali nie tylko Polacy, ale gracze z całego świata, bo Wiedźmin – a raczej należałoby napisać The Witcher – zdobył już globalną popularność dorównującą takiemu molochowi jak seria The Elder Scrolls. Tytuł od CD Projekt RED ma jednak w sobie coś, co zostawia produkcje Bethesdy, a także innych konkurentów, w tyle, wyznaczając nowe standardy w grach z gatunku RPG.

Ciężko mi jednoznacznie stwierdzić w czym tkwi magia Wiedźmina 3, ale bezapelacyjnie jest to najlepszy tytuł ostatnich lat w jaki przyszło mi grać i stawiam go wyżej niż ostatnią produkcję z mojej ukochanej serii Grand Theft Auto. Wiedźmin 3 ma tę niepowtarzalną, słowiańską i bliską naszym sercom duszę, a wszystkie aspekty gry powodują, że nie sposób się oderwać od ekranu telewizora i chce się spędzać w Novigadzie i okolicach wszystkie wolne godziny i minuty.

W poszukiwaniu Ciri

Dziki Gon jest bezpośrednią kontynuacją wydarzeń z Zabójców Królów, czyli drugiej odsłony wiedźmińskiej growej sagi. Geralt wraz z Vesemirem są na tropie Yennefer, czarnowłosej czarodziejki i jednocześnie miłości bohatera. Wiedźmini trafiają do wsi Biały Sad, położonej w pobliżu Wyzimy, gdzie rozpoczyna się rozgrywka, a na Geralta czekają do wykonania pierwsze zadania i zlecenia. Nieco wcześniej do Białego Sadu trafiły wojska Nilfgaardu, które kontynuują inwazję na Królestwa Północy. Cesarzem Nilfgaardu jest bezwzględny Emhyr var Emreis, którego córką jest Ciri – druga najważniejsza postać w grze. Cirilla jest białowłosą, przybraną córką Geralta, która posiada zarówno umiejętności magiczne jak i wiedźmińskie. Problemem jest to, że dziewczyna zaginęła, a dodatkowo ściga ją tytułowy Dziki Gon, orszak upiorów porywający i wykorzystujący ludzi do własnych celów. Geralt musi zrobić wszystko, aby odnaleźć Ciri jako pierwszy i uchronić ją przed mrocznymi jeźdźcami. W tym celu czeka go wyprawa po północnych, targanych przez wojnę ziemiach Kontynentu, a także na trzymające się nieco na uboczu i opanowane przez piratów wyspy Skellige.

Teren, który można przemierzyć w Wiedźminie 3, jest naprawdę ogromny. Początkowa wieś Biały Sad to tylko preludium do tego co nas czeka w Velen, Wolnym Mieście Novigradzie czy na wspomnianych przed chwilą wyspach, gdzie można poczuć się jak wilk morski, przepływając łodzią z jednej wyspy na drugą. Na lądzie pędzi sie natomiast na koniu poprzez hektary gęstych lasów, przecinając pola pełne rosnącego żyta i pszenicy, wspinając się na skały i pagórki, gdzie nie raz natyka się na jaskinię zamieszkaną przez niedźwiedzia lub jakiegoś potwora. Co chwila natrafić można na typowo słowiańską wioskę i gród – o równie swojsko brzmiącej nazwie – gdzie znajdziemy dzieci bawiące się w chowanego, kowala wykuwającego miecze czy mieszkańców pijących w karczmach lżejsze i mocniejsze trunki. Klimat polskiej, średniowiecznej wsi został oddany znakomicie, szczególnie, kiedy pod nogami przebiegnie kurczak lub gęś, a w tle słychać dwie gospodynie domowe plotkujące z zawiścią o nowym kochanku sąsiadki zza miedzy.

Zupełnie inny klimat panuje w Novigradzie, największym mieście Kontynentu, gdzie na ulicach spotkać można bogatych kupców, szlachciców czy bankierów, ale także żebraków i drobnych złodziejaszków. Jest tutaj targowisko, dom publiczny, port, rynsztok, dzielnica bogaczy i Świątynia Wielkiego Ognia. Novigrad jest największym miastem stworzonym przez CD Projekt RED do tej pory, a do roboty w nim jest równie dużo.

Podczas przemierzania świata – a przede wszystkim w trakcie wykonywania powierzonych zadań – Geralt spotyka wiele postaci znanych zarówno z poprzednich odsłon serii jak i z kart książek i opowiadań Andrzeja Sapkowskiego. Znajomość literatury, a nawet znajomość poprzednich dwóch odsłon nie jest wymagana, aby czerpać przyjemność z gry, ale tylko fani wyłapią smaczki z dialogów czy zachowań napotykanych postaci. Dialogi w Wiedźminie 3 są zresztą mistrzowsko napisane – mnóstwo w nich humoru, sarkazmu czy ironii w stosunku do otaczającego świata i rozmówcy, nie zabrakło też niewybrednych dowcipów czy bezpardonowych bluzgów, a także aluzji czy nawiązań do otaczającej nas politycznej i kulturalnej rzeczywistości. Świetnie napisane teksty połączone z obojętną, choć sprawiedliwą i szlachetną osobowością Geralta czynią z Białego Wilka jednego z najlepiej wykreowanych bohaterów gier w historii. Jest w tym zasługa zarówno CD Projektu jak i samego Andrzeja Sapkowskiego, ale także osób odpowiedzialnych za polski dubbing. Niski głos Jacka Rozenka perfekcyjnie pasuje do usposobienia Geralta, a brzmienie innych postaci w niczym mu nie ustępuje.

Zakasać rękawy i do roboty

Osią rozgrywki są zadania, które wykonujemy w celu zdobywania pieniędzy i punktów doświadczenia niezbędnych do rozwoju postaci. O ile w innych grach tego typu zadania główne są w miarę różnorodne, a poboczne na ogół opierają się na schemacie „przynieś, podaj, pozamiataj”, tak polski deweloper przyłożył się i wszystkie – powtarzam – wszystkie zadania się interesujące i ciekawe, poprzedzone oryginalnymi scenkami i dialogami. Co więcej, nawet niepozorne na pierwszy rzut oka zadanie może wpłynąć na wydarzenia w późniejszej fazie gry, a to w jaki sposób to nastąpi zależy od wyboru jaki podejmiemy – czy kogoś zabijemy czy puścimy wolno, czy przyjmiemy od kogoś zapłatę czy nie, aby za pieniądze mógł kupić chleb swoim wygłodniałym dzieciom. Zadań zresztą jest całe mnóstwo i niejednokrotnie zdarzyło się, że podczas wykonywania jakiejś złożonej misji spotkałem kilka postaci, które zlecały kolejne zadania i z jednego robiły się nagle trzy. 200 godzin, którymi chwalili się deweloperzy przed premierą jako czas potrzebny na ukończenie wszystkiego, nie były przekłamaniem.

A przecież to nie wszystko. Oprócz zadań głównych i pobocznych, do wykonania czekają wiedźmińskie zlecenia, czyli najprościej mówiąc – zlecenia na zabijanie potworów, które zgarniamy z ogłoszeń porozwieszanych na tablicach w miastach i wsiach. Po przyjęciu zlecenia, trzeba udać się do zleceniodawcy, który ma do opowiedzenia ciekawą historię dotyczącą bestii jaką mamy upolować – np. Leśnica to upiór, w którego zamieniła się zabita z zazdrości kobieta. Do upolowania czeka także wilkołak czy mglak straszący mieszkańców bagien oraz wiele, wiele innych bestii. Warto podkreślić, że zanim znajdziemy żądaną bestię, najpierw trzeba ją wytropić przy użyciu wiedźmińskich zmysłów. Po przytrzymaniu L2, ekran lekko szarzeje, a zmysły Geralta się wyostrzają – widzi on pozostawione ślady łap, wyczuwa zapach pozostawiony przez potwora czy słyszy go z dużej odległości. Wiedźmińskie zmysły wykorzystuje się zresztą nie tylko przy tropieniu, ale także podczas szukania istotnych przedmiotów czy ukrytych przejść, a Wiedźmin jako Sherlock Holmes stanowi urozmaicenie na ogół krwawej rozgrywki. Jeśli będziemy chcieli odpocząć od walki i polowania, zawsze można wziąć się za poszukiwanie elementów rynsztunku z różnych szkół wiedźmińskich na podstawie znalezionych map i listów napisanych przez innych, najczęściej nieżyjących już Wiedźminów.

Kolejne kilka lub nawet kilkanaście godzin można spędzić na rozgrywce w gwinta, czyli karciance, która zastąpiła grę w kości znaną z poprzednich odsłon. Ta minigierka mogłaby stanowić osobną grę sprzedawaną na PlayStation Network. Na pierwszy rzut oka wydawać się może nieco skomplikowana, ale to tylko złudzenie – po dwóch rozegranych partiach wiadomo już co i jak. Aby wygrać partię w gwinta potrzeba trochę pomyślunku, odrobiny szczęścia oraz – przede wszystkim – dobrej talii kart. Karty zbiera się kupując je u sprzedawców, ale przede wszystkim wygrywając od innych graczy. Wszystkich kart jest około dwustu, podzielonych na cztery talie, każda karta posiada inną wartość czy modyfikator. Niektóre z kart są stricte ofensywne, inne defensywne, jeszcze inne czysto taktyczne – np. karta szpiega, który choć dołącza do drużyny przeciwnika i dodaje mu punkty w danej rundzie, pozwala nam dobrać dwie dodatkowe katy. Naprawdę, zaskoczyło mnie rozbudowanie, a przede wszystkim frajda płynąca z gry w gwinta i kiedy tylko można było rozegrać partyjkę z jakąś postacią, bez chwili zawahania do niej przystępowałem.

W końcu można także przemierzać mapę i wykonywać drobniejsze, powtarzalne czynności – jak rozbijanie obozów bandytów i przeszukiwanie ich łupów, ratowanie zakładników, nurkowanie po zatopione skarby czy uaktywnianie miejsc mocy. Wśród lasów, bagien i bezdroży czają się mniejsze i większe bestie – zaczynając od dzikich psów czy wilków, poprzez utopce, a na harpiach i bazyliszkach kończąc. Świat wykreowany w trzecim Wiedźminie żyje, jest doskonale przemyślany i jest to pierwsza gra, w której wolałem przemieszać się w tradycyjny sposób niż korzystać z punktów szybkiej podróży. Na każdym kroku jest co robić, a zadań jest tyle, że czasem nie sposób zdecydować się, które wykonać najpierw. Nawet prośba zwykłej, prostej kobiety, aby odnieść obrączkę po jej zmarłym mężu na cmentarz może mieć zaskakujące zakończenie.

Wiedźmin. Kompendium o świecie gier

Wraz z premierą Wiedźmina 3, wydawnictwo AGORA we współpracy z CD Projekt RED wydało książkowe Kompendium o Świecie Gier, w którym poczytać możemy o wszystkim, co związane z uniwersum stworzonym przez Sapkowskiego, a przeniesionym na ekrany naszych komputerów i telewizorów. Jest to świetna pozycja zarówno dla osób, które swoją przygodę z Wiedźminem zaczynają od trzeciej części, jak i osób, które chcą przypomnieć sobie nieco faktów z poprzednich odsłon. Warto podkreślić, że nie jest to szczegółowy opis przejścia gry, a kompendium, w którym przeczytać możemy o wiedźmińskim świecie i jego mieszkańcach, magii, religiach, potworach zamieszkujących Królestwa Północy, aż w końcu dowiedzieć się nieco więcej o Wiedźminach oraz poznać historię tego najważniejszego – Geralta z Rivii. Całość wzbogacona została o mnóstwo obrazków – pochodzących prosto z gier oraz rysowanych grafik. Na uwagę zasługuje też sposób narracji – wszystkie informacje spisał Jaskier, trubadur i przyjaciel Geralta.

Kompendium zostało wydane w twardej oprawie i liczy 181 stron. Cena wynosi 69.99 zł.

Czas zapolować na jakiegoś utopca

Czynnikiem motywującym do wykonywania zadań – poza odkrywaniem historii za nimi stających – jest zdobywanie punktów doświadczenia oraz pieniędzy – wszak Wiedźmin nie pracuje za darmo. Ciekawostką jest możliwość targowania się z postaciami o wysokość nagrody, przy czym trzeba uważać, bo zleceniodawca może się obrazić za zbyt wygórowane żądania. Pieniądze można wydawać na wiele różnych sposobów – u kupców, zielarzy, przy wykonywaniu zadań (zapłać, aby wejść), na prostytutki czy przegrać podczas gry w karty lub na wyścigach konnych. Problemów z gotówką jednak nie ma, bo dostaje się ją praktycznie za wszystko, a w grze jest tyle rzeczy do zebrania i tyle skrzyń do przeszukania, że ekwipunek raczej się wyprzedaje. Pieniądze przydają się przede wszystkich u kowali i płatnerzy – aby naprawić lub ulepszyć sprzęt. Płaci się także za rozkładanie posiadanych rzeczy na części, co jest świetnym urozmaiceniem systemu tworzenia przedmiotów. Jeśli, dla przykładu, do stworzenia dobrego miecza brakuje nam sztabki metalu, a posiadamy w ekwipunku jedynie metalowy świecznik – można go rozłożyć i uzyskać potrzebny materiał. Podobną operację da się wykonać z każdym posiadanym w ekwipunku przedmiotem za wyjątkiem ziół i roślin, które wykorzystuje się do tworzenia eliksirów, których – podobnie jak elementów ekwipunku – też jest całe zatrzęsienie. Jaskółka do uzdrawiania, Kot do widzenia w ciemnościach, liczne odwary czy oleje, które zwiększają zadawane obrażenia wybranym typom przeciwników powodują, że Geralt nosi ze sobą dość spory zestaw szklanych buteleczek. Na plus zasługuje ich uzupełnianie – teraz nie potrzeba każdego z eliksirów oddzielnie uzupełniać alkoholem. Dzieje się to automatycznie podczas medytacji, a do uzupełnienia wszystkich mikstur wystarczy jedna substancja zwana Alkahestem, co upłynnia rozgrywkę.

Mikstury wykorzystuje się przede wszystkim w walce. Ta jest bardzo dynamiczna i nieskomplikowana, choć efektowna. Wiedźmin – podobnie jak w poprzednich odsłonach – korzysta z dwóch rodzajów ostrzy: miecza stalowego, który zadaje większe obrażenia ludziom i zwierzętom oraz miecza stalowego na potwory. Nowością jest kusza, która zadaje małe obrażenia, ale idealnie sprawdza się do strącania latających przeciwników z powietrza czy zabijania przeciwników pod wodą, gdzie walka wręcz jest niemożliwa. Oręż uzupełniany jest pięcioma wiedźmińskimi znakami – także znanymi z poprzednich odsłon – ale tym razem o wiele bardziej przydatnymi. Aard świetnie sprawdza się przy wytrącaniu przeciwników z równowagi, Aksji skutecznie ich dezorientuje, zaś Quen zapewnia Geraltowi ochronę pochłaniającą wszystkie ciosy. Jest jeszcze Yrden, czyli specjalne pole siłowe spowalniające i zadające wrogom, którzy w nie wejdą spore obrażenia oraz najpopularniejszy Igni, czyli płomienie, które po rozwinięciu przypominają miotacz ognia. Rozwijać – z wykorzystaniem punktów umiejętności zdobywanych przy awansowaniu na wyższe poziomy doświadczenia – można także inne znaki i umiejętności oraz style walki wręcz, co w późniejszym etapie gry czyni z Geralta kozaka nie do zatrzymania, wykonującego piruety mieczem, krojącego przeciwników na pół czy palącego ich żywcem. Co warte podkreślenia, walka na wyższych poziomach trudności wymaga dobrania odpowiedniej taktyki, bo nawet czterech zwykłych rzezimieszków może napsuć trochę krwi, jeśli zbyt się odsłonimy i damy się otoczyć. Starcia z większymi przeciwnikami wymagają z kolei cierpliwości, bo jeden cios potrafi niejednokrotnie odjąć połowę paska zdrowia.

Geralt tnie przeciwników z charakterystyczną dla siebie bezwzględnością, ale nie jest jedyną grywalną postacią w grze, co przed premierą zdradzili już sami twórcy. Drugim bohaterem – a raczej bohaterką – w którą wcielamy się podczas rozgrywki jest Ciri, a czynimy to w stosownych retrospekcjach, odkrywając krok po kroku losy białowłosej dziewczyny. Cirilla posługuje się swoim mieczem równie sprawnie co Geralt, a jej dodatkowym atutem jest posiadanie umiejętności magicznych, przez co zamiast przewrotów Ciri teleportuje się na krótkie dystanse, umie też zniknąć, aby ułamek sekundy później pojawić się za plecami zdezorientowanego przeciwnika. Rozgrywka dziewczyną jest nieco bardziej dynamiczna, także przez to, że posiada ona szybką regenerację zdrowia i stanowi ciekawą odskocznię od eliminowania kolejnych zastępów przeciwników jako Geralt.

Błędy? Daj pan spokój…

Wiedźmin jest grą na tyle ogromną, że – niestety – nie ustrzegł się błędów, ale są one bez znaczenia w stosunku do tego, co oferuje gra. Czasem zdarzyło mi się, że jakaś tekstura czy model postaci się nie doczytał, raz czy dwa musiałem poczekać z dziesięć sekund zanim będę mógł porozmawiać ze wskazaną postacią, bo gra musiała ją doczytać, innym razem z kolei postać lewitowała kilkadziesiąt centymetrów nad ziemią. Błędy te można jednak porównać do przysłowiowej igły w stogu siana, której co prawda nie trzeba szukać, a kiedy wystąpi to bardziej śmieszy niż irytuje.

Jedyny aspekt produkcji, który wymagałaby dopracowania, to sterowanie, które jest nieco toporne i dowodzi, że CD Projekt RED potrzebuje nieco więcej obycia z tytułami konsolowymi, gdzie sterowanie odbywa się za pomocą gałki, a nie czułej myszki. Warto podkreślić, że Wiedźmin 3 jest pierwszą grą Redów na PlayStation, a drugą konsolową w ogóle. Toporność sterowania objawia się w nieco zbyt ociężałej postaci Geralta, mało skrętnej i mającej nieraz problemy ze wspięciem się czy przeskoczeniem przeszkody. Podobne kłopoty ma koń bohatera – Płotka, który podczas galopu czy cwału potrafi się bez powodu zatrzymać przed – wydawać by się mogło – łatwą do ominięcia przeszkodą. Oczywiście, nie jest tak, że Geralt na nogach i na wierzchowcu jest całkowicie niesterowalny, jednak aspekt ten potrzebuje bez wątpienia kilku dodatkowych szlifów, podobnie jak przeglądanie rozbudowanego ekwipunku, które mogłoby być nieco bardziej intuicyjne, a przez to – sprawniejsze.

Od strony graficznej tytuł prezentuje się zjawiskowo, co mogliście już wywnioskować z poprzednich akapitów tej recenzji. Piękne krajobrazy połączone z zachwycającymi efektami pogodowymi czynią świat Wiedźmina 3 miejscem, w którym chce się przebywać i do którego chce się wracać. Lasy są gęste od rosnących w nich choin czy brzózek, a woda otaczająca wyspy Skellige prezentuje się fantastycznie. Modele postaci są bardzo szczegółowe (choć niektóre postacie poboczne się powtarzają), a wachlarz potworów jest szeroki i każda napotkana bestia prezentuje się świetnie. Immersji dopełnia rewelacyjna ścieżka dźwiękowa, najlepsza jaką dane mi było słyszeć w grach, z domieszką ludowych, słowiańskich brzmień. Gra działa płynnie, choć zdarzają się spadki animacji, szczególnie w zaludnionym Novigradzie czy na bagnach, szczególnie jak z nieba leje się deszcz i szaleją błyskawice.

Podsumowanie

Wiedźmin 3: Dziki Gon to najlepsza gra z gatunku akcji RPG od wielu, wielu lat. CD Projekt RED dotrzymał słowa danego w zapowiedziach i wykreował ogromny świat przepełniony najróżniejszymi wyzwaniami i zagrożeniami, a Geralt jest jak wino – czym starszy, tym lepszy. Najnowszy Wiedźmin to tytuł, w który zagrać powinien każdy polski gracz. Nie dlatego, że jest to produkcja, którą stworzyli nasi rodacy, a dlatego, że gra nie pozostawia wątpliwości, jakie studio może nazywać się od teraz nowym królem gier RPG. Jeśli więc jeszcze tego nie zrobiliście – wyruszajcie szukać Ciri, a gwarantuję, że przeżyjecie jedną z najlepszych przygód w swoim życiu.

Zostaw komentarz

Na tapecie
A Plague Tale: Innocence