Recenzja „Wiedźmin 3: Dziki Gon – Krew i Wino”

Dokładnie rok temu pierwszy raz zwiedziliśmy Biały Sad. Był to początek trzeciej, growej opowieści o Geralcie, wiedźminie, którego dzięki CD Projekt RED poznali i pokochali gracze z całego świata. Jednak każda opowieść ma nie tylko początek, ale również koniec. Zakończeniem Wiedźmina 3 jest drugie, duże rozszerzenie zatytułowane jako Krew i Wino, które zabiera nas na wycieczkę do całkowicie nowego regionu – płynącego winem (i obecnie także krwią) Touissant.

Królestwo Touissant to jest piękne i kolorowe. Pierwszy rzut oka na mapę wystarczy by stwierdzić, że nowy teren udostępniony do eksploracji jest naprawdę duży. Oprócz górującej nad królestwem stolicy Beauclair z wielkim zamczyskiem, kraina słynie przede wszystkim z winnic, codziennie produkujących wiele litrów najlepszego na świecie wina. Część z nich nie tylko możemy odwiedzić, ale także jedną z nich dostajemy na własność. Wiąże się to z kolejną możliwością wydania gromadzonych podczas rozgrywki orenów. Jako że winnica, którą otrzymujemy pod swój zarząd nie jest w najlepszym stanie, można zainwestować w renowację elewacji, zadbać o ogród czy stworzyć stajnię dla Płotki. Jest to na pewno miła odmiana, gdyż Geralt ma w końcu swoje miejsce, w którym może zatrzymać się na dłużej, a także skorzystać z profitów do statystyk wynikających z przeprowadzanych remontów. W swoim pokoju natomiast może ponadto rozstawiać na półkach zdobywane trofea i zawieszać kolekcjonowane obrazy.

Zostawiając jednak na chwilę szlachetny trunek i miejsca, w którym się go wytwarza, trzeba przytoczyć okoliczności, dla których Biały Wilk trafia do Touissant. A trafia tam na prośbę królowej Anny Henrietty, gdyż w królestwie grasuje potwór pozbawiający życia przedstawicieli szlachty i rycerstwa. Warto dodać, że pozbawiający życia w bardzo brutalny sposób, bo znajdowane ciała są naprawdę zmasakrowne. Przed Geraltem czeka więc trudne zadanie wyśledzenia bestii i jej zgładzenia. Stworzenie to jest nie tylko potężne, ale i niesamowicie przebiegłe, i – co okazuje się bardzo szybko – działające z niejednoznacznych moralnie pobudek. Wątek główny jest ciekawy i miejscami zaskakujący, zaś pewne zadanie z jego końcówki – które zresztą można pominąć, jeśli zdecydujemy się na podążanie inną ścieżką – jest po prostu BAJKOWE. Podczas poznawania opowieści spotykamy postacie znane wcześniej jedynie z książek Andrzeja Sapkowskiego, powracają także postacie z gier. W Krwi i Winie, podobnie jak w poprzednim dodatku i podstawowej wersji gry, jest wiele nawiązań do książkowego Wiedźmina i to nie tylko w wątku głównym, którego przejście zajmuje nawet 10 godzin, ale także w zadaniach pobocznych i zleceniach wydłużających rozgrywkę przynajmniej o połowę. Niektóre z nich wymuszają na nas konieczność opowiedzenia się za którąś ze stron, inne zapewniają nieco sportowej rywalizacji, jak chociażby udział w turnieju rycerskim, a są też takie potrafiące rozbawić, jak np. pewne zadanie w banku. Niby powierzchownie proste, bo polegające na odebraniu swoich zysków z lokaty, ale okazuje się, że nawet Wiedźmin jest bezsilny wobec urzędniczych, skomplikowanych formalności…

Posiadanie własnej winnicy to nie jedyna nowość, która znalazła się w Krwi i Winie. Twórcy z CD Projekt RED nie zapomnieli o osobach lubiących dbać o wygląd nowego bohatera i oprócz nowych, arcymistrzowskich rynsztunków (a także całkowicie nowego wiedźmińskiego rynsztunku Manitkory, który jest bliski sercu szczególnie fanom pierwszej odsłony serii), wprowadzili możliwość malowania swojego uzbrojenia. Paleta kolorów jest dość szeroka i cała operacja sprowadza się do odnalezienia właściwego barwnika. Geralt biegający w różowej zbroi? Żaden problem. Kolejna duża nowinka czeka fanów gwinta, gdyż do czterech dostępnych do tej pory talii kart – Nilfgaardu, Królestw Północy, Potworów i Scoia’tael – doszła piąta, talia prosto z wysp Skellige. Oprócz jej skolekcjonowania, na śmiałków czeka także duży turniej do rozegrania właśnie z wykorzystaniem nowego zestawu kart. Zadowoleni będą także fani bawienia się statystykami postaci i drzewkiem umiejętności, bo twórcy oprócz dodatkowych slotów na zdolności wprowadzili całkowicie nowe mutacje, jeszcze bardziej wzmacniające Geralta.

Od strony graficznej tytuł prezentuje się tak samo ładnie jak poprzedniczki, a nawet można zauważyć niewielką poprawę, szczególnie w kolorystyce, co podyktowane jest nową lokacją, w której dzieje się akcja gry, ale także jakość tekstur wydaje się większa. To w dużej mierze zasługa olbrzymiej łatki oznaczonej numerem 1.20, która oprócz usprawnienia warstwy technicznej produkcji wprowadziła kilka mniejszych i większych zmian oraz wyeliminowała znaczną ilość występujących błędów (choć te sporadycznie nadal się zdarzają, jak choćby niewczytujące się modele postaci). Redzi zdecydowali się na usprawnienie wyglądu menu, dzięki czemu rzeczy znajdujące się w ekwipunku łatwiej się odnajduje, tak samo jak przegląda mapę. Niestety, Płotka nadal potrafi zachować się irracjonalnie, z czego twórcy nawet zażartowali sobie w jednym z zadań pobocznych.

Podsumowanie

Krew i Wino to znakomity dodatek i wspaniałe zwieńczenie trzeciej, growej przygody Geralta. W osobistym rankingu stawiam go tuż za Sercami z Kamienia, bo mimo dwukrotnie większej długości, nowej mapy czy mniejszych lub większych usprawnień, historia z z pierwszego dodatku bardziej poruszyła moje… serce. Opowieść z Krwi i Wina jest jednak ciekawa, niepozbawiona zwrotów akcji, a fani książek będą bardzo zadowoleni z obecności postaci, o których czytali w dziełach Andrzeja Sapkowskiego. Wycieczka do Touissant jest jednak obowiązkowa, szczególnie, że prawdopodobnie na kolejną długo się nie wybierzemy.

Zostaw komentarz

Na tapecie
The Dark Pictures - Man of Medan