Recenzja „WipEout HD”

Tak naprawdę nie ma co owijać w bawełnę i pocić się na jakiegoś zagadkowego wstępniaka. Oto, proszę państwa, PS3 otrzymało jeden z najlepszych tytułów, etatowego urywacza głowy, sprawcę szczękopadów na którego widok mdleją niewiasty.

Studio Liverpool znane wcześniej jako legendarne Psygnosis mające w swoim dorobku m.in. Wipeouta na kółkach w postaci Rollcage postanowiło niewielkim kosztem sił wcisnąć nam dwupak w postaci Pure i Pulse z PSP i sprzedawać jako pełnoprawną grę. I u licha, udało im się to znakomicie.

Wśród trybów gry możemy znaleźć Racebox w którym wybieramy spośród standardowych Single Race, Time Trial, Tournament czy mniej standardowego Speed Lap zmuszającego nas do wykręcenia jak najlepszego czasu jednego okrążenia spośród 7 jakie przewidzieli twórcy. Na osobną uwagę zasługuje Zone. Jeśli uważacie, że w wyścigach widzieliście już wszystko i nic nie jest w stanie was wkurzyć polecam wyżej wymieniony tryb, który polega na przemierzaniu jak największej liczby odcinków trasy pozbawionej standardowych tekstur w których miejsce pojawiły się wszystkie kolory tęczy. W czym tkwi haczyk? Z każdym pokonanym odcinkiem wzrasta prędkość co w połączeniu z brakiem hamulców i rozmywającymi się kolorami może doprowadzić do szaleństwa (i jak się przekonało Sony, do epilepsji). Liczy się najlepszy czas? Nie. Podstawą jest zaliczenie jak największej liczby odcinków zanim nasz statek ulegnie zniszczeniu .

Najważniejszym trybem jest jednak kampania, która została podzielona na osiem eventów z czego każdy kolejny zostaje udostępniony dopiero po zdobyciu odpowiedniej liczby punktów w bieżącym. O tym, że WipEout jest hardkorowy wiadomo było od dawna. O tym, że potrafi poruszyć naszą ambicję także. Zdobycie brązowego medalu potrafi niemiłosiernie sfrustrować i zachęcić do poprawienia swojego osiągnięcia. Na dostępne podczas eventów misje składają się wcześniej wymienione Zone (podana minimalna liczba odcinków do zaliczenia), Speed Lap, Tournament (wyścigi na kilku torach gdzie medalami są premiowane pierwsze trzy miejsca końcowej klasyfikacji) czy pobicie czasu całego przejazdu na który składają się określona liczba okrążeń okrążenia (szybsza klasa = więcej okrążeń). Im odleglejszy event tym bardziej wzrastają prędkości jak i liczba zadań do wykonania. System gry potrafi także nagradzać za dobre wyniki czy to w postaci trofeów, czy w postaci dodatkowych tras, statków ( tu z kolei występuje współczynnik lojalności wobec danej marki za co otrzymujemy nowe skiny). Cały tryb kampani należy traktować jako solidną lekcję przed rzuceniem się w wir gry online.

Sama rozgrywka potrafi wciągnąć bardziej niż picie browara pod wiejskim sklepem. Ucząc się fachu super pilota zaczynamy od najwolniejszych klas (są cztery: Venom, Flash, Rapier, Phantom) i pojazdów celem bliższego poznania torów, których nauczenie się przebiegu na pamięć , szczególnie w wyższych klasach oraz przy biciu rekordów wydaje się nieodzowne. Pokonywanie trasy bez korzystania z tzw. pads czyli miejsc w których łapiemy dodatkowe przyśpieszenie skazuje niemal od razu na porażkę. Połączenie ich wraz z kombinacją Barrel Roll (szybka kombinacja lewo, prawo, lewo lub odwrotnie), czyli tak zwaną beczką stosowaną podczas wybić , a umożliwiającą kosztem pewnej ilości energii uzyskać dodatkowego boosta, pozwala często przechylić szalę wyścigu na naszą korzyść lub też zyskać cenne ułamki sekund. Graczowi jako nowicjuszowi przyjdzie korzystać z funkcji wspomagania, które mimo że na początku zbawienne i chroniące nas przed częstym spotykaniem się z bandami, wraz ze zdobytym doświadczeniem potrafi mocno ograniczać prędkości jak i nadrabianie czasu szczególnie przy twardej walce na zakrętach gdzie liczy się każdy milimetr wolnego miejsca (tu przychodzą z pomocą Airbrakes kryjące się pod L2 i R2 dzięki którym możemy znacznie szybciej dokonać manewru).

Walka na torze jest niesłychanie zażarta. AI przeciwników potrafi robić z nich psów ogrodnika. Obijają cię, spychają na bandy . Często i gęsto po wysunięciu się na czoło stawki, gdy zostaje ostatnie okrążenie lepiej się skupić na zaliczaniu kolejnych padów i oddalaniu od stawki, a zdobywane bronie albo zamieniać na energię (wciskając kółko) za wyjątkiem tarczy, która nieraz potrafi uratować najwyższy stopień pudła gdy przed samą metą dorywa nas Quake. Plusem serii zawsze były wyżej wymienione bronie, których liczba ani nie robiła z future racera, destruction racera ani nie pozwalały by na torze wiało nudą. Autopilot wspomagający w trudnych chwilach zawieruchy na trasie, Leech Beam zabierający energię przeciwnikowi i tym samym transferujący ją na nas, zabójczo skuteczny wspomniany wcześniej Quake, powodujący, że przesuwająca się fala uderzeniowa demoluje wszystkich wyprzedzających nas przeciwników, czy zestaw min szczególnie skuteczny gdy chcemy zgubić ogon potrafią pomóc wywalczyć swoje miejsce na torze.

Jeżeli ktoś jest nastawiony głównie na rozgrywkę w multi może mieć mieszane uczucia. O ile tradycyjny Split Screen sprawdza się znakomicie o tyle dziwi podejście do online’a. O zaletach zabawy z żądnymi wygranej żywymi przeciwnikami, którzy potrafią być bardziej upierdliwi niż ich komputerowi odpowiednicy wspominać nie trzeba. Z dostępnych w singlu trybów tutaj dostajemy oczywiście Single Race jak i Tournament z czego ten drugi cieszy się zdecydowanie większym zainteresowaniem. Czego zabrakło? Powiedzmy szczerze- Wipeout jest grą w której rozgrywanie turniejów z kumplami jest marzeniem nie jednej osoby. Studio Liverpool nie zrobiło jednak nic aby organizowanie takowych nam umożliwić w stopniu nie wywołującym nerwicy. Host nie ma wpływu na skład grupy turniejowej przez co w miejsce oczekiwanego przez nas znajomego który powinien dołączyć lada chwila, wskakuje nieznany zjadacz hamburgerów tudzież inny fan „łajpałta”. Zaproszenia niczym w GTA IV jako łatka do ściągnięcia w przyszłości? Bardzo prawdopodobne. Hardkorowców może zaboleć także brak tabelek z wszelakimi rankingami, co jednak jest po części wynagrodzone poprzez forsowany przez Sony system trophies.

Muzyka, dotychczas niedościgniony i tak charakterystyczny element serii nie zawodzi. Co prawda ścieżka obecna w grze nie otrzyma metki „kultowa” jednak w WipEout praktycznie każdy kawałek sprawdza się rewelacyjnie. Poziom Orbitala więc nieosiągalny po raz kolejny. Nic nie stoi na przeszkodzie aby zaimportować trochę „old schoolowych” utworów gdyż Studio Liverpool nadal raczy nas możliwością podkładania własnej muzyki (już na PS One takowa opcja była, co przy braku opcji Custom Music w dzisiejszych produkcjach jest ewidentnym prztyczkiem w nos developerów).

Najlepsze zostawiłem na koniec. Grafika! W czasach gdy dzisiejsi gracze w recenzjach od razu przeskakują do tego akapitu należy powiedzieć jedno- słowo HD w tytule gry zobowiązuje. Gra wygląda wręcz KAPITALNIE! Obecnie chyba najładniejszy na PS3 tytuł. Obsługa rozdzielczości 1080p, pełne 60 klatek animacji bez żadnych spowolnień. To musi robić wrażenie. Trasy, mimo że projektowane specjalnie z myślą o wersjach na PSP zyskały nową jakość. Piękne industrialne otoczenie w Metropii, podwodny tunel na Vnetak oraz przede wszystkim boska, zawieszona w przestworzach trasa Sol 2 (wykonanie chmur pierwszoligowe). Do tego przelatujące ciągle nad trasami pojazdy, bijące po oczach neony. Tak doskonale wykonanych statków nie spotkacie w żadnej grze (Fatal Inertia? Ha, nawet lizać butów dla WipEouta nie może). Widać, że ich konstrukcje były przemyślane od początku do końca dzięki czemu uniknięto kompromitujących latających, złomiastych kiczów.

Nie będę po raz kolejny smarował Sony jaką to dobrą robotę wykonali, gdyż jest od tego reszta recenzji. Jeden z cichych killerów w dodatku dystrybuowany w świetnej cenie biorąc pod uwagę stosunek jakości do ceny. Studio Liverpool- daliście czadu! Teraz czekamy na wersję pudełkową (nie każdy ma PS3 podpięte do netu) oraz dodatki z których słynęły wersje na PSP. Rekomendacja może być tylko jedna -kupować!

Zostaw komentarz